A A + -

Na libertariańskim śniadaniu

16 kwietnia 2015 Publicystyka, Wywiad

Autor: Patryk Wierzchoń
Korekta: Adrian Łazarski
Źródło obrazka: commons.wikimedia.org

Jaen, miasto w Górach Betyckich w Andaluzji, stolica prowincji Jaen, w której oliwy z oliwek produkuje się więcej niż w całych Włoszech. Jak w każdą ostatnią sobotę miesiąca, miejscowy oddział Partido de la Libertad Individual (dosł. Partia dla Wolności Indywidualnej) organizuje spotkanie, w luźnej, towarzyskiej konwencji, dla członków partii i wszystkich zainteresowanych, które nosi nazwę „śniadanie liberalno-libertariańskie” i odbywa się w kawiarni naprzeciwko Uniwersytetu Jaen. Spotkanie umówione na 11:00, więc hiszpańskim zwyczajem Francisco, koordynator miejscowych struktur P-LIB, i jego syn Raul, pojawiają się jako pierwsi z piętnastominutowym spóźnieniem. Dziesięć minut później pojawia się Antonio i to już wszyscy, którzy przyszli na spotkanie. Idee wolnościowe, czy wolnorynkowe, nie są zbyt popularne w Hiszpanii. W prowincji Jaen partia liczy zaledwie pięciu członków. Więc w dość kameralnym gronie zaczęliśmy pogawędkę przy tradycyjnym cortado albo herbacie oraz toście z pomidorem i oliwą z oliwek.

W przeciwieństwie do Polski, szeroko rozumiani wolnościowcy to raczej pokolenie rodziców dzisiejszej młodzieży. Francisco i Antonio, a nawet Raul, byli szczerze zdziwieni, że w Polsce znaczna część libertarian to ludzie poniżej trzydziestki. Młodzi chcą wolności, ale wolności bez odpowiedzialności, a tak się nie da – mówił Francisco, tłumacząc dlaczego tylu młodych popiera Podemos. Temat Podemos wracał jak bumerang. Ale co tu się dziwić, skoro to partia-fenomen. Powstała na początku tego roku i w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyła 1,2 mln głosów, co zapewniło jej 5 mandatów. Szczególną popularnością cieszy się wśród młodych. Raul, który ma 16 lat, powiedział, że wśród jego znajomych praktycznie każdy, kto interesuje się polityką, popiera Podemos.
Co obiecuje Podemos? Francisco i Antonio określili ich program gospodarczy jako „program magiczny”. Wśród postulatów ekonomicznych można znaleźć m.in. likwidację elastycznych form zatrudnienia i zakładów pracy tymaczasowej jako remedium na bezrobocie wśród młodych, skrócenie tygodnia pracy do 35 godzin, podniesienie płacy minimalnej, ustanowienie płacy maksymalnej oraz wprowadzenie gwarantowanego dochodu podstawowego w wysokości płacy minimalnej. Ale ponoć mało kto nawet czyta ich program; młodzi idą za chwytliwymi hasłami Pablo Iglesiasa. Ostatnio na twitterze główny ekonomista Podemos stwierdził, że nie we wszystkich sprawach jest keynesistą, co obecni na spotkaniu skomentowali, że w tych sprawach, w których nie jest keynesistą, jest marksistą. Współpraca tej partii z hiszpańskimi trockistami wyjaśnia wiele.

Na szczęście P-LIB nie chce siedzieć z założonymi rękoma. „Chcemy być szczepionką na rosnący w siłę komunizm”, mówi Francisco. W grudniu odbędzie się konwent, na którym partia ma przejść głębokie zmiany. Ze względów marketingowych długa nazwa „Partido de la Libertad Individual” ma zostać zmieniona na Partido Libertario (Partia Libertariańska); także po to, aby podkreślić związek ideowy z amerykańską Libertarian Party i innymi partiami libertariańskimi na świecie. Dotychczasowa nazwa wzięła się z tego, że pojęcie libertario (libertarianin) było kojarzone z anarchistami kolektywistycznymi (anarchokomunistami, anarchosyndykalistami) i to rodziło wiele nieporozumień w opinii publicznej, ostatnimi czasy słowo libertario zaczęło jednak oznaczać to samo, co libertarianin w Polsce.
Hiszpańscy libertarianie chcą też pokazać się jako alternatywa dla rosnącego w siłę Podemos. Alternatywa, która prowadzi politykę rozumową, a nie emocjonalną. Przeciwnik jest znacznie większy, ale to w końcu Dawid pokonał Goliata, a nie na odwrót. Tak, bez odniesień do religii też się nie obyło. Po zapytaniu się mnie o sytuację polityczną w Polsce, Antonio stwierdził, że kraje katolickie mają wyraźną tendencję socjaldemokratyczną czy interwencjonistyczną, co już nie jest tak oczywiste w państwach z większością protestancką, a przecież jak najbardziej katoliccy byli scholastycy z Salamanki. Bardzo się ucieszyli gdy zapytany czy wiem coś o hiszpańskich scholastykach z Salamanki, odpowiedziałem twierdząco, ponieważ niewiele się o ich dorobku mówi nawet w samej Hiszpanii.

Koleżeńska formuła spotkania w połączeniu z otwartością miejscowych robi pozytywne wrażenie. Żałuję, że nie poznałem pozostałych członków lokalnego P-LIB, ale mam nadzieję, że uda mi się zjawić na kolejnych „śniadaniach”. Niestety gwar panujący w każdej hiszpańskiej kawiarni, w połączeniu z moją znajomością języka, skutecznie przeszkodził mi w sformułowaniu większej ilości pytań, które zadam Francisco w wywiadzie przeprowadzonym w spokojniejszych warunkach. Hiszpańskim libertarianom natomiast pozostaje życzyć większej liczby członków i rosnącego poparcia, bo wobec dominacji, na ich scenie politycznej, partii lewicowych, są jedyną wolnościową alternatywą w kraju.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress