A A + -

Obronność w wolnym społeczeństwie

13 kwietnia 2016 Artykuły, Libertarianizm

Autor: Karol Sobiecki

W stronę libertariańskiej wizji świata bez przymusu skierowano już wiele słów krytyki i argumentów mających z założenia podważyć moralne lub ekonomiczne podstawy wolnościowej doktryny. Duża część z tej polemiki jest naiwna, niczym niepodparta i została już niejednokrotnie odparta. Część wątpliwości jednak zasłużyło sobie na większą uwagę i było podparte trudnymi do obalenia argumentami. Są to kwestie, co do których nawet sami libertarianie nie są zgodni i skłaniają się do ustępstw w kierunku etatyzmu. Można tu wymienić choćby ochronę środowiska, prawa „własności” intelektualnej, prawa dzieci, prawa zwierząt, obronę przed monopolami czy funkcjonowanie policji i sądów w warunkach wolnej konkurencji. Podawano też w wątpliwość stabilność i pokojowy charakter ładu naturalnego.

Na te i wiele innych polemik wystosowano już ogromną liczbę wypowiedzi, więc nie będę się tu nimi zajmował. Odsyłam do publikacji ekonomistów ze szkoły austriackiej i klasyków libertarianizmu.[1] Chciałem się w tym artykule pochylić nad jednym konkretnym problemem: możliwymi sposobami funkcjonowania systemu obronnego w wolnym społeczeństwie. Wybrałem ten temat, ponieważ mam wrażenie, że został potraktowany trochę „po macoszemu” przez obrońców spontanicznego porządku i nie został wyczerpany. Większość libertarian ogranicza się do intuicyjnego stwierdzenia, że skoro wszystko inne może być i jest efektywniej dostarczone przez firmy prywatne konkurujące na wolnym rynku, to usługi militarne zapewne również.[2]

Niestety taka teza jest na tyle kontrowersyjna i sprzeczna ze wszystkim, co dotychczas mieliśmy okazję poznać, że większość zwykłych śmiertelników pogląd ten stanowczo odrzuca. Jest to całkowicie zrozumiałe i racjonalne podejście. Z reguły nie jesteśmy zadowoleni ze stanu obecnego (gdybyśmy byli, to byśmy nie podejmowali żadnych działań), każdy z nas narzeka, a to na polityków, a to na członków własnej rodziny, a to na kiepską pracę, jednak gdy przychodzi ktoś, kto proponuje rozwiązanie zupełnie wywracające wszystko do góry nogami, to naturalnie sprzeciwiamy się pomysłowi o nieznanych dotąd skutkach. Jest pod wieloma względami źle, ale przecież zawsze może być jeszcze gorzej. Postaram się więc nieco przybliżyć ten kontrowersyjny pogląd i mam nadzieję, że pomogę się z nim „oswoić”.

Założenia

Najpierw zacznijmy od zdefiniowania problemu i przedstawienia założeń. Problemem jest potencjalna agresja z zewnątrz. Nie rozpatrujemy tutaj wojny domowej, pospolitej przestępczości, czy funkcjonowania policji i sądów w warunkach braku terytorialnego monopolu na przymus bowiem te sprawy omówiono w innych dziełach. Założę więc, że wolne społeczeństwo jest stabilne wewnętrznie, względnie silne gospodarczo i umie radzić sobie z różnymi problemami społecznymi i efektywnie dostarczać takich usług jak: opieka zdrowotna, edukacja, ochrona środowiska, infrastruktura drogowa czy bezpieczeństwo wewnętrzne.[3] Pozwolę sobie wyizolować samą kwestię wojskowości, czyli obrony przed agresją z zewnątrz.

Oczywiście muszę tu założyć, że rozpatrywana społeczność przylega do przynajmniej jednego sąsiada o potencjalnie agresywnych względem niej zamiarach. Dla uproszczenia przyjmę, że tylko ta społeczność rządzi się prawami spontanicznego porządku i jest otoczona innymi grupami, na terenie których wciąż operują państwowe aparaty przemocy.[4] Kolejne założenie powinno dotyczyć stwierdzenia czy rozpatrujemy propozycję minarchistów, czy rynkowych anarchistów. Nie ma to jednak dla mnie znaczenia.[5] Pierwsi są zwolennikami istnienia państwa finansowanego jedynie z dobrowolnych opłat, drudzy chcą raczej produkcji bezpieczeństwa dostarczanego przez konkurujące ze sobą firmy prywatne. Obie grupy libertarian zgadzają się jednak co do tego, że żaden podmiot nie ma prawa do stosowania przymusu (rozumianego jako dysponowanie czyimś mieniem bez, nieprzymuszonej siłą lub groźbą jej użycia, zgody właściciela). Nawet minarchiści dopuszczają możliwość secesji każdej jednostki z państwa i założenie własnego.[6] Ostatnim założeniem będzie przyjęcie dla wygody sytuacji geopolitycznej Polski, czyli właśnie w Polsce miałoby być to wolne społeczeństwo zagrożone atakiem z Niemiec i/lub Rosji.[7] Pozwoli nam to odpowiedzieć na całkiem realne pytania, stawiane przez przeciwników libertarian w naszym kraju.[8]

Dotychczasowe teorie

Zacznę może od podania rozwiązań, które już znalazły się w różnych dziełach. Problemy obronności pobieżnie poruszali tacy klasycy jak Murray Rothbard, Hans Hermann Hoppe czy Samuel Edward Konkin. Ten pierwszy proponował coś w rodzaju nowoczesnego pospolitego ruszenia, armii ochotniczej czy działań partyzanckich. Jako pierwszy wysunął twierdzenie, często powtarzane przez innych libertarian, że zajęcie wolnego terytorium byłoby trudne z dwóch powodów:
1. Wolne społeczeństwo byłoby pozbawione struktur państwowych, które agresor mógłby przejąć, więc państwo, które planuje podbój, musiałoby oprócz zbrojnego zajęcia terytorium, zbudować od zera całą infrastrukturę charakterystyczną dla państw (choćby takie instytucje jak urzędy skarbowe, budynki rządowe i wojskowe, areszty policyjne, drogi skierowane do centralnie położonej stolicy itp.). Byłoby to mocno utrudnione przez konieczność stałego prowadzenia działań zbrojnych.
2. Wolne społeczeństwo miałoby dużą wolnościową samoświadomość, więc naturalnie dążyłoby do odzyskania utraconej swobody. Ciężko byłoby sobie podporządkować tak dumny i pewny siebie lud.

Jako dowód empiryczny na poparcie swoich tez Rothbard podał średniowieczną Irlandię, która, nie posiadając struktur państwowych[9], przez blisko pięć stuleci opierała się angielskim najeźdźcom: „Być może też głównym powodem, dla którego Anglicy przez tyle wieków nie mogli podbić starożytnej Irlandii, było to, że Irlandczycy nie mieli państwa; nie było więc rządowej struktury władzy, która dotrzymywałaby traktatów, przekazywała rozkazy itd. Dlatego właśnie Anglicy utrzymywali, że „dzicy”, „niecywilizowani” Irlandczycy są „zdrajcami” i nie dotrzymują z nimi żadnych umów. Anglicy nigdy nie mogli pojąć, że nie mając żadnej struktury państwowej, wojownicy Irlandzcy, którzy zawarli z Anglikami porozumienie, robili to tylko w swoim imieniu. Nie mogli przemawiać w imieniu żadnej innej grupy Irlandczyków.”[10] Drugim przykładem podawanym przez Rothbarda jest Wietnam, który właśnie metodami partyzanckimi był w stanie wygrać wojnę z dużo potężniejszą armią amerykańską.

Hoppe i Konkin z kolei odwoływali się do koncepcji Prywatnych Agencji Ochrony (PAO). Miałyby to być firmy lub stowarzyszenia zajmujące się obronnością, podobne do dzisiejszych firm ochroniarskich. Sztandarowym argumentem za ich skutecznością jest ogólne przeświadczenie libertarian, że wolne społeczeństwo, bez odgórnych ograniczeń, posiadałoby bardzo prężną gospodarkę. PAO miałoby więc duże zasoby, potrzebne do zakupu lub wyprodukowania najnowocześniejszej broni defensywnej oraz wyszkolenia i zatrudnienia najlepszych zawodowych żołnierzy.

Konkin oczywiście twierdził, że powstanie i sukces militarny takich armii, będzie ostatecznym zwycięstwem agoryzmu, ale będą to oddziały wyłącznie obronne, utrzymywane z dobrowolnych składek kontrekonomistów, czyli, jego zdaniem, zwykły „stojący na czatach” i ostrzegający przed nadchodzącym policjantem z czasem wyewoluuje w profesjonalną firmę ochroniarską: „Kontrekonomiczni przedsiębiorcy mają motywację do wprowadzania lepszych urządzeń ochronnych i kryjówek, instrukcji pozwalających stosować uniki oraz do „prześwietlania” potencjalnych klientów i dostawców innych kontrekonomicznych przedsiębiorców. W ten sposób powstaje kontrekonomiczna branża usług ochronnych. W następnej kolejności branża usług ochronnych może zapewnić obserwację i ochronę terenów strzeżonych, stosując systemy alarmowe i wykorzystujące zaawansowaną technologię urządzenia maskujące.”[11]

Hoppe i Rothbard podkreślali, że prywatne armie byłyby wyposażone głównie w arsenał broni defensywnych i precyzyjnych. Rothbard stanowczo sprzeciwiał się posiadaniu i używaniu broni masowego rażenia czy bombowców, które z natury rzeczy nie są w stanie wywoływać strat wyłącznie w szeregach wroga i uderzają również w niewinnych cywilów. Hoppe sugerował, że PAO dysponowałyby np. wysoce precyzyjną bronią laserową oraz dobrze wyszkolonymi oddziałami komandosów. Dopuszczał też możliwość walk zbrojnych na terenie wroga, działania odwetowe i siłowe ściąganie kontrybucji, jednakże wszystkie działania zbrojne miałyby uderzać wyłącznie w pracowników państwa i własność publiczną. Cywile mieliby zostać oszczędzeni. Hoppe w swojej książce dokładnie opisał, w jaki sposób prowadzono prywatne wojny za pomocą prywatnych armii w czasach królów, wskazując, że przypuszczalnie podobnie byłoby w ładzie naturalnym.[12]

Z problemem obronności próbowali poradzić sobie również polscy badacze. Na uwagę zasługuje przede wszystkim odpowiedź Jakuba Bożydara Wiśniewskiego. Poza wymienionymi już wyżej możliwościami wskazuje na następujące argumenty:
1. Podłamanie ideologicznego poparcia dla pozostałych istniejących monopolistycznych aparatów przemocy spowodowane pojawieniem się społeczeństwa wolnościowego, co doprowadziłoby do osłabienia również ich potencjału militarnego.
2. Rozwinięte gospodarczo wolne społeczeństwo byłoby atrakcyjnym partnerem handlowym dla wszystkich państw. Po co bombardować swoich potencjalnych klientów, kontrahentów lub pracowników?
3. Z w/w powodu wolne społeczeństwo miałoby dużo sojuszników, którzy potencjalnie byliby skłonni do obrony partnera handlowego przed zakusami agresywnych państw.
4. Wolne społeczeństwo nie miałoby zakazu posiadania broni, więc możliwe, że liczba sztuk broni palnej na mieszkańca byłaby podobna do USA lub Szwajcarii, co skutecznie utrudniałoby życie potencjalnemu najeźdźcy.[13]

Inną propozycję wysunął Jan Kowalski na portalu liberalis.pl. Jego zdaniem, społeczeństwo powinno się bronić za pomocą dobrowolnych stowarzyszeń militarnych. Wstępowaliby do nich wyłącznie ochotnicy, którzy za pieniądze własne, lub składkowe kupowaliby broń i organizowaliby cykliczne szkolenia. Jego zdaniem brak takich stowarzyszeń dowodziłby braku potrzeby istnienia czegoś takiego jak armia. Wskazywał również, że armia zawodowa jest niebezpiecznym narzędziem w rękach władzy i grupą roszczeniową, która posiada broń i nie zawaha się jej użyć, by otrzymać od obywateli środki na własne utrzymanie.[14] Co ciekawe, w Polsce już teraz istnieje sporo tego typu stowarzyszeń, których członkowie są dosyć dobrze wyszkoleni i nawet chwaleni za granicą.[15]

Wątpliwości

Tutaj pojawiają się dwa kluczowe pytania. Pierwsze, nieco mniej oczywiste: skąd społeczeństwo miałoby pewność, że PAO czy stowarzyszenia militarne nie skierują broni przeciwko społeczeństwu i w jaki sposób kontrolowałoby czy PAO nie magazynują broni masowego rażenia? Na to pytanie doskonale odpowiedział Stefan Molyneux. Klienci PAO, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństw, domagaliby się od swoich obrońców dowodów na ich pokojowe zamiary. PAO prawdopodobnie, chcąc przyciągnąć klientów, pozwalałyby na okresowe kontrole uzbrojenia ze strony klientów lub firm czy stowarzyszeń specjalizujących się w takich kontrolach. Każda PAO niestosująca się do tych zaleceń, traciłaby klientów i wywoływałaby niepokój opinii publicznej.[16]

Drugie pytanie niestety nie doczekało się odpowiedzi.[17] Skąd mamy pewność, że w wolnym społeczeństwie ludzie przekazywaliby środki na obronność, skoro opłaty miałyby być dobrowolne? Można tutaj odpowiedzieć, że skoro tyle osób zadaje to pytanie, to znaczy, że bezpieczeństwo jest dla ludzi ważne, więc na pewno będą chcieli na to przekazywać fundusze. Nie jest to jednak satysfakcjonująca odpowiedź. Obronność jest klasycznym przykładem tzw. „dóbr publicznych”, czyli towarów lub usług, których kosztów rzekomo nie da się zinternalizować na wszystkich, którzy odnoszą korzyści. Wojsko stacjonuje na granicach (miasta, regionu itp.), więc broni wszystkich, którzy znajdują się „wewnątrz”. Występuje tu tzw. „efekt gapowicza”: osoby, które nie opłacają wojska, również są chronione, więc nikt nie ma motywacji, żeby zapłacić. Teoria ta niby udowadnia, że wolny rynek nie jest w stanie dostarczyć dóbr publicznych lub robi to mniej efektywnie niż państwowy aparat przymusu. Teoria dóbr publicznych jest błędna, co wykazali doskonale ekonomiści ze szkoły austriackiej.[18] Postaram się to wykazać na przykładzie obronności.

Jeśli na jakimś obszarze byłoby wolne społeczeństwo pozbawione terytorialnego monopolisty na przymus finansującego swoje usługi z obowiązkowych danin, wojsko broniące granic przed agresją obcych państw musiałoby zachęcić mieszkańców do opłacania swoich usług dobrowolnie. Prawdopodobnie takie usługi świadczone by były przez profesjonalne firmy lub stowarzyszenia militarne. Działań zbrojnych można byłoby uniknąć, zawierając korzystne sojusze lub traktaty o nieagresji. Ktoś jednak musiałby reprezentować ludzi przed tymi państwami, które decydowałyby się zawierać takie sojusze. Byłoby to albo państwo ultraminimalne proponowane przez minarchistów, albo specjalistyczne firmy i stowarzyszenia zajmujące się dyplomacją. Znowu: musiałyby poszukać klientów, którzy chcieliby dobrowolnie opłacać ich usługi.

Teoretycznie, z uwagi na efekt gapowicza, nikt nie byłby chętny ponosić opłat na dyplomację i obronność. Zamożność mieszkańców byłaby zróżnicowana: część żyłaby skromnie, nie posiadając wiele, niektórzy jednak byliby właścicielami dużych firm, fabryk, osiedli deweloperskich itd.[19] Tacy właściciele mieliby dużo więcej do stracenia w przypadku wojny, więc mieliby też motywację, żeby przekazywać fundusze na cele obronne. Co więcej! Prawdopodobnie chcieliby również chronić swoich klientów i pracowników, więc wykupywaliby usługi ochrony nie tylko dla siebie, ale również dla całego regionu, miasta czy nawet kraju.

Wynikałoby z tego, że wolne społeczeństwo wyzyskiwałoby najbardziej produktywne i najbogatsze jednostki. Ten wniosek jednak również jest mylny. Podobnie jak podatki, również dobrowolne opłaty za usługi obronne (czy jakiekolwiek inne) są „przerzucalne”. Właściciel fabryki może po prostu uwzględnić koszty ochrony w cenach usług lub zaniżyć odpowiednio płace pracowników. Można wysunąć w takim razie wniosek, że bardziej konkurencyjne będą firmy należące do pacyfistów. Sądząc po tym, jak małym zaufaniem cieszą się w społeczeństwie Świadkowie Jehowy czy anarchopacyfiści, przypuszczalnie społeczność wybierałaby jednak przekazywanie części funduszy na obronność, bojkotując i dyskryminując za pomocą ostracyzmu społecznego tych, którzy nie chcieliby się solidarnie przyczynić do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa.

Poza tym założenie, że nie da się wyłączyć kogoś z korzystania z usług obronnych, jest nieprawdziwe. Są różne rodzaje ochrony. PAO mogą oferować różne warunki osobom, które zdecydują się wnieść różne opłaty. Bogacz, który zapłaci dużo, mógłby liczyć na grupę osobistych ochroniarzy, dostęp do schronu atomowego, pełny wgląd w usługi i możliwość uzyskania wysokich odszkodowań i kontrybucji w przypadku zniszczeń spowodowanych działaniami zbrojnymi najeźdźcy. Zwykły biedak mógłby liczyć tylko na standardową ochronę, brak wsparcia w razie problemów i brak możliwości ubiegania się o odszkodowanie i udział w podziale kontrybucji wojennych.

Obronność mogłaby także być zapewniana przez zrzeszenia. Większość ludzi ma naturalną potrzebę zbierania się w grupy. Socjalne preferencje społeczności spowodowałyby stworzenie czegoś podobnego do państw i spełniającego podobne funkcje, nawet w warunkach poszanowania dla etyki libertariańskiej. Już dziś istnieje wiele stowarzyszeń, partii politycznych, klubów sportowych, kółek hobbystycznych, związków wyznaniowych itp. Niektóre z nich mają tysiące członków! Możliwe, że właśnie one świadczyłyby usługi obronne, angażując swoich członków. Decyzje podejmowano by w niektórych zrzeszeniach za pomocą przedstawicieli, osób o największym autorytecie, w innych za pomocą demokracji bezpośredniej lub płynnej, w jeszcze innych w głosowaniach, w których każdy miałby głos proporcjonalny do udziałów własnościowych. Spisywano by umowy, deklaracje członkowskie, statuty, regulaminy. Powstawałyby prawa zwyczajowe. Możliwe, że wiele z tych praw regulowałoby kwestie wojskowe i np. zobowiązywałoby członków zrzeszeń do zaangażowania w obronność.[20]

Czym w takim razie różniłoby się to od obecnych warunków? Wszystko byłoby dobrowolne: członkostwo w zrzeszeniach, uznawanie praw zwyczajowych, opłaty za usługi obronne. Każdy mógłby do woli zrezygnować z usług PAO, wypisać się ze zrzeszenia itd. Być może niektórzy decydowaliby się na samodzielną obronę swojej własności, inni, niezrażeni możliwym wykluczeniem społecznym, zostaliby pacyfistami, dokonywano by secesji z istniejących struktur para-państwowych, zawiązywano by dowolne sojusze i konfederacje itd.

Praktyka

Tyle teorii. Warto wspomnieć trochę empirycznych przykładów funkcjonowania obronności w świecie realnym. Część z nich już wcześniej podałem: średniowieczna Irlandia, partyzanckie wojska Vietcongu. Wspomniałem również o wojnach prowadzonych w czasach sprzed Rewolucji Francuskiej.

Opisywane przez Hoppego metody prowadzenia konfliktów zbrojnych przez prywatne armie królów znaczenie różniły się od wojen totalnych XX wieku. Podstawowymi cechami tych konfliktów były:
1. Niewielki zasięg obejmujący maksymalnie kilka sąsiadujących krajów.
2. Nie było armii poborowych. Działania zbrojne były całkowicie finansowane z własnych zasobów władców, a niemal nigdy z podatków.
3. Małe straty w ludziach. Dobrze wyszkoleni żołnierze byli na wagę złota, więc dowódcy starali się ich oszczędzać. W dodatku opłacało się brać żywych i zdrowych jeńców dla okupu. Często w bitwach śmierć ponosiło zaledwie kilka osób. Czasami konflikty zbrojne kończyły się na samych manewrach.
4. Ludność cywilna nie była angażowana w konflikt. Wojny toczyły się wyłącznie między armiami. Nie niszczono również własności należącej do ludności cywilnej. Bitwom często przyglądała się zaciekawiona gawiedź, traktując to jak dzisiejsze rozgrywki sportowe.
5. Do wojen nierzadko w ogóle nie dochodziło. Konflikty starano się rozwiązywać za pomocą dyplomacji polegającej najczęściej na zawieraniu małżeństw między rodami królewskimi.
6. Na czas działań zbrojnych nie przerywano kontaktów handlowych, kulturalnych czy gospodarczych. Istniała swoboda podróżowania. W tym samym czasie gdy toczyły się bitwy, życie zwykłych ludzi przebiegało normalnie.
7. Nie dokonywano eksterminacji podbitej ludności.
8. Wojny nie miały podłoża ideologicznego (rasowego, klasowego czy narodowego). Toczyły się wyłącznie o władzę nad określonym terytorium.

Można przypuszczać, że podobne cechy miałyby działania zbrojne prowadzone przez wolne społeczeństwo. Oczywiście dzisiejsze wojny znacznie różnią się od tych dawnych, więc musielibyśmy założyć, że spontaniczny porządek w jednym kraju mógłby zostać zachwiany przez agresję jakiegoś państwa z zewnątrz. W takiej sytuacji chcąc zachować wolność, PAO lub stowarzyszenia militarne musiałyby być przygotowane również na nowoczesny typ prowadzenia działań zbrojnych.

Według Rothbarda najbardziej pożądanym sposobem walki z wrogiem jest partyzantka. Sztandarowym przykładem sukcesu takich metod obronnych jest Wietnam. Podobne strategie były z powodzeniem stosowane w wielu innych krajach. Taktykę wykończenia wroga przez wojny podjazdowe, lepszą znajomość terenu i zaangażowanie ludności wykorzystywała przez wieki Rosja. Moskwa została dzięki temu podbita tylko raz, przez wojska Stefana Batorego, który wykorzystał moment kryzysu władzy w wielkim wschodnim imperium. Batory niedługo zresztą rządził w Rosji. Później nie udało się tego powtórzyć nikomu. Rosjanie pokonywali z łatwością Szwedów, Napoleona a na koniec hitlerowców. Co ciekawe, sami potknęli się o ten sam kamień. W Wojnie Zimowej między ZSRR a Finlandią Sowieci posiadali znaczną przewagę liczebną i technologiczną. Mogli z łatwością zmiażdżyć przeciwnika. Jednak doskonale wyszkoleni snajperzy fińscy dzięki znajomości klimatu, terenu, zastawianiu zasadzek na czołgi radzieckie itp. obronili się przed sowiecką nawałą. ZSRR zdobył jedynie mały fragment Finlandii – Karelię.

Nie każdy jednak chciałby bić się z wrogiem na swojej ziemi. Większość konfliktów trzeba eliminować przed ich eskalacją. Można do tego celu stosować dyplomację lub zniechęcić wroga do ataku siłą własnego arsenału. Dobrą metodą zapobiegania konfliktom jest też osłabienie morale ludności zamieszkałej agresywne państwo i delegitymizację działań aparatu przemocy. Historia zna mnóstwo przypadków rozpadu imperiów, powstałych na podbojach pokojowo nastawionej ludności innych krajów. Takie „kolosy na glinianych nogach” upadały szybciej, niż powstawały, ponieważ nie miały solidnych podstaw etycznych. Wojska niektórych z nich dezerterowały i uciekały z pola walki lub nawet pomagały rzekomym wrogom, ponieważ nie chciały uczestniczyć w zbrojnej agresji. Żołnierze sami często nienawidzili tyranów, którzy się nimi wysługiwali. Porażka Stanów Zjednoczonych w wojnie wietnamskiej czy konfliktach na Bliskim Wschodzie wynikała w dużej mierze z braku poparcia amerykańskiej opinii publicznej dla działań zbrojnych. Żołnierze i ich rodziny w krajach demokratycznych są również wyborcami i nie chcą iść na śmierć w niesłusznej sprawie.

Oczywiście nie zawsze da się uniknąć wojny. Czasem trzeba stanąć do walki. Najlepszym sposobem prowadzenia wojen jest zatrudnienie do tego kogoś innego. Wyspecjalizowane firmy, zrzeszenia wolnej ludności lub państwo ultraminimalne mogłyby zawierać sojusze wojskowe. Oczywiście różne kraje mają różną „zdolność koalicyjną”. Można jednak przypuszczać, że z bogatym społeczeństwem wolnościowym każdy chciałby utrzymywać stosunki gospodarcze, więc mogliby się również znaleźć chętni do obrony takiego terytorium w zamian za korzyści gospodarcze lub stosowną opłatę. Z takiej okazji już teraz korzystają tzw. raje podatkowe, czyli najczęściej małe państewka takie jak Liechtenstein, Monako, San Marino, Andora, Hongkong czy Singapur. Dzięki sojuszom z silniejszym partnerem mogą liczyć na obronę. Oczywiście istnieje zagrożenie uzależnienia od protektora, ale zręczna polityka zagraniczna i stosowanie kilku sojuszy naraz powinno wystarczyć do zachowania niezależności.

Warto w tym zakresie prowadzić otwartą politykę wolnego handlu. Brak ceł, embarga, ograniczeń handlowych czy sankcji gospodarczych i stosunkowo liberalna polityka imigracyjna, nawet jeśli nie są odwzajemnione, pozytywnie wpływają na wzajemne stosunki między krajami. Podstawą jest zachowanie neutralności, czyli w każdym konflikcie, który nie dotyczy bezpośrednio ciebie, nie opowiadaj się po żadnej ze stron. Kwintesencją liberalnej polityki zagranicznej jest zdanie wypowiedziane kiedyś przez Thomasa Jeffersona: „handel i przyjazne stosunki z każdym, sojusz z nikim”.[21] Państwem, które najdłużej w dziejach wytrzymało bez wojny była Szwecja. Dzięki zręcznej polityce zagranicznej ostatni konflikt zbrojny z udziałem Szwecji miał miejsce w 1809 roku.

Jeśli dyplomacja i sojusze zawiodą, zawsze pozostaje stworzenie własnej armii zawodowej. Najprostszym sposobem zwiększenia potencjału militarnego jest zaopatrzenie każdej dorosłej osoby w broń. Oczywiście możliwość legalnego posiadania, kupowania i produkcji broni gwarantuje największą jej ilość w prywatnych rękach. Niestety w dobie rakiet i wojsk powietrznych karabin w każdym domu to stanowczo za mało. Dlatego prawdopodobnie PAO czy zrzeszenia obronne dysponowałyby nowoczesną bronią defensywną, systemami obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, bezzałogowymi myśliwcami i czołgami, wyrzutniami rakiet, bombami elektromagnetycznymi[22], precyzyjną bronią laserową, superczułymi radarami, a także schronami atomowymi oraz oczywiście wysoko wykwalifikowaną kadrą obsługującą te maszyny. Korzystałyby zapewne również z usług szpiegów, komandosów i hakerów. Ciężko wyobrazić sobie, z jakich technologii korzystałyby takie wojska. Możliwe, że wymyślono by zupełnie inne rodzaje broni, taktyki, systemy obronne, czy nawet techniki dowodzenia.

Historia zna przypadki różnych sposobów prowadzenia wojen i innowacji wprowadzanych w celach obronnych. Ciekawym, choć dosyć starym może być przykład podziemnych miast Kapadocji. Zamieszkiwane były przez chrześcijan prześladowanych najpierw przez Rzymian, potem przez muzułmanów. Chrześcijanie z natury byli pacyfistami, więc stosowali techniki obronne, które pozwalały uniknąć do pewnego stopnia ofiar w ludziach. Ukrywali się przed najeźdźcą w podziemnych miastach złożonych z krętych oraz bardzo wąskich i niskich korytarzy, w których ciężko było walczyć. Na końcu korytarzy znajdowały się schrony dla mieszkańców z dużymi zapasami żywności zamykane olbrzymimi kamiennymi włazami, których nie sposób było otworzyć od zewnątrz. Gdy chowanie się nie skutkowało, obrońcy uciekali się do metod bardziej krwawych: zastawiano na najeźdźców zasadzki, wpędzano ich w pomieszczenia bez wyjścia, oblewano gorącymi olejami od góry itd. Bardzo innowacyjny, jak na tamte czasy, był system łączności. Posługiwano się odpowiednio wydrążonymi w skale tunelami o doskonałej akustyce. Słowa wypowiedziane w „centrum dowodzenia” rozchodziły się echem do wszystkich pomieszczeń w mieście. Dzięki temu szybko można było przesyłać ostrzeżenia, rozkazy i inne informacje. Kapadocja została podbita dopiero w XII wieku przez Turków.[23]

Co ciekawe, już teraz istnieją Prywatne Agencje Obrony! Mniej więcej od lat 60 nastąpił dynamiczny rozwój firm świadczących usługi o charakterze militarnym. Oczywiście większość z tych przedsiębiorstw zajmuje się głównie realizowaniem zamówień rządowych, nie brak również szeregu kontrowersyjnych posunięć, takich jak specjalne podtrzymywanie wojen w Afryce. Jest to jednak efekt wypaczeń rynku ze strony państwa, które możemy obserwować w każdej branży, a nie immanentny defekt rynku. Najbardziej rynkowy, dobrowolny, zbliżony do libertariańskiego ideału charakter mają działania tych firm na morzach i oceanach, które w większości na szczęście nie podlegają pod jurysdykcję żadnego z państw. Najwięcej prywatnych zamówień dotyczy konwojowania transportu morskiego i obrony przed piratami. Co zainteresowałoby zwolenników agoryzmu, agencje militarne działają często na granicy prawa. Rozpowszechnioną w tej branży praktyką jest posiadanie pływających zbrojowni na oceanach, co pozwala na ominięcie drakońskich przepisów dotyczących produkcji i obrotu bronią. PAO już istnieją i tylko czekają na upadek państw, żeby móc dostarczyć nam usług obrony na rynkowych zasadach![24]

Przykładem chyba najbardziej zbliżonym do ideału wolnościowego, jeśli chodzi o obronność i politykę zagraniczną (ale również i inne kwestie) jest Szwajcaria. Szwajcaria jest jednym z najbardziej liberalnych państw świata i jest uznawana za raj podatkowy. Słynna tajemnica bankowa, stabilna waluta, niskie podatki, proste prawo[24] i brak ograniczeń w handlu międzynarodowym spowodowały, że jest to jedno z najbogatszych społeczeństw świata. Liczne wolności obywatelskie są gwarantowane przez konstytucję. Jedną ze znanych na całym świecie instytucji jest demokracja bezpośrednia – niemal każda ustawa musi być zatwierdzona w referendum.[26] Ten mały alpejski kraj jest podzielony na 26 kantonów, posiadających bardzo dużą autonomię. Kantony mają własną politykę edukacyjną, socjalną, fiskalną, własne parlamenty, budżet, języki urzędowe itd. Do XIX wieku kantony były wręcz osobnymi państwami związanymi jedynie sojuszem wojskowym w formie luźnej konfederacji.[27]

Szwajcaria jest jedynym państwem zachodnim, które nie jest członkiem ani Unii Europejskiej, ani NATO. Jest za to członkiem EFTA oraz układu z Schengen. Do ONZ Szwajcarzy wstąpili dopiero w 2002 roku. Kraj Helwetów korzysta więc z dobrodziejstw wolnego handlu, nie będąc jednocześnie ograniczonym przez unijne regulacje. Szwajcaria od 200 lat zachowuje neutralność na arenie międzynarodowej. Oznacza to, że nie angażuje się w żaden konflikt i w żaden sojusz wojskowy. Wiele organizacji międzynarodowych ma swoje siedziby w Genewie. W tym mieście podpisano także sporo traktatów pokojowych i międzynarodowych konwencji.[28]

Szwajcaria posiada jedynie niewielką armię zawodową wyposażoną w najnowocześniejszy sprzęt wojskowy. Cała obronność kraju spoczywa na barkach obywateli. Każdy mężczyzna w wieku 20-30 lat jest zobowiązany do odbycia służby wojskowej. Poborowi nie są jednak skoszarowani, a otrzymaną na cele ćwiczeń wojskowych broń trzymają w domach. Po zakończeniu służby karabin można zachować. W razie wojny aż 360 tysięcy osób może zostać zmobilizowanych w krótkim czasie. Jest to najbardziej rozwinięty system obrony cywilnej na świecie.[29] Szwajcaria posiada również jedno z najbardziej liberalnych praw dotyczących posiadania i obrotu bronią oraz najwyższy wskaźnik posiadania broni.[30] Ewenementem na skalę światową jest również liczba schronów i bunkrów. Szwajcarzy mają więcej miejsc w schronach, niż wynosi liczba ludności tego kraju.[31] Spora ich część jest ukryta, położenie niektórych z nich jest zachowane w ścisłej tajemnicy[32] Szwajcaria dzięki wszystkim tym zaletom zdołała uniknąć dwóch wojen światowych i wielu pomniejszych zawirowań dziejowych.

Zastosowanie na gruncie polskim

Po wymienieniu tylu dobrych argumentów często pada pytanie: a co w sytuacji geopolitycznej Polski? Jesteśmy w środku Europy, pomiędzy agresywnymi państwami, takimi jak Niemcy i Rosja (a zdarzało się, że byliśmy również atakowani od północy lub południa). Nie mamy wietnamskiej dżungli, szwajcarskich Alp, ani morza dookoła, nie mamy też mroźnego fińskiego klimatu i ogromnych terenów, na których można się ukryć, jak w Rosji. Czy w naszej sytuacji konieczna jest obrona finansowana z obowiązkowych podatków?

Przede wszystkim musimy na początek zaznaczyć, że usługi ochrony świadczone przez przymusowego monopolistę i finansowane z przymusowych opłat, to logiczna sprzeczność. Skoro władza stosuje przemoc lub groźbę jej użycia, żeby uzyskać fundusze, to już w tym momencie dokonuje czegoś dokładnie odwrotnego niż obrona. Drugą poważną wątpliwością jest niemożność sprawdzenia intencji władz i skontrolowania wojska. Jaką mamy pewność, że wojsko nie zostanie użyte przeciwko obywatelom lub do niepotrzebnej agresji przeciwko innym pokojowo nastawionym społeczeństwom?[33] W państwie ultraminimalnym lub w ładzie naturalnym agresywne zapędy niektórych jednostek czy grup mogą być łatwo ukrócone przez wycofanie dobrowolnych opłat.

Czy w takim razie Polska byłaby bezbronna i skazana na pastwę Rosji lub Niemiec? Niekoniecznie. 1. Polacy mają dosyć dużą świadomość historyczną. Prawie każdy stracił na którejś z wojen jakiegoś przodka. Wątpliwe jest, by Polacy nie chcieli opłacać obronności.
2. Zwiększenie wolności gospodarczej spowodowałoby niebywały wzrost dobrobytu. Obecnie wielu Polaków w razie wojny skorzystałoby z pierwszej lepszej okazji, żeby uciec z kraju. Prawdopodobnie zmieniłoby się to, gdyby Polska stała się krainą mlekiem i miodem płynącą. W bogatych społeczeństwach zachodnich można zauważyć duże przywiązanie, patriotyzm i gotowość do obrony ojczyzny.
3. Dzięki wspomnianemu wyżej zwiększeniu dobrobytu, Polaków stać by było na zwiększenie nakładów na obronność.
4. Zbudowanie silnej gospodarki poskutkowałoby wzrostem znaczenia Polski na arenie międzynarodowej. Prawdopodobnie inne państwa chętnie zawierałyby sojusze z Polakami. Może udałoby się zrealizować projekt czegoś w rodzaju luźnej konfederacji w ramach Międzymorza? Korzystne byłoby także utrzymywanie dobrych stosunków z państwami o statusie mocarstw, ale odległymi terytorialnie: z Chinami, Indiami, Brazylią itp.
5. Polska byłaby partnerem handlowym nie tylko dla państw Międzymorza, ale również dla potencjalnych agresorów. Bombardowanie potencjalnych klientów i pracowników jest raczej nieopłacalne dla nikogo, więc nikt by się na to nie porywał.
6. Potencjalnym agresorom ciężko byłoby uzyskać legitymizację dla działań zbrojnych wymierzonych w Polskę. Wysłanie wojsk przeciwko pokojowemu społeczeństwu spotkałoby się z krytyką opinii publicznej, a to właśnie na niej opiera się każda władza.
7. Społeczeństwa niemal wszystkich krajów nie są skore do wysyłania żołnierzy na śmierć, a wojna z Polską w środku Europy oznaczałaby bardzo duże koszty dla zwykłego obywatela np. Niemiec. Ci ludzie to również wyborcy. Chyba tylko USA są tak bardzo chętne do wysyłania gdzieś wojsk, a i tam najczęściej ten, kto rozpoczyna wojnę, przegrywa wybory.
8. Często państwa, które dokonują interwencji zbrojnych, korzystają z miejscowych antyrządowych partyzantek i podsycają konflikty. W Polsce takich problemów by nie było, ponieważ jest to homogeniczna społeczność.
9. Wojna z Polską byłaby bardzo dużym kosztem. Nawet potężna militarnie Rosja nie odważyła się zająć całej Ukrainy i zatrzymała się na samych przyczółkach, które i tak były zajęte przez ludność rosyjską.
10. Zajmowanie Polski nie miałoby sensu ekonomicznego. Nie mamy dużych złóż ropy naftowej.
11. Polska ma duże znaczenie strategiczne. To duży kraj w sercu Europy, z dużą liczbą mieszkańców. Gdyby którekolwiek z państw zdecydowało się nas zaatakować, miałoby problem z pozostałymi, które, korzystając z okazji, chętnie by pomogły, poszerzając jednocześnie własną strefę wpływów. Przykładowo: Niemcy obecnie nie byłyby skłonne do zaatakowania Polski, ponieważ byłoby to oddanie ważnego sojusznika wprost w ręce Rosji. Między innymi z podobnych względów USA zrezygnowało z interwencji w Iranie, a ostatnio wręcz pogodziło się z tamtejszymi władzami.
12. Polska może i nie ma naturalnych barier ochronnych, ale Polacy mają olbrzymie doświadczenie w działaniach partyzanckich.
13. Uwolnienie dostępu do broni spowodowałoby uzbrojenie społeczeństwa i w konsekwencji zwiększenie potencjału militarnego.
14. Polacy są z reguły nastawieni patriotycznie i mają dosyć silną tożsamość narodową, więc osoby, które nie dbałyby o bezpieczeństwo, prawdopodobnie byłyby poddawane ostracyzmowi społecznemu.

Co ciekawe spora część z wyżej wymienionych potencjalnych strategii obronnych była już wykorzystywana w przeszłości i co jeszcze ciekawsze wspomniana doktryna obronna Szwajcarii została ukształtowana właśnie pod wpływem doświadczeń polskich.[34] Ktoś mógłby w tym momencie zakrzyknąć: „No właśnie! Z taką strategią przegraliśmy wszystkie wojny i ponieśliśmy cywilizacyjną porażkę, jako naród!”.

Nie mogę jednak się zgodzić z tym wyrokiem. Odnieśliśmy porażkę? Udało nam się zachować, a po jej utracie odzyskać niepodległość, pomimo skrajnie niesprzyjających warunków geopolitycznych: braku naturalnych barier obronnych ze wschodu i zachodu oraz sąsiedztwa zawsze przynajmniej z dwoma agresywnymi państwami o imperialnych aspiracjach. To jest porażka? Według mnie to niebywały sukces!

Spójrzmy jeszcze raz na polską historię, tym razem z całym aparatem pojęciowym, przedstawionym powyżej. Polska przez 800 lat skutecznie broniła się przed najazdami z zewnątrz dzięki małej, ale silnej armii zawodowej i dużo liczniejszego, ochotniczego pospolitego ruszenia. Polskie oddziały husarii, dzięki świetnemu wyszkoleniu, odwadze i zastosowaniu znanej nam wszystkim nowinki technologicznej w postaci siejących postrach „skrzydeł” przypiętych do siodeł, odnosiły zdecydowane zwycięstwa z liczniejszymi wrogami. Nie bez znaczenia był również geniusz dowódców. Polacy też doskonale potrafili wykorzystywać taktykę wojny podjazdowej i gnębienia okupanta za pomocą działań partyzanckich, które pierwszy raz zastosowano na szwedzkich najeźdźcach. W XVII wieku Polacy potrafili wygrać kilka wojen z rzędu z każdym z sąsiadów: z Turcją, Rosją, Szwecją i Ukrainą.

Polityka zagraniczna zawiązywania konfederacji i sojuszy również dawała w historii Polski doskonałe rezultaty. Pierwszym władcą, który próbował na szerszą skalę stosować metody dyplomatyczne, był król Kazimierz Wielki. Kolejnym przykładem była unia z Litwą, która zagwarantowała Polsce status regionalnego mocarstwa. Również zręczna polityka Ignacego Paderewskiego, pozwoliła na odrodzenie się Polski po I Wojnie Światowej w dosyć korzystnym dla nas kształcie.

Przed rozbiorami Polska była państwem w dużym stopniu liberalnym, co przyczyniło się do niebywałego rozkwitu Rzeczpospolitej i wzrostu jej potęgi gospodarczej. Byliśmy wtedy „spichlerzem Europy”. Właśnie z tamtych czasów pochodzą takie powiedzenia jak: „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” czy „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Szlachta posiadała szeroki zakres autonomii. Rozwijały się samorządne miasta. Rozpowszechnione było również unikalne prawo liberum veto, które pozwalało uniknąć prześladowania jakiejkolwiek mniejszości. Polska była też krajem cieszącym się chyba największą wolnością religijną w tamtych czasach. To wszystko procentowało! Najbogatszych magnatów stać było nawet na utrzymywanie prywatnych armii. Uważa się, że właśnie ten liberalizm doprowadził do upadku I RP. Nic bardziej mylnego! Po pierwsze: Polska znajdowała się w tamtym czasie w bardzo niesprzyjających warunkach geopolitycznych. Aż trzech potężnych sąsiadów porozumiało się w sprawie usunięcia Rzeczpospolitej z mapy. Byliśmy w trudnej sytuacji, z której nikt by nie wyszedł cało. Po drugie: do upadku przyczyniły się partykularne interesy magnatów spasionych na przywilejach otrzymanych przez państwo. Szlachta czy mieszczaństwo posiadały dosyć dużą swobodę i autonomię. Chłopi nie mieli jednak tyle szczęścia.[35]

Po rozbiorach Polacy, z małą przerwą, przez blisko dwieście lat zmagali się najpierw z zaborcami z Rosji, Austrii i Prus, potem z okupantami niemieckim i sowieckim. Polskie powstania w większości zostały skazane na porażkę, jednak pokazały niesamowite zdolności organizacyjne i bojowe Polaków. Partyzantka w polskim wydaniu doskonale wykorzystywała zaangażowanie ludności, znajomość terenu, przygotowanie wojskowe oraz więzi emocjonalne łączące Polaków. Państwo Podziemne było olbrzymim sukcesem polskiego społeczeństwa. Z uwagi na nielegalność jego struktur, można je uznać za przykład społeczeństwa dobrowolnego, agory, postulowanej przez Konkina.[36] Również w czasach PRLu sprawnie funkcjonujący ruch oporu zdobył ostatecznie upragnioną niepodległość. Najeźdźcom w rzeczywistości nigdy nie udało się podporządkować sobie Polaków.

Zakończenie

Problem z niezrozumieniem idei libertariańskich wynika często stąd, że większość osób przyzwyczajona jest do tego, że zawsze jeden wybór polityczny ma szereg konsekwencji we wszystkich dziedzinach życia: jedno rozwiązanie na wszystkie problemy. Oczekują więc, że libertarianie również podadzą takie rozwiązanie i pytają: a jakie będą szkoły w wolnym społeczeństwie, a jakie szpitale, a jak wolny rynek poradzi sobie z ochroną środowiska, a jak z budową dróg

Libertarianizm nie wypowiada się w tych dziedzinach. To jest temat dla inżynierów, prawników, specjalistów od zarządzania, ekonomistów, naukowców, przedsiębiorców itd. Libertarianie odpowiadają tylko na jedno pytanie: jaka etyka jest najlepsza? Jakie zasady etyczne przyjąć, żeby otrzymać społeczeństwo cieszące się największym dobrobytem i największą sprawiedliwością? Libertarianie nie mówią nic o celach, tylko o środkach. Jak wolne społeczeństwo się zorganizuje i co wybierze, to już musisz się czytelniku zapytać sam siebie. Powyższe rozważania są tylko podaniem możliwych rozwiązań lub prawdopodobnych zdarzeń. Cele mogą być różne i różne drogi dojścia do nich. Libertarianie chcą tylko, by każdy cel był osiągany z poszanowaniem dla własności prywatnej innych. To wszystko.
Źródła i przypisy:
1. Dostępne są w języku polskim np. na mises.pl, liberalis.pl, libertarianin.org i w wielu innych miejscach. Szczególnie polecam blogi Jakuba Bożydara Wiśniewskiego, Jacka Sierpińskiego, Rafała Trąbskiego oraz Stanisława Wójtowicza, którzy doskonale rozprawiają się z mniej lub bardziej wyszukanymi argumentami przeciwko idei libertarianizmu. Warto też zajrzeć do dużo bogatszych źródeł angielskich.
2. I właściwie do tego ograniczył się też Gustave de Molinari, dziewiętnastowieczny myśliciel, który jako pierwszy wpadł na pomysł prywatnej produkcji bezpieczeństwa: http://mises.pl/blog/2013/11/14/molinari-produkcja-bezpieczenstwa/ (dostęp 22.02.2016)
3. Dowodzenie tych twierdzeń jest tematem na inne artykuły i prace naukowe. Jednak nawet brak zgody na przyjęcie tych założeń nie zmienia zasadniczo sytuacji.
4. Założenie bardzo realne. Obecnie chyba tylko kilka miejsc na świecie rokuje nadzieję na stworzenie warunków do rozwoju wolnego społeczeństwa (New Hampshire, Liberland, Liechtenstein, może pływające miasta projektowane przez Seastanding Institute czy honduraskie ZEDE). Zbliżamy się powoli do etapu trzeciego drogi do wolności według opisu Samuela Konkina. Chodzi o zwarte społeczności składające się niemal z samych libertarian, enklawy wolności na morzu etatyzmu: http://liberalis.pl/2009/10/04/samuel-edward-konkin-iii-%E2%80%9Enowy-manifest-libertarianski%E2%80%9D/ (dostęp 22.02.2016)
5. Zwolennikiem podobnego podejścia jest Kevin Carson, który uważa, że społeczność i tak tradycyjnie kolektywnie zajmuje się obronnością zupełnie dobrowolnie, skupiając się w zrzeszenia zlokalizowane na określonym, zwartym terytorium, więc nie ma sensu robienie jakichś rozróżnień w tej kwestii: http://carson.liberalis.pl/files/2011/04/Carson.pdf (dostęp 22.02.2016)
6. Do libertarian nie zalicza się klasycznych liberałów postulujących istnienie państwa minimalnego opłacanego z minimalnych, ale obowiązkowych podatków i niedopuszczających secesji.
7. Pominę pozostałe państwa i skupię się na tych dwóch, które mają już znamiona pewnego symbolu czy stereotypu (historia Polski była zmaganiem się głównie z tymi dwoma potężnymi sąsiadami).
8. Możliwe, że brak dużej liczby odniesień do kwestii obronności w literaturze libertariańskiej wynika z tego, że większość badaczy mieszka w Stanach Zjednoczonych, które praktycznie nie są bezpośrednio zagrożone agresją innych państw. Dlatego też tamtejsi myśliciele wolnościowi pisali głównie o problemach bezpieczeństwa wewnętrznego (rozpad imperium amerykańskiego mógłby doprowadzić do wojen domowych).
9. Ciekawym omówieniem tego na wskroś libertariańskiego, starożytnego ludu jest praca Fitzgeralda: http://mises.pl/blog/2013/03/17/prawo-prywatne-na-szmaragdowej-wyspie/ (dostęp 22.02.2016)
10. http://mises.pl/pliki/upload/Rothbard_manifest_libertarianski.pdf (dostęp 22.02.2016)
11. http://liberalis.pl/2009/10/04/samuel-edward-konkin-iii-%E2%80%9Enowy-manifest-libertarianski%E2%80%9D/ (dostęp 22.02.2016)
12. Hans Hermann Hoppe – „Demokracja, czyli Bóg, który zawiódł”
13. http://www.jakubw.com/2015/05/o-mozliwosciach-obronnych-spoeczenstwa.html (dostęp 22.02.2016)
14. http://liberalis.pl/2009/02/21/jan-kowalski-wojsko/ (dostęp 22.02.2016)
15. http://natemat.pl/136745,w-czasie-wojny-mozemy-byc-nawet-partyzantami-fnomen-polskich-organizacji-paramilitarnych (dostęp 22.02.2016)
16. Więcej można o tym poczytać tutaj: http://liberalis.pl/2007/12/06/stefan-molyneux-dyktatury-bezpanstwowe-%E2%80%93-jak-wolne-spoleczenstwo-zapobiega-odrodzeniu-sie-rzadu/ (dostęp 22.02.2016)
17. Przynajmniej mi nie udało się znaleźć w dotychczas przeczytanych lekturach porządnego kontrargumentu.
18. Świetnego omówienia jednego z przykładów dóbr publicznych i historycznych przypadków jego dostarczenia przez wolny rynek dokonał Phillip Bagus: http://mises.pl/blog/2012/05/02/bagus-czy-waly-przeciwpowodziowe-moga-byc-prywatne-argumenty-przeciwko-teorii-dobr-publicznych/ (dostęp 22.02.2016). Swoje rozumowanie zaczerpnąłem właśnie z tej pracy. Oba przypadki są w istocie bardzo podobne. Bardzo polecam!
19. Libertarianie nie są zgodni, co do tego, jak duże byłyby różnice majątkowe. Libertarianie lewoskrętni, tacy jak Carson, są skłonni przypuszczać, że różnice majątkowe byłyby znacznie mniejsze niż teraz i dobrobyt rozkładałby się bardziej równo. W takim przypadku wspomnianymi właścicielami fabryk, osiedli deweloperskich itp. byłyby zrzeszenia, stowarzyszenia, kluby, grupy akcjonariuszy, kooperatywy pracownicze, federacje, cechy rzemieślnicze itp., co nie zmienia zasadniczo omawianej sytuacji.
20. Dobrym omówieniem tematu zrzeszeń jest tekst Rothbarda: http://mises.pl/wp-content/uploads/2014/02/Rothbard_Dekompozycja-panstwa-narodowego.pdf (dostęp 22.02.2016)
21. Na temat liberalnej polityki zagranicznej sporo pisał Mises: http://mises.pl/blog/2014/10/28/liberalna-koncepcja-ladu-miedzynarodowa-ludwiga-von-misesa/#_ednref53 (dostęp 22.02.2016)
22. http://www.defence24.pl/209121,bomba-elektromagnetyczna-coraz-realniejsze-zagrozenie (dostęp 22.02.2016)
23. Więcej o Kapadocji można dowiedzieć się z tego filmiku: http://www.dailymotion.com/video/xmpn8h_kapadocja-turcja_travel (dostęp 22.02.2016)
24. http://www.mojawyspa.co.uk/artykuly/33368/Psy-wojny-pod-nowym-szyldem (dostęp 12.04.2016)
25. Przykładem jest choćby krótkie i proste prawo cywilne: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zivilgesetzbuch (dostęp 22.02.2016)
26. http://www.szwajcaria.net/demokratie.html (dostęp 22.02.2016)
27. http://wiadomosci.onet.pl/prasa/narodziny-nowoczesnej-szwajcarii/m0wjt (dostęp 22.02.2016)
28. http://www.szwajcaria.net/neutralitaet.html (dostęp 22.02.2016)
29. http://bellum.com.pl/szwajcaria-nie-ma-armii-szwajcaria-jest-armia/ (dostęp 22.02.2016)
30. https://pl.wikipedia.org/wiki/Polityka_broni_w_Szwajcarii (dostęp 22.02.2016)
31. http://wyborcza.pl/1,76842,12763585,Maja_wiecej_miejsc_w_bunkrach_niz_mieszkancow__Czego.html?disableRedirects=true (dostęp 22.02.2016)
32. Zdjęcia niektórych spośród ujawnionych schronów można znaleźć tutaj: http://joemonster.org/art/32870 (dostęp 22.02.2016)
33. Na te problemy wskazywał Stefan Molyneux: http://liberalis.pl/2007/10/14/stefan-molyneux-wojna-i-zludzenie-ochrony/ (dostęp 22.02.2016)
34. http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/30489,szwajcarzy-zawstydzaja-borusewicza.html (dostęp 22.02.2016)
35. Opis i ocenę stosunków społecznych w Polsce w tamtych czasach można znaleźć np. tutaj: http://liberalis.pl/2008/04/22/filip-paszko-i-rzeczpospolita-wolnosciowy-raj/?cp=2 (dostęp 22.02.2016)
36. Więcej na temat czarnego rynku w czasach II Wojny Światowej w pracy Jerzego Kochanowskiego – „Tylnymi drzwiami. Czarny rynek w Polsce 1944–1989”. Dostępna jest w Internecie wersja elektroniczna:
https://books.google.pl/books?id=vgdGCQAAQBAJ&pg=PT347&lpg=PT347&dq=czarny+rynek+w+okupowanej+warszawie&source=bl&ots=pEsGixse-x&sig=Z_YTY7Wl0JGfleRKiL7oWoC20qU&hl=pl&sa=X&ved=0CEQQ6AEwBmoVChMIyc-56_OIyQIV5IxyCh1zCQni#v=onepage&q=czarny%20rynek%20w%20okupowanej%20warszawie&f=false (dostęp 22.02.2016)

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress