A A + -

Pożegnanie McCaina

8 września 2018 Felieton, Publicystyka

Autor: Aleksy Przybylski

Kilkanaście dni temu zmarł amerykański senator, John McCain. Przez amerykańskie tzw. wolnościowe strony na Facebooku przeszła fala nienawiści, głównie skupiono się na zarzucaniu McCainowi bycia „podżegaczem wojennym”. Abstrahując od tego czy te oskarżenia są słuszne, nie sposób nie zauważyć, że po raz kolejny tzw. wolnościowcy en masse ukazują swą pogardę wobec drugiego człowieka, jak i zasad życia w społeczeństwie. Stety lub nie, ale tzw. wolnościowe media, również w Stanach, są na marginesie, dzięki czemu pogrążona w żałobie rodzina senatora nie musiała znosić tych komentarzy.

Można próbować tłumaczyć tzw. wolnościowców, że puszczają im nerwy, bo to był przeciwnik wolności – co nie do końca jest prawdą, ale o tym później – jednak niezbyt dobrze świadczy to o ich kondycji psychicznej.

Jednak nie powinno być akceptacji na takie zachowania, poza skrajnymi sytuacjami. Dobrze jest tutaj zacytować Yodę, postać ze świata „Gwiezdnych Wojen”: „Strach to ciemna strona Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia”. Nienawiścią nie naprawimy świata, tylko sprawimy, że będzie jeszcze gorszy. Lepiej mieć program pozytywny – choćby po to, by czuć się dobrze z samym sobą. Parafrazując Bartoszewskiego, warto być przyzwoitym, choć nie zawsze się to opłaca.

Tylko w ten sposób zbudujemy społeczeństwo przyjazne dla innych, oparte na wzajemnym zaufaniu. Społeczeństwo, które będzie w stanie zbudować alternatywę dla ładu państwa opiekuńczego i przetrwać wiele pokoleń. Inaczej pomagamy stworzyć wystraszone, nienawidzące obcych i nowości, gardzące innością społeczeństwo. Takie społeczeństwo nie dąży do dobrobytu, a do niewoli i konfliktów.

Wracając jednak do samego McCaina, warto pochylić się nad tą postacią. Czy jest coś, za co możemy go szanować? I co ważniejsze, czy jest coś, czego możemy się od niego nauczyć?

Zacznijmy od podstawowego faktu – McCain nie był libertarianinem, z pewnością nie był postacią krystaliczną. Ale to go wcale nie przekreśla.

Senator John McCain brał udział w wojnie w Wietnamie, gdzie jego samolot został zestrzelony nad terytorium wroga, a on sam trafił do niewoli. Był poddawany torturom podczas przesłuchań, wymuszano na nim zeznania, zamknięto go na dwa lata w izolatce, zachorował na czerwionkę – łącznie w niewoli spędził ponad pięć lat. Mimo tego, pozostał silny. Nawet kiedy proponowano mu powrót do Stanów, zażądał, by wypuszczono jego współtowarzyszy. Lojalność, silny kręgosłup i wiara we własne zasady – bez wiary w słuszność libertarianizmu będzie nam bardzo trudno osiągnąć sukces i stworzyć wolne społeczeństwo.

Później, kiedy już stał się częścią Kongresu, jego silny charakter miał równie wielkie znaczenie. Libertarianie mogą nie popierać wielu działań lub poglądów senatora, jednak mogliby stanąć z nim ramię w ramię w obronie liberalnej demokracji. Demokracji, w której wolność słowa, prawo własności, wolność zgromadzeń i stowarzyszeń, wolność wyznania, itd. są chronione przez prawo, czasem mniej lub bardziej skuteczne.

McCain był zawsze pierwszy, jeżeli chodziło o krytykę rządów autorytarnych – Iran, Syria, Irak, Korea Północna, Rosja, Libia – choć dziwi jego spotkanie z Kaddafim w 2009. Był orędownikiem demokracji  liberalnej i praw człowieka, w końcu sam doświadczył nieludzkiego traktowania podczas tych kilku lat niewoli.

Gorąco wspierał niepodległość państw ZSRR i pomagał im pozbyć się wojsk rosyjskich z ich terytorium, choć wielu czołowych polityków Zachodu nie miało ochoty zajmować się niepodległością krajów bałtyckich. Ważniejsze dla nich było wspieranie Jelcyna, nawet jeśli miało się to wiązać z łamaniem danych wcześniej obietnic – McCain się na to nie godził. Wspierał kraje byłego Paktu Warszawskiego w ich dążeniach do uzyskania gwarancji bezpieczeństwa od NATO poprzez uzyskania w nim członkostwa. Starał się pomóc Gruzji i Ukrainie podczas rosyjskiej agresji. Nie bał się powiedzieć prawdy o Putinie, nie bał się powiedzieć, że jest bandytą, mordercą i terrorystą. Nie uznawał zasady „może to skurwysyn, ale nasz skurwysyn”, która czasem pojawia się w amerykańskiej polityce zagranicznej.

Czasami musiał podjąć decyzję, która raczej nie przysporzyłaby mu zwolenników, ale to robił, bo trzymanie się zasad jest ważniejsze od popularności czy poparcia. Czasami bronił swych politycznych oponentów, kiedy byli nieuczciwie atakowani. Bo zasady są ważniejsze od zwycięstwa.

Właśnie tego możemy się od niego nauczyć – odwagi, również tej politycznej, silnego kręgosłupa moralnego, bycia wiernym swym zasadom, uczciwości i twardego, niezłomnego charakteru. Nawet, jeśli przez to utracimy czyjąś sympatię.

Według wielu John McCain nie był przyjacielem wolności, bo czasem głosował nie tak, jak oni by tego chcieli. Jednakże między dzisiejszym światem a światem według libertarian jest jeszcze długa droga. Dzisiaj, kiedy w siłę rosną ugrupowania antyliberalne, ignorowane są podstawy demokracji liberalnej, jak np. rządy prawa, nie ma miejsca na kłótnię nt. tego czy podatki powinny wynosić 20%, czy może 40% PKB. Są to rzeczy ważne, bardzo ważne, ale najważniejsze jest, by mieć solidne podstawy, na których można budować wolne społeczeństwo. Kiedy walczymy o życie to nie ma znaczenia czy nasze żebra zostaną złamane – najważniejsze jest, by przywrócić krążenie, a leczeniem żeber można zająć się później. Bez demokracji liberalnej, choćby tej niedoskonałej, nasza walka będzie dużo trudniejsza.

Senatorze McCain, będzie Pana brakować.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress