A A + -

Wywiad z Przemysławem Wiplerem: Libertarianizm to serce i dusza republikanizmu

28 października 2013 Publicystyka, Wywiad

Przemysław Wipler jest obecnie najbardziej znany z funkcji prezesa stowarzyszenia Republikanów, które założył po odejściu z partii Prawo i Sprawiedliwość. Polscy wolnościowcy mogą go również kojarzyć z redagowania Najwyższego Czasu w latach 1999-2001, a także z pracy w Centrum im. Adama Smitha i Fundacji Akcji Gospodarczej. W 1999 współtworzył Stowarzyszenie Koliber, w latach 2002-2005 był prezesem Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska, a w 2009 został fundatorem i prezesem Fundacji Republikańskiej. Prowadził też własną działalność gospodarczą oraz był członkiem rad nadzorczych w przedsiębiorstwach naftowych. Wykłada bezpieczeństwo energetyczne na Collegium Civitas.

Ku naszemu zadowoleniu, Przemysław Wipler zgodził się udzielić wywiadu dla serwisu Libertarianin.org. Zapraszamy do lektury.

Jacek Sierpiński: Jak przebiega ewolucja od wydawania Murraya Rothbarda do prezesa organizacji, która chce budować społeczną gospodarkę rynkową?

Przemysław Wipler (fot. Jakub Szymczuk)

Przemysław Wipler (fot. Jakub Szymczuk)

Przemysław Wipler: (śmiech) Domyślam się, że ma Pan na myśli wywiad z Anną Streżyńską. Rozumiem, że dla libertarian czy przedstawicieli Kongresu Nowej Prawicy taka deklaracja mojej koleżanki z zarządu mogła być zaskakująca, ale wynika to przede wszystkim z pewnego nieporozumienia. Z pewnością pod tym terminem co innego kryje się dla Ryszarda Kalisza, co innego dla Janusza Korwin-Mikkego, a inaczej rozumiał je śp. Krzysztof Dzierżawski, czołowy ekspert Centrum im. Adama Smitha. To bardzo pojemne określenie, które zostało wprowadzone przez ordoliberałów, lecz – podobnie jak wiele innych terminów – zostało zawłaszczone przez lewicę. Społeczna gospodarka rynkowa wynika z realizmu politycznego i proponowania możliwych do wprowadzenia rozwiązań, zbliżających nas do zasad wolnego rynku przy równoczesnej akceptacji społeczeństwa.

Powszechny sposób rozumienia tego terminu rodzi jednak pewną niezręczność. Dlatego jako Republikanie wolimy promować zasadę dobra wspólnego. Naszym podstawowym postulatem jest dbałość o dobro wspólne i właśnie o tę wartość w polityce chcemy walczyć. Chcemy by podatki służyły przede wszystkim realizacji dobra wspólnego i ogólnym potrzebom społeczeństwa, a państwo nie było źródłem dyskryminacji i przywilejów. Ten właśnie termin najlepiej oddaje nasze wartości. Jestem przekonany, że w tym zakresie możemy liczyć na wsparcie innych środowisk wolnościowych.

Jedno jest pewne. Po wspomnianym wywiadzie jeszcze bardziej skupimy się na proponowaniu i propagowaniu konkretnych reform gospodarczych i ustrojowych, a dyskusje o doktrynach politycznych zostawiamy politologom i publicystom.

Rozumiemy tę zasadę, ale chcielibyśmy trochę dopytać o idee. Tytuł Pana pracy magisterskiej brzmiał „Libertariańskie podejście do państwa”. Czy utożsamia się Pan z koncepcjami dotyczącymi organizacji życia społecznego opisywanymi w tej pracy? Czy uważa się Pan za libertarianina?

Libertarianizm jest spójną koncepcją polityczną, która miała ogromny wpływ na kształtowanie moich poglądów. Dziś jednak bliższa jest mi etykietka republikanina. Po latach pracy dla największych międzynarodowych koncernów i dla Ministerstwa Gospodarki jestem przekonany, że obok rozszerzania sfery wolności osobistych i gospodarczych co najmniej równie ważna jest konieczność przywrócenia podmiotowości naszego kraju.

Parafrazując słowa Prezydenta Reagana mogę podkreślić, że dla mnie libertarianizm jest w dużej mierze duszą i sercem republikanizmu.

Pamiętając o tej zasadzie nigdy nie zagłosowałem za podwyżką podatków. Gdy pojawiło się ryzyko, że taka postawa będzie niemożliwa do utrzymania, zdecydowałem się na opuszczenie PiS i budowę nowej siły politycznej.

10 listopada ma odbyć się założycielski zjazd Partii Libertariańskiej, mającej być mniej więcej polskim odpowiednikiem amerykańskiej Libertarian Party. Czy Pana zdaniem taka partia – skupiająca ludzi o poglądach wolnościowych, ale nie identyfikująca się ani z prawicą, ani z lewicą – jest w Polsce potrzebna?

Z zainteresowaniem śledzę integrowanie się środowiska polskich libertarian. Mam nadzieję, że planowany zjazd będzie udany. Taka integracja powinna spowodować, że środowisko stanie się silniejsze i w lepszy sposób może promować ideę libertarianizmu w naszym kraju. Jednak samo porównanie do LP jest istotne. Trzeba pamiętać, że to partia, która w mateczniku współczesnego libertarianizmu nie odniosła sukcesów politycznych, choć działa od ponad 40 lat. Z drugiej strony najmocniejsze podwaliny pod powrót USA do wolnościowych korzeni położył Ron Paul, działając w szerszej formacji, nomen omen Republikańskiej (śmiech). Teraz coraz częściej pojawiają się głosy, że libertarianie mają szansę zmienić losy Ameryki i świata wygrywając prawybory w Partii Republikańskiej dla Randa Paula lub Teda Cruza. Z pewnością byłyby na to większe szanse, gdyby wszyscy członkowie LP włączyli się w prace GOP. Zresztą zdaje mi się, że amerykańskie prawo nie wymagałoby od nich konieczności rezygnacji z członkostwa w LP.

W Polsce libertarianie i republikanie maszerują w tym samym kierunku. Być może libertarianie chcą iść dalej i szybciej. Razem mamy większe szanse na przybliżenie się do naszych wspólnych celów. Dlatego mam nadzieję na współpracę naszych środowisk, czy poprzez koalicje wyborcze, czy wręcz przez tworzenie przez przedstawicieli LP odpowiednika Republican Liberty Caucus w naszej organizacji.

Co sądzi Pan o działalności Janusza Korwin-Mikkego? Czy przynosi ona lub może przynieść jakiś wymierny pozytywny efekt dla wolności Polaków? Czy utworzona przez niego partia – Kongres Nowej Prawicy – ma szanse na przebicie się do grona partii parlamentarnych i mających rzeczywisty wpływ na polską politykę?

Janusz Korwin-Mikke od lat prowadzi w Polsce ogromną pracę formacyjną. Wzrost popularności idei wolnorynkowych jest jego dużą zasługą. Jednak bardzo różnimy się w podejściu do polityki. Jestem zwolennikiem wyznaczania sobie realnych celów i konkretnej pracy na rzecz ich spełnienia. Kolejne wybory pokazują, że JKM podejmuje niefortunne decyzje polityczne. Decydując się na start w demokratycznych wyborach trzeba przyjąć zasady tej gry. W polityce głównym celem nie jest szokowanie i wzbudzanie skrajnych emocji. Żeby skutecznie zrealizować swoje polityczne plany trzeba przekroczyć próg wyborczy, a by tego dokonać trzeba lepiej tłumaczyć i zabiegać o poparcie wyborców, a nie zniechęcać ich kontrowersyjnymi wypowiedziami. JKM od lat niestety postępuje zupełnie inaczej. Jeżeli tego nie zmieni to po kolejnych wyborach znowu zniechęci do aktywności publicznej osoby wcześniej zaangażowane w jego kampanię. A to za każdym razem jest niepowetowana strata dla Polski. Cieszyłbym się, gdyby bardziej naśladował Rona Paula zwłaszcza pod jednym względem – powagi działania. W USA nawet jego przeciwnicy postrzegają go jako męża stanu.

Kolejny element to przygotowanie do pełnienia władzy. Generalnie z większością postulatów JKM, zwłaszcza dotyczących gospodarki się zgadzamy, ale np. samo hasło ograniczenia biurokracji to zbyt mało. Obserwując ostatnie rządy możemy zauważyć, że same hasła wyborcze nie wystarczą. Konieczne są konkretne rozwiązania prawne, projekty ustaw. Pamiętamy o czym mówił Milton Friedman, że każdy rząd ma około 100 dni na przeprowadzenie kluczowych reform. Nasze środowisko włączyło się w jedną reformę obecnego rządu – deregulację. Przygotowaliśmy rzeczowe analizy zmian, wyliczyliśmy skutki reform, zaproponowaliśmy konkretne rozwiązania i monitorowaliśmy proces legislacyjny dzięki czemu najważniejsza reforma tego rządu weszła w życie. Całkowicie lub częściowo udało się otworzyć dostęp do 50 zawodów, pracujemy w sejmie nad kolejnymi 90., w trzeciej transzy jest ich już ponad 100. To wymagało przygotowania i wielkiej pracy. Trudno byłoby coś zmienić samym hasłem, że konieczna jest deregulacja.

Dlatego już teraz sprawdzamy różne rozwiązania reform, analizujemy wydatki i przystępujemy do tworzenia konkretnych projektów ustaw. Szkoda, że KNP na razie pozostaje na etapie samych deklaracji.

Mówił Pan o „otwarciu zawodu polityka”. Czy Republikanie zamierzają współpracować z pozaparlamentarnymi partiami, organizacjami i ruchami stawiającymi sobie za cel ograniczenie – pod różnymi względami – władzy obecnych elit politycznych? Takimi jak np. właśnie Kongres Nowej Prawicy, Demokracja Bezpośrednia, powstająca Partia Libertariańska, Polska Partia Piratów, grupy powstałe na bazie ruchu „Anty-ACTA”?

Z każdym z wymienionych środowisk widzę potencjalne pole współpracy przy konkretnych projektach. Na przykład teraz bardzo ważnym wyzwaniem jest powstrzymanie inicjatywy Prezydenta Komorowskiego dotyczącej referendów, która pod wieloma względami wzmacnia władzę. Już teraz współpracujemy przy tym temacie z kilkoma z wymienionych organizacji. Kilka miesięcy temu wspólnie pikietowaliśmy przed Pałacem Prezydenta, a obecnie razem z Pomarańczową Alternatywą, Demokracją Bezpośrednią, Warszawską Wspólnotą Samorządową i Zmielonymi.pl wspólnie apelujemy do parlamentarzystów o zastopowanie tych złych zmian. Będziemy chcieli kontynuować współpracę. Nie wykluczam również, że po sprawdzeniu się w boju przy podobnych inicjatywach nadejdzie czas, że rozważymy wspólnie również współpracę wyborczą.

Co Pan myśli o pomyśle utworzenia w Polsce jednego lub więcej wolnorynkowych, autonomicznych obszarów na wzór koncepcji „Obszarów Zatrudnienia i Rozwoju Gospodarczego”, zaakceptowanych ostatnio przez parlament Hondurasu? Z pomysłem takim wystąpił ostatnio publicysta Jan Fijor, mówiąc o stworzeniu „polskiego Hongkongu”, który pociągnąłby za sobą rozwój reszty kraju.

Istniejące w tej chwili specjalne strefy ekonomiczne często nie spełniają swojego zadania, a są źródłem patologii i dyskryminacji polskich firm wobec zagranicznych inwestorów. Jednym z powodów, dlaczego Polacy i polskie firmy płacą wysokie podatki jest zwalnianie zagranicznych podmiotów z tego obowiązku. Dlatego, ponieważ nie znam szczegółów projektu, podchodzę do niego z ostrożnością. Na poziomie intelektualnym to ciekawa koncepcja, którą warto szczegółowo przeanalizować. Konieczne jest upewnienie się, czy nie spowoduje to np. spowolnienia rozwoju na obszarach nie objętych tymi przepisami czy też umacniania obecnej dyskryminacji.

Jaki jest Pana stosunek do idei Polski autonomicznych regionów-województw, propagowanej np. przez Ruch Autonomii Śląska? Czy Polska powinna być państwem unitarnym?

Obecnie ogromnym problemem są rosnące obowiązki nakładane przez państwo na samorządy, bez przekazywania wspólnotom środków na te cele. Taki stan rzeczy nie może dłużej trwać. Trzeba to zmienić. Żeby realnie myśleć o pewnych formach autonomii w pierwszej kolejności konieczne jest odejście od „Janosikowego” oraz wprowadzenie prawa do ustanawiania lokalnych podatków. Wtedy jednostki samorządu mogłyby konkurować ze sobą także na tym polu. Niestety w obecnych warunkach postulat ten jest trudny do spełnienia.

Czy nie obawia się Pan, że decydując się na współpracę z Jarosławem Gowinem i formującym się wokół niego ruchem, Republikanie zostaną zmarginalizowani? Z jednej strony ludzie działający wiele lat zawodowo w polityce, z drugiej – ruch tworzony oddolnie często przez młodych entuzjastów.

Obecnie uzgodniliśmy zasady współpracy programowej. Rozmawiamy teraz na temat formy i zakresu współpracy politycznej i wyborczej. Jestem zadowolony z dotychczasowego przebiegu rozmów. Jedno jest pewne – Republikanie będą samodzielnym, autonomicznym środowiskiem propagującym własne rozwiązania programowe. Na przykładzie referendum warszawskiego widać, że mimo różnic w ocenie niektórych zjawisk działamy zgodnie z naszymi przekonaniami. Nie było nawet żadnej próby odwodzenia nas od zaangażowania w referendum, co potwierdza partnerskie zasady naszej współpracy.

Co więcej, po każdym spotkaniu w Klubach Republikańskich w całej Polsce utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy środowiskiem, które zmieni Polskę. To właśnie wśród Republikanów jest zapał do zmian, ale również wiedza jak to zrobić. Wielu z nas ma doświadczenie w biznesie i organizacjach społecznych, a obowiązujące tam zasady chcemy przenieść do polityki. Jedną z tych zasad jest przekonanie, że nic się samo nie wykona – sukces jest efektem ciężkiej pracy i aktywności. Dlatego przygotujemy mapy wydatków w poszczególnych miejscowościach, będziemy proponować i promować nowe projekty zmian na szczeblu ogólnopolskim i lokalnym. To z pewnością zostanie zauważone przez obywateli.

Jestem pewien, że dla tych, którzy chcą się włączyć w politykę i zmieniać kraj oraz swoje miejscowości, a którzy z nadzieją witają powstawanie nowego projektu wyborczego, najlepsze miejsce na rozwinięcie politycznych skrzydeł to właśnie Stowarzyszenie Republikanie.

Dziękujemy za rozmowę.

Z Przemysławem Wiplerem rozmawiał Jacek Sierpiński

Opracowanie: Jacek Sierpiński, Mariusz Kowalczyk, Wojciech Mazurkiewicz
Zdjęcie: Jakub Szymczuk

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress