A A + -

Zbrodnia i kara w wolnym społeczeństwie

30 czerwca 2015 Artykuły, Libertarianizm

Autor: Sheldon Richman
Źródło: reason.com
Tłumaczenie: Błażej Rzeszowski
Korekta: Jakub Paprocki

Ten felieton ukazał się pierwotnie w „Future of Freedom Foundation”.

Czy wolne społeczeństwo byłoby wolne także od przestępstw? Istnieją przesłanki, by oczekiwać, że tak.

Proszę nie oskarżać mnie o utopijność. Nie wieszczę przyszłości, w której nowe istoty ludzkie będą skrupulatnie i konsekwentnie przestrzegać praw innych ludzi. Pragnę raczej rozgraniczyć między przestępstwem a deliktem – między wykroczeniem przeciwko państwu (bądź społeczności) a wykroczeniem przeciwko indywidualnej osobie bądź posiadanemu przez nią mieniu. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do takiego rozróżnienia i do pierwszeństwa prawa karnego nad prawem deliktów, że zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy, iż niegdyś było inaczej. W dawnych czasach wykroczenie, które nie stanowiło użycia siły przeciw jednostce, nie było nawet za wykroczenie uznawane.

Co więc się stało? We wczesnej Anglii monarchowie zorientowali się, że wymierzanie sprawiedliwości może być żyłą złota. Schwycili ją więc i już nigdy nie wypuścili z rąk. W efekcie nacisk przesunął się z restytucji (zadośćuczynienia ofierze bądź jej spadkobiercom doznanych szkód) na karę (grzywnę i więzienie).

Ludzie o wolnościowych sentymentach powinni ubolewać nad tym, że taka zmiana miała miejsce. Po raz kolejny rządząca elita wykorzystała lud. Potrzebowała środków, by nabyć artylerię i posłuszeństwo, odebrała je więc siłą pracującym masom, przy okazji deprawując wymiar sprawiedliwości.

W The Enterprise of Law Bruce Benson stwierdza, że przed zastąpieniem go królewskimi ustawami obowiązywało w Anglii prawo zwyczajowe. Jedną z cech tego spontanicznego porządku było to, że:

[…] wykroczenia traktowane są jako delikty (osobiste krzywdy i szkody) a nie jako przestępstwa (działania przeciw państwu bądź „społeczeństwu”). Potencjalny czyn jednej osoby musi wpłynąć na inną osobę, by można było zakwestionować prawowitość tego czynu; nie jest prawdopodobne, by jakikolwiek czyn, który nie wpływa bezpośrednio na inną osobę – dla przykładu to, co dana osoba robi w samotności bądź w dobrowolnej współpracy z kimś innym lecz w sposób, który ewidentnie nikogo nie krzywdzi – stał się przedmiotem zasady prawa zwyczajowego.

Benson zauważa również, że:

[…] obowiązek prokuratorski spoczywa na ofierze. Prawo przewiduje więc możliwość uzyskania odszkodowania na drodze przejrzystych partycypacyjnych procedur rozstrzygania sporów po to, aby zachęcić do dochodzenia sprawiedliwości drogą sądową i ostudzić pragnienie prywatnej zemsty ze strony ofiary.

W takim systemie prawnym niepodobna było natknąć się na wykroczenie, w którym nie było ofiary. Jako że wzajemna współpraca jednostek jest kluczem do sukcesu prawa zwyczajowego, system ten nie wykracza zazwyczaj poza wąskie libertariańskie ramy. Warto tu również wzmiankować artykuł Johna Hasnasa Toward a Theory of Empirical Natural Rights (Ku teorii empirycznych praw naturalnych).

Taki układ działał całkiem dobrze – do chwili, gdy rządzący, potrzebujący pieniędzy na podboje militarne i kupowanie lojalności poddanych przez powierzanie im funkcji opłacanych z podatków, odkryli, że na wymierzaniu sprawiedliwości można zarabiać.

Królowie anglosascy widzieli w wymiarze sprawiedliwości źródło przychodu i łamanie pewnych praw zaczęto określać jako zakłócanie „pokoju królewskiego”. Już przed inwazją Normanów [r. 1066] banicja pociągała za sobą nie tylko możliwość bycia bezkarnie zabitym, lecz także [cytując historyków Fredericka Pollacka i Fredericka Maitlanda] „przepadek dóbr na rzecz króla”.

Idea pokoju królewskiego miała na początku drugorzędne znaczenie, lecz wkrótce objęła całe społeczeństwo. Powód był jasny. Jak pisze Benson, „złamanie pokoju królewskiego pociągało za sobą zapłatę królowi„.

Gdy prawo zwyczajowe zostało pochłonięte przez koronę, pojęcie zbrodni, arbitralność w osądzaniu i kara pozbawienia wolności na stałe weszły do wymiaru „sprawiedliwości”. Ludzie nie byli zadowoleni z przesunięcia punktu ciężkości z ofiary na króla i jego „kolesi”, musieli więc zostać zmuszeni do podporządkowania się.

Dla przykładu, prawo królewskie narzuciło represyjne przepisy stanowiące, że ofiara sama stawała się przestępcą, jeśli uzyskała zadośćuczynienie nie pozwawszy swego krzywdziciela do sądu, poprzez który król mógł zgarnąć swoją działkę. Nie przestrzegano tego przepisu w praktyce, więc prawo królewskie zdefiniowało przestępstwo „złodziejskiej kompensaty” [theftbote], kryminalizując przyjęcie przez ofiarę zwrotu ukradzionego mienia lub poczynanie jakichkolwiek ustaleń między ofiarą a przestępcą w zamian za zgodę na niestawianie sprawy przed sądem.

Benson podsumowuje:

Pod koniec rządów Edwarda I [r. 1307] podstawowe mechanizmy prawa rządowego były już ustanowione i w wielu przypadkach starsze przepisy prawa zwyczajowego zostały zmodyfikowane bądź też zastąpione przepisami o charakterze autorytatywnym, co miało na celu ułatwić transfer zasobów do uprzywilejowanych grup. Próby uzasadnienia istnienia tworzonych przez rząd systemu prawnego i instytucji odwołujące się do „interesu społecznego” muszą być traktowane jako racjonalizacje ex post, a nie wyjaśnienie ex ante zaczątków tychże.

Dlatego też tak wymiar sprawiedliwości w sprawach karnych, jaki obecnie znamy, jest wynikiem roszczenia sobie praw przez państwo i odrzucenia indywidualizmu. To przewrotne podejście do prawa zostało przejęte przez demokracje pośrednie, które nastąpiły po monarchii absolutnej w Anglii, a później także w Ameryce.

Z powodów zbyt oczywistych, by się o nich rozpisywać, system sprawiedliwości nakierowany na restytucję jest niezwykle sensowny. Ktoś zostaje skrzywdzony, a więc sprawca powinien, w takim stopniu, w jakim to możliwe, naprawić skutki swojego występku (w przypadku morderstwa spadkobiercy ofiary mogą wysuwać żądania finansowe względem mordercy; jeśli ofiara nie miałaby spadkobierców, żądania mogłyby zostać wysunięte przez kogokolwiek, kto dołożyłby starań, by zidentyfikować i postawić mordercę przed sądem).

Zasada restytucji anuluje również argument za karaniem, resocjalizacją i prewencją jako zamierzeniami wymiaru sprawiedliwości. Nie chodzi o to, by sprawca cierpiał bądź się nawrócił, czy też dwa razy pomyślał, nim popełni przestępstwo. Cóż z tego wynika dla ofiary? Resocjalizacja i prewencja mogą być organicznymi, choć ubocznymi skutkami systemu restytucji, ale nie stanowią jego celów samych w sobie, bo skąd mogłoby wynikać prawo, by iść dalej niż żądanie odszkodowania?

Przemoc tak bardzo niszczy warunki potrzebne społeczeństwu, by mogło się ono rozwijać, że jej użycie może być uzasadnione jedynie w celu ochrony niewinnego życia bądź zadośćuczynienia pokrzywdzonemu. Nie może więc być zasadne użycie siły, by ukarać, zresocjalizować bądź odstraszyć (prywatne, nieagresywne działania – np. społeczny ostracyzm – mogą odegrać tutaj tę właśnie rolę. Co więcej, wolność przestępcy, który swymi działaniami wykazuje, że nadal stanowi zagrożenie dla innych, może zostać ograniczona z racji obrony własnej).

Karanie jest złe – pisze Roderick Long – ponieważ:

Nie uważamy przecież, że ci, którzy przypadkowo łamią prawa innych powinni cierpieć; ale jedyna różnica między agresorem z wyboru i agresorem przypadkowym leży w ich myślach i intencjach – nad którymi prawo nie posiada jurysdykcji.

O ile mi wiadomo, Randy Barnett jest pierwszym libertarianinem naszego pokolenia argumentującym za wymiarem sprawiedliwości opartym jedynie na zasadzie restytucji.

Jak podsumowuje Gary Chartier w Anarchy and Legal Order (Anarchia i porządek prawny):

Jako że nie ma uzasadnienia dla kary śmierci czy nakładania grzywien, a dla prewencji (która nie musi oznaczać pozbawienia wolności) nie ma uzasadnienia innego niż obrona własna lub innych, nie ma też potrzeby istnienia instytucji i praktyk charakterystycznych dla wymiaru sprawiedliwości karnej.

W wolnym społeczeństwie przestępstwa przeciw jednostkom i własności byłyby traktowane jako delikty. Byłaby to upragniona zmiana w społeczeństwie, w którym pozbawia się wolności więcej ludzi, niż gdziekolwiek indziej, często za nieagresywne „przestępstwa”, które nie krzywdzą nikogo.

 

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress