A A + -

Mozart był komuchem

5 lutego 2016 Artykuły, Libertarianizm

Autor: Murray N. Rothbard
Autor wstępu: Jeffrey A. Tucker
Źródło: mises.org
Autor drugiego wstępu: Justin Raimondo
Źródło: lewrockwell.com
Tłumaczenie: Aleksy Przybylski
Korekta: Aleksander Makieła, Adrian Łazarski

Ta sztuka została napisana we wczesnych latach 60. Specjalne przedstawienie zostało wystawione z okazji 60. urodzin Murraya Rothbarda 3 marca 1986 r. w Nowym Jorku. Nagranie można obejrzeć tutaj.

Wstęp autorstwa Jeffreya Tuckera

Każdy, kto czytał recenzję Atlasa Zbuntowanego autorstwa Murraya Rothbarda wie, że był on ogromnym fanem prokapitalistycznych poglądów Ayn Rand. Tak samo każdy, kto czytał inne jego eseje nt. Rand i jej wewnętrznego kręgu,wie, że był również poważnym krytykiem szerszej idei tej autorki oraz ruchu, którego była inspiratorem.

Jak pogodzić te dwa punkty widzenia? Częściowo jest to kwestia kolejności wydarzeń, które Jennifer Burns przedstawiła w genialny sposób w swej książce pt. Goddess of the Market.

Gdy Rothbard pierwszy raz poznał Rand, we wczesnych latach 50., był pod ogromnym wrażeniem. Dołączył do całonocnych, filozoficznych dyskusji, ale w końcu uznał za męczące spotykanie się w jej apartamencie i zauważył pewne dziwne trendy: rosnący nacisk na zgodność w sprawach, które nie miały nic wspólnego ani z filozofią, ani z ekonomią, a raczej z kwestiami dotyczącymi gustu i estetyki. Opuścił krąg z pewnym poczuciem ulgi oraz kontynuował kultywowanie jego austro-libertariańskiego skrzydła ruchu wolnorynkowego.

Gdy Atlas Zbuntowany wyszedł w 1957 r. przeczytał go niezwłocznie i był nim zachwycony. Napisał list do Rand, chwaląc jej pracę oraz ideały, które książka reprezentowała. Była to prokapitalistyczna powieść, zdolna do przekonania czytelników do wolności i wolnego rynku, wychodząc w czasie, gdy ideologiczne trendy zmierzały w inną stronę. Rothbard dołączył do ogólnośrodowiskowego świętowania. Mises właściwie zrobił to samo.

Ale gdy ponownie postawił stopę w kręgu Rand, aby znowu podjąć dyskusje, te zagadkowe trendy, które zaobserwował parę lat wcześniej, tylko się pogorszyły. Do tego czasu Nathaniel Branden został strażnikiem wrót prowadzących do Rand oraz wymuszał jej idee na pozostałych zwolennikach. Branden miał skłonność raczej do wykluczania niż do wcielania ludzi, byleby utrzymać swój z trudem zdobyty status jedynego prawdziwego obiektywisty w randowskiej twórczości i prawdziwego interpretatora jej idei oraz wartości.

Murray wytrzymał tak długo, jak się dało, ale w końcu popadł w konflikt z kręgiem Rand na wiele sposobów. Był beztroski i otwarty, podczas gdy ich postrzegał jako surowych i poważnych. Mieli sztywne poglądy na muzykę i religię, podczas gdy Murraya były dość szerokie w tych kwestiach.

Na przykład, chociaż sam był agnostykiem, to całkiem nieźle układało mu się ze swoją prezbiteriańską żoną. Branden nalegał, aby albo Joann Rothbard zmieniła swoje poglądy, albo małżeństwo zostało zakończone.

To było zbyt wiele dla Murraya i opuścił krąg po raz drugi. Tym razem rozstanie nie było pokojowe. Doprowadziło do zakończenia dozgonnych przyjaźni, rozgoryczenia wszystkich wokół i ostatecznie do pozwu Brandena przeciwko Rothbardowi, w którym Branden utrzymywał, że Rothbard ukradł pomysły Rand i użył ich bez uznania autorstwa. To był bolesny okres dla wszystkich.

Sztuka Mozart był komuchem była beztroskim sposobem Murraya na radzenie sobie z trudnościami tego okresu. Stanowi ona satyrę dziwnej kultury kręgu Rand z Brandenem na czele. Głównymi postaciami są tutaj: Rand, Barbara i Nathaniel Branden, Frank O’Connor (mąż Ayn) i oczywiście sam Murray.

Wstęp autorstwa Justina Raimondo.

Mozart był komuchem jest, według mojej wiedzy, jedyną sztuką Murraya Rothbarda. Ma niecodzienną formę jak na niego, ale pasuje do tematu kultu, który powstał wokół powieściopisarki, Ayn Rand, i rozkwitł w latach 60. oraz na początku lat 70. Główne postacie chwilowego, randowskiego, obiektywistycznego ruchu faktycznie były jak z teatralnej farsy.

Ze swoją kwiecistą peleryną, ogromnymi oczami i długą cygarniczką, Rand była bardzo dobrym przedstawieniem ekscentryczności. Czasem zakładała trójkątny kapelusz, a w pewnym momencie nosiła laskę ze złotymi wypustkami. Do egzotyki należy dodać jej twardy, rosyjski akcent. Miarą siły osobowości Rand – i prawdziwym kluczem do zrozumienia jej kultu – jest to, że po chwili wielu z jej czołowych zwolenników zaczęło mówić z wyraźnym akcentem, chociaż każdy z nich urodził się w Północnej Ameryce.

Proces rusyfikacji był szczególnie widoczny u Nathaniela Brandena, jej wiodącym uczniu. Branden wygłaszał wykłady nt. „Podstawowych zasad obiektywizmu” z dźwięcznym, śpiewnym głosem oraz słowiańskim akcentem. Pompatyczny, dogmatyczny i zakochany w sobie Branden był drugim dowódcą oraz głównym egzekutorem kultu, który wymagał całkowitego posłuszeństwa i zgody na każdy możliwy temat – w imię indywidualizmu. Wszelkie odchylenia od randowskich poglądów, a mieli je na każdy temat, był uznawany za dowód „złych przesłanek” oraz podstawą do wydalenia z wewnętrznego kręgu.

Doświadczenia Murraya z randystami były tego przykładem. W późnych latach 50. Murray i grupa jego libertariańskich przyjaciół z Nowego Jorku zainteresowali się rosnącym, obiektywistycznym ruchem, który powstał w wyniku sukcesu powieści Ayn Rand, Atlasa Zbuntowanego.

Murray napisał Rand list komplementujący jej powieść i wkrótce połączono spotkania randowskiego „Starszego Kolektywu” oraz rothbardiańskiego „Kręgu Bastiata”. Randyści, jako zwolennicy wolnorynkowego kapitalizmu, otwarcie oddani wyższości rozumu, wydawali się wartościowymi sojusznikami.

Ale randyści nie rozumieli idei „sojuszników” – w ich świecie albo zgadzasz się z nimi we wszystkim, albo byłeś wysyłany w Ciemności Zewnętrzne (co ciekawe, na poziomie makro-politycznym randyści byli rażąco oportunistyczni).

Randowska ideologia nie była w pełni zintegrowanym, filozoficznym systemem, a raczej mitem opartym na powieściach Rand. Niestety im bardziej stawała się starsza, tym bardziej wyobrażała siebie jako filozofa i odeszła od pisania fikcji, na rzecz bycia liderem ruchu.

W swoich niefikcyjnych tyradach, Rand cytowała głównie swoje własne prace, co wynikało nie tylko z jej zawyżonego szacunku wobec samej siebie, ale również z jej kolosalnej ignorancji. Nie czytała niemalże niczego, za wyjątkiem powieści detektywistycznych, a jej zwolennicy, zazwyczaj znacząco młodsi od niej, byli jeszcze gorsi. Chociaż jej filozofia racjonalnego egoizmu była ekscentryczną, współczesną wariacją znacząco starszych tradycji filozoficznych, jedynym poprzednikiem, jakiego znała, był Arystoteles.

Chociaż twierdziła, że nie jest wojującą ateistką – „To byłoby dla religii komplementem, na który ona nie zasługuje”– potępiała konserwatystów za ich przywiązanie do religii i tradycji, odrzucając ich jako „nadjedzonych przez mole mistyków”.

Religia była głównym problemem w wydarzeniach poprzedzających rozstanie Murraya z randystami. Chociaż Murray był agnostykiem ,to jego żona, Joann, była prezbiterianką. Rand, powiadomiona o tym, przepytywała Joey na temat powodów jej wiary i sugerowała przeczytanie pamfletu wypuszczonego przez randystów, który „obalał” istnienie Boga.

Gdy Joey nie chciała się wyprzeć swoich “herezji”, powiedziano Murrayowi, że lepiej, żeby znalazł bardziej „racjonalną” towarzyszkę. To było zbyt wiele dla Murraya. Jego zerwanie z randystami zostało sfinalizowane przez formalny „proces”, przeprowadzony przez randowski Starszy Kolektyw – Murray odmówił udziału.

Prawdziwy talent Murraya jako satyryka uwydatnia się w jego zręcznych charakteryzacjach: Carson Sand jako władcza autorka „Brwi Zeusa” jest idealnym opisem Rand. Jednym dobrym pociągnięciem – „Nos Jonathana jest stale przechylony pod kątem 45 stopni od poziomu” – Murray maluje obraz lidera kultu, Nathaniela Brandena. Jego portret męża Rand  jest subtelny – cichy, miły i dość inteligentny Frank O’Connor, przedstawiony jako George, jest postacią sprytną i pomysłową – w kluczowych momentach to George jest tym, który przemawia spokojnie pośród osób z udawaną wielkością, który zadaje kluczowe pytania Keithowi Hackleyowi, zdezorientowanemu neoficie, i posuwa akcję dalej.

Mamy tutaj zatem sztukę pt. „Mozart był komuchem”, która ukazuje jaśniejszą stronę Murraya Rothbarda; stronę, która dla tych z nas, którzy go znali, zawsze będzie skarbem i będzie pamiętana.

Sztuka o Moralności w jednym akcie

Scenografia:

Pokój dzienny w luksusowym apartamencie na górnym East Side w Nowym Jorku. Ściany są koloru tropikalnej zieleni. Sofa narożna oraz kilka foteli są ponadgabarytowe, zaprojektowane tak, że nikt nie może siedzieć na nich komfortowo. Nikt, kto ma mniej niż osiem stóp wzrostu [stopa angielska wynosi 30,48 cm – przyp. red.], nie może jednocześnie się opierać i położyć stóp na podłodze. Dlatego też każdy w pokoju ma dwie alternatywy:

  1. Siedzieć niepewnie na skraju sofy lub fotela, opierając się na jednym ramieniu.
  2. Skulić się i nogami dociskać uda oraz tapicerkę.

Dla Carson Sandy, właścicielki mieszkania, taki wybór nie jest problemem. Właśnie kuli się w narożniku trzymając wysoko cygarniczkę. Ma to symbolizować szyderczo pogardę mężczyzn oraz wrogość wobec nich, a zatem racjonalność i wysokie standardy romantyczne.

Carson jest małą kobietą z prostymi włosami, opadającymi na połowę twarzy. Jej figurę można określić wyłącznie jako protoplazmatyczną, amorficzną. Wiek jest nie do ustalenia, ale przypuszczalnie wynosi więcej niż 50. Nosi bezkształtne ubranie z wojskowymi ramionami, tak jak jest modnie (Moskwa, 1925 r.). Oczy ma paciorkowate i zdeterminowane, a gdy mówi, jest zawsze skulona, gotowa do ataku.

Carson w zawrotnym tempie osiągnęła sławę jako autorka powieści, chętnie kupowanych z powodu obrazowych scen gwałtu. Wierzy, że ich popularność oznacza masowy kult filozoficznego przesłania.

Po jej prawej siedzi dwójka jej uczniów, Jonathan i Greta, również skuleni. Mają 20 parę lat, ale już są naznaczeni arogancją swej patronki. Nos Jonathana jest stale przechylony pod kątem 45 stopni od poziomu, a jego proste, brązowe włosy są podniesione z przodu i zafarbowane na blond. Greta jest ładną blondynką o ciemnej karnacji i o kocim zapachu. Chociaż nie ma między nią a Carson żadnego fizycznego podobieństwa, również nosi ten sam rodzaj cygarniczki i malutkie zapałki tej samej marki. Jeszcze nie dzierży lufki z tym samym rozmachem.

Na sofie, znajdującej się maksymalnie na prawo, śpi George Kelly. George jest wysoki oraz szczupły, jego dawniej przystojna twarz ma wyraz bardzo łagodnej, ociężałej i znudzonej. George jest mężem Carson. Z tyłu, w centralnej części sceny, znajduje się luksusowy radio-gramofon z 27-calowym telewizorem. Przed tym zestawem znajduje się zwinięty luksusowy, czarnoszary kot, Alfonso III.

Obok stoi kominek, na którego szczycie jest oprawione podwójne zdjęcie Jonathana i Grety zadedykowane Carson. Greta zapisała: „Dziękuję Ci, Carson, za danie mi okrągłego świata”. Jonathan napisał: „Dla kobiety z pięknym kotem”.

Wkracza Keith Hackley, sympatyczny, poważny i dobrze ubrany mężczyzna ,mający 25 lat. Hackley, absolwent historii, wchodzi z wahaniem z lewej. George przebudza się, zrywa na nogi i podchodzi.

GEORGE: Pozwól tutaj, proszę.

GEORGE prowadzi Keitha do pokoju.

GEORGE: Keith Hackley — Jonathan, Greta i… Carson Sand.

Jonathan i Greta kiwają niepostrzeżenie głowami. Carson wyciąga rękę w geście powitania i wskazuje sofę, gdzie Keith siada. George kontynuuje swój sen po prawej stronie.

CARSON (Mówi z silnym rosyjskim akcentem): Cóż, panie Hackley, cieszę się, że mógł pan przyjść.

KEITH: Dziękuję, ach (z wahaniem – czy to panna, czy pani?)… panno Sand. (Po pauzie) Chciałbym móc wyrazić jak bardzo się cieszę, że panna chciała się ze mną zobaczyć.

CARSON: Och, Keith, jak mogłabym nie zaprosić pana po tym, jak przysłał mi pan tak cudowny list o mojej powieści.

KEITH: Och, to nic takiego.

CARSON (zirytowana): Och?

KEITH (trochę zmieszany): Chciałem powiedzieć, panno Sand, że ta książka była inspiracją. „Brew Zeusa” jest jedną z najlepszych powieści, jakie czytałem.

(Okrzyki niedowierzania i przerażenia ze strony Jonathana i Grety. Przy okazji, Jonathan i Greta mówią głosem brzmiącym śpiewająco i złowrogo oraz z rosyjsko-kanadyjskim akcentem).

GRETA (ostro): Panie Hackley, czy pan powiedział „jedną z najlepszych powieści”?

KEITH (zmieszany): Dlaczego… Tak.

JONATHAN (z silnie kontrolowaną urazą w głosie): Czy zechce pan zdradzić nam nazwę jakiejkolwiek powieści, którą pan czytał i która choć trochę równa się z “Brwią Zeusa”?

KEITH (poci się): Cóż… Ja… naprawdę ni…

JONATHAN: Jeśli jest jedna rzecz, której nie możemy tolerować, panie Hackley, to jest nią nieprecyzyjność języka. Powiedział pan „jedną z najlepszych” – jakie są pozostałe?

KEITH: Cóż, ja… Hemingway był raczej imponu…

JONATHAN i GRETA (chórem): Hemingway! Dobry Boże! (następnie prędko):

JONATHAN: (niskim, szybkim i rytualnym tonem). Oczywiście wie pan, że gdy mówimy „Boże” nie oznacza to, że zgadzamy się z Jego ideą. Używamy tego jedynie jako silnej, idiomatycznej metafory.

CARSON (utrzymując wewnętrzną furię na wodzy): Och, Keith, nie dostrzegasz przesłanek śmierci w każdej linijce, którą ten człowiek pisze?

KEITH: Cóż, zmagania człowieka z bykiem, chwila…

JONATHAN: Hemingway jest przeciwko życiu, umysłowi i rzeczywistości.

CARSON (patrząc czule na Jonathana): Jonathan, Greta, wystarczy. Myślę, że powinniśmy dać panu Hackleyowi większe szanse. W końcu jest miłośnikiem „Brwi Zeusa”, a to duży plus.

GRETA: Tak, masz rację, Carson.

JONATHAN: Oczywiście, Carson.

CARSON (obracając się w stronę Keitha): Keith, co powiesz na papierosa? Proszę, to szczególnie racjonalna marka.

KEITH (nieco ogłupiony): „Racjonalna”? (Krótka przerwa) Och, przepraszam. Dziękuję. Nie palę.

(Okrzyki dezaprobaty ze strony Jonathana i Grety)

GRETA (bardzo krytycznie): Nie palisz?! Dlaczego nie?

KEITH (urażony): Cóż, uch… bo nie lubię.

CARSON (ledwie kontrolując wściekłość): Nie lubisz! Pozwalasz, aby zwykłe, subiektywne kaprysy, twoje uczucia (to słowo wymówiła z najwyższą pogardą) stawały na drodze rozumu i rzeczywistości?

KEITH (pocąc się ponownie): Ale, panno Sand, jakie inne możliwe powody można mieć do palenia niż po prostu lubić to?

(Wyrazy wściekłości i przerażenia ze strony Grety, Jonathana i Carsona, „och!”, „ach! itd.)

JONATHAN (podskakując): Panie Hackley, Carson Sand nigdy, przenigdy nie robi niczego z powodu jej subiektywnych uczuć, tylko z powodu rozumu, co oznacza obiektywną naturę rzeczywistości. Obraził pan w obrzydliwy sposób tę wielką kobietę, Carson Sand, nadużył pan jej gościnności i uprzejmości. (siada)

KEITH: Ale… Ale… jaki może być powód…?

CARSON: Panie Hackley, dlaczego wykręca się pan przed oczywistym faktem? Palenie jest symbolem ognia w umyśle, ognia idei. Ten, kto odrzuca palenie jest więc wrogiem idei i umysłu.

KEITH: Symbolem? Ale wtedy zapałka jest jeszcze większym symbolem…

(Kolejne przejawy złości, gniewu i irytacji)

JONATHAN (podskakuje i zmierza w stronę Keitha): Wystarczy! Jak śmiesz drwić z Carson Sand w taki chuligański sposób? Nie drwiłbyś z Boga!

CARSON (ponownie ledwo się kontrolując): Czekaj, Jonathan, daj nam chwilę przed wydaniem ostatecznego osądu. Być może jego problem jest osadzony głębiej.

JONATHAN: Oczywiście, Carson. (Jonathan wraca na swoje miejsce, siada)

CARSON (zwracając się do całkowicie zdenerwowanego Keitha): Teraz, Keith, to bardzo ważne, czy jesteś racjonalistą?

KEITH (znowu zmieszany): Cóż, ja… Ja… To bardzo trudne…

CARSON: No już, już, czy uznajesz rozum za absolut?

KEITH: Cóż, tak, ale ja… to zależy od przyjętej definicji racjonalizmu. Myślę, że…

JONATHAN (zrywa się, podrzuca swoje długie włosy chodząc w tę i nazad): Racjonalista to człowiek, który żyje wyłącznie swoim rozumem, co znaczy, mocą jego umysłu do uchwycenia rzeczywistości, co znaczy, mocą jego umysłu do myślenia, co oznacza…

CARSON: Czekaj, Jonathanie. (Jonathan przestaje chodzić, siada ponownie) Więc, Keith, jesteś racjonalistą?

KEITH: Cóż, uznaję rozum i… I myślenie, rzecz jasna, ale nie jestem do końca pewien co…

CARSON (gniew rośnie): Panie Hackley, jesteśmy bardzo cierpliwi, ponieważ staramy się być jak najbardziej uprzejmi oraz wyrozumiali wobec miłośnika „Brwi Zeusa”. Niech pan pozwoli, że ujmę to w ten sposób: czy jest pan mistykiem? (Pytanie wypowiedziane z błyskiem w oczach i nienawiścią w głosie).

KEITH: Mistykiem? Ależ nie, nie wierzę w rzeczy typu Buddyzm i Zen czy…

CARSON (wijąc się z oburzenia): Och! Naprawdę, Keith próbuję utrzymać z tobą poważną konwersację.

KEITH: Cóż, tak, ale…

CARSON: Proszę, bądź tak miły i nie przerywaj mi w środku myśli.

KEITH: Przepraszam, ja…

CARSON: Z pewnością, musisz zdać sobie sprawę, że nie mówię o pokręconym, trędowatym, azjatyckim włóczędze siedzącym gdzieś w pielusze – to tylko najbardziej oczywisty, najbardziej rażący rodzaj mistycyzmu.

KEITH: Wiem, Los Angeles jest pełne dziwaków…

JONATHAN: Panie Hackley, dlaczego wciąż, raz za razem, świadomie oraz umyślnie unikasz szczerych i otwartych pytań panny Sand? Obaj wiemy, że unikasz jak ognia…

KEITH: Słuchaj, nie wiem o czym mów…

CARSON: Keith, ujmę to prosto. Mistyk to ktoś, kto pozwala czemuś na stanięcie między jego rozumem a rzeczywistością; ktoś, kto umieszcza coś wyżej niż swój rozum. Rozumiesz?

(Następuje niezręczna cisza)

GEORGE (delikatnie, podnosząc odrobinę swoją głowę z sofy): Keith, jesteś religijny?

KEITH (rzucając wdzięczne spojrzenie w kierunku George’a): Och, czy jestem religijny? Rozumiem… cóż, nie jakoś strasznie. Chodzę do kościoła dwa razy do roku, na Boże Narodzenie i w Wielkanoc, rozumiecie… ale religia odgrywa bardzo małą rolę w moim życiu.

(Cisza się pogłębia, staje się bardziej złowieszcza. Ze strony Grety wydobywa się syk)

GRETA: Powiedział, że tylko dwa razy w roku.

(Greta obraca się w stronę Jonathana)

GRETA: Wiesz skąd to się bierze…

JONATHAN: Oczywiście. Jest o tym wzmianka na 236 stronie, akapit drugi w „Zeusie”, która wyjaśnia ten syndrom perfekcyjnie.

GRETA: Tak. I zwróć uwagę jak stara się zdobyć przychylność naszą oraz mistyków.

JONATHAN: Oczywiście.

KEITH: Posłuchajcie, nie wiedziałem, że odczuwacie taką gorycz wobec religii.

CARSON: Keith, nasze uczucia nie mają tutaj w ogóle znaczenia. Nasz rozum mówi nam, że religia jest zła.

JONATHAN (podskakuje i przemierza pokój): Religia jest zła, czyli przeciwna umysłowi, czyli przeciwna życiu, czyli przeciwna rozumowi, czyli przeciwna rzeczywistości.. (Znowu siada)

CARSON (patrząc czule na Jonathana): Dobra robota, towarzyszu.

KEITH: Cóż, słuchajcie, powiedziałem, że nie biorę religii zbyt serio.

(Zapada grobowa cisza)

CARSON (wzburzona, wybucha i zrywa się na nogi): Mój Boże, mówimy o sprawach życia i śmierci, a on nie… Och! (CARSON opada na krzesło, obejmuje swoją głowę w furii)

GRETA (z odrobiną groźby w głosie): Panie Hackley, czy cokolwiek bierze pan poważnie?

(Kolejna długa pauza)

(Keith zbiera się do wyjścia. Carson odnajduje w sobie ostatnie pokłady cierpliwości i zatrzymuje go)

CARSON: Proszę poczekać, panie Hackley, być może możemy podejść do pańskiego problemu poprzez estetykę. Na przykład, jakich kompozytorów pan lubi?

KEITH (opada, trochę z ulgą, mylnie myśląc, że to bezpieczny grunt): Cóż, zwyczajnych, wie panna. Nie jestem zbyt dużym muzykantem…

CARSON (szybko): W porządku. To nie ma znaczenia. Twój gust ujawnia muzyczne podstawy.

KEITH (zmieszany): Och? Cóż, lubię Beethovena, Bacha, Mozarta, standard…

GRETA: Och!

CARSON: Keith, jak możesz? Ja, która zna głębokość deprawacji, w którą popada większość ludzi, nawet ja muszę pytać siebie jak oni mogli? Beethoven, Mozart, którzy śmierdzą naturalizmem, których cała praca depcze wartości, których każda nuta obrazuje pogląd wrogiego świata.

KEITH (oszołomiony): Wrog…?

CARSON: Och, Keith, nie dostrzegasz nienawiści wobec życia w każdym takcie ich muzyki?

JONATHAN: Panie Hackley, powiedział pan Carson, w pańskim liście, że lubi pan „Brew Zeusa”, ponieważ sprzeciwia się kolektywizmowi i totalitaryzmowi.

KEITH (ożywia się): Tak, tak, dokładnie. Ja…

JONATHAN: Więc jak, w imię rozumu, nie widzi pan, że kompozytorzy tacy jak Mozart i jego pogląd wrogiego świata jest poglądem takim samym, jak u kolektywistów, którymi twierdzi pan, że pan gardzi? Oni są częścią przeciwnego myśli i przeciwnego życiu Wroga.

KEITH (oszołomiony ponownie): Czy… Czy ty twierdzisz, że Mo… Mozart był kolektywistą?

CARSON: Och, nie w tak prymitywnym sensie. Ale system założeń łączy się na głębszym, a przede wszystkim o wiele ważniejszym, poziomie. Rozumiesz?

(Keith, przekonany coraz bardziej, że musi się wydostać z tego miejsca, zaczął znowu wstawać)

(George Kelly podnosi się i przerywa mu miłym tonem)

GEORGE: Keith, zawsze pytamy nowe osoby, które dopiero poznaliśmy, kto jest ich ulubioną postacią w „Brwi Zeusa”. Kto jest twoją?

KEITH: Och, polubiłem Joeya Fontanę..

CARSON, GRETA, JONATHAN (chórem): Joeya Fontanę!!!

KEITH: Tak, a co?

CARSON (ledwo się kontrolując): Dlaczego wolisz jego, Keith?

KEITH: Cóż, był po dobrej stronie, za wolnością i był miłym, błyskotliwym, dobrodusznym, sympatycznym facetem.

CARSON: Ochhhh!! (Nie mogąc znieść tego już dłużej, Carson zrywa się i zbiega ze sceny z prawej strony)

GRETA (śmiertelnym tonem): Joey Fontana! Obraz miłego, trzeciorzędnego, pospolitego człowieka. I wybrałeś jego, a nie takich bohaterów jak Kyle Crane czy Sebastian del Rey!

KEITH: Cóż, oni wszyscy byli w porządku. Po prostu byli dla mnie trochę drewniani i jednowymiarowi. Oni…

JONATHAN (zrywa się na nogi, przechodzi na środek i deklamuje skierowany w stronę Keitha): Wystarczy! Keith Hackleyu, miałeś rzadki przywilej spędzenia wieczoru z największymi umysłami, jakie kiedykolwiek mógłbyś spotkać: Carson Sand, Grety Landsdowne i moim. Ale przede wszystkim, spotkałeś Carson Sand, największy, najbardziej oryginalny umysł naszych czasów i wszystkich czasów, największą ludzką istotę, która żyła lub będzie żyć. I jak potraktowałeś ten przywilej? A przede wszystkim, jak traktowałeś Carson Sand? Siedziałem tutaj, gdy popełniłeś serię irracjonalnych, niewybaczalnych grzechów przeciwko Carson Sand. Ciągle jej przerywałeś, ledwo dając szansę na wypowiedzenie się. Otwarcie unikałeś każdego pytania, które Carson lub ja zadaliśmy. Próbowałeś kłaniać się w pas nam i mistykom, nam i Mozartowi, nam i wszystkim zdeprawowanym naszego społeczeństwa.

Krytykowałeś, zamiast pytać. Wyśmiewałeś jak chuligan, zamiast okazywać właściwy szacunek. I to kogo? Kobietę, która przyniosła światu wiedzę, że A to A, a 2 plus 2 równa się 4. I w końcu, twoje grubiaństwo wygnało z pokoju kobietę z cierpliwością Hioba. Szczytem twoich zbrodni jest mówienie, że twoją ulubioną postacią jest Joey Fonatana, przeciętny, drugoplanowy, miły gość (z absolutną pogardą). Tym samym, Keith Hackleyu, potępiłeś siebie na wieczność. Dokonałeś wyboru, Keith Hackleyu, i przez to jest tylko jedno rozwiązanie: żądam, abyś opuścił ten dom i nigdy nie wracał.

(Keith jest blady i wstrząśnięty, chwieje się. Idzie w stronę drzwi. Tam podchodzi do niego George Kelly i wręcza Keithowi płaszcz oraz kapelusz).

KEITH: Panie Kelly, proszę wybaczyć, ale wydaje się pan miłym facetem. Jak pan to wszystko znosi?

GEORGE (miękko): Och, rzeczy tego rodzaju dzieją się tutaj prawie każdej nocy. Przywykasz do tego.

KEITH: Ale jak pan może…?

GEORGE: Och, po paru latach przestajesz zwracać na to uwagę. Nie przejmujesz się, śpisz na kanapie, raz na jakiś czas mówisz „Tak”. Cholera, jest to jakieś życie.

Kurtyna opada.

Koniec.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress