A A + -

List miłosny do Ameryki (cz. 1/3)

Kiedy jesteś nazywany makkantrystą, faszystą i paranoikiem…

Poniżej przedstawiam kompletny tekst, wraz ze zdjęciami i wykresami, „Listu miłosnego do Ameryki” Tomasa Schumana (Yuri Bezmenov). Jakoś nie sądzę, aby Almanac Panorama (wydawca) lub autor (prawdopodobnie nie żyje) sprzeciwiali się rozpowszechnianiu niniejszej broszury, w dużej mierze niedostępnej i o skończonym nakładzie.

Love Letter To America

Wszystkie wojny opierają są przede wszystkim na oszukiwaniu wroga. Walka na polu bitwy to najbardziej prymitywny sposób prowadzenia wojny. Nie ma wyższej sztuki, niż zniszczenie przeciwnika bez walki – poprzez PODWAŻENIE wszystkiego, co wartościowe w kraju wroga.

Sun Tzu, chiński filozof, 500 B.C.

Rzadko używamy broni, aby zabić ludzi i wziąć ich kraj. Najczystszym sposobem jest szantaż, demoralizacja, przekupstwo, kłamstwa oraz zastraszanie POLITYKÓW i MEDIÓW, a oni zdestabilizują i rozbiją swój kraj za nas. Wtedy wszystko co pozostaje do zrobienia, to uzbroić prokomunistyczne lub po prostu kryminalne frakcje i mamy kolejny zamach stanu i kolejny „wyzwolony” kraj. Jakie to jest czyste.

Yuri Bezmenov, były agent APN-KGB.

Co za wojna szaleje od 1945 do… teraz? Aaah, tylko jedna trzecia ludzkości została podbita. Bez żadnej wojny. Po prostu pokojowe wyzwolenie.

Lev Navrozow, radziecki pisarz, dysydent.

Wojna psychologiczna, forma ukrytej działalności, która rozbija obronę przeciwnej strony bez oddania jednego strzału, jest prowadzona przez sowiecki komunizm wśród wszystkich mediów w innych krajach.

Jogh Rees, „Dokładność w mediach”, Waszyngton.

Czy dziennikarz, polityk lub biznesmen są w rzeczywistości na liście płac KGB, czy nie; czy pomagają szerzyć komunizm dobrowolnie, czy poprzez ignorancję; czy dla zysku, czy są łapani i karani, lub też żyją długo i szczęśliwie – nie ma to absolutnie żadnego znaczenia dla sprawy PRZEWROTU. Liczy się końcowy wektor Historii, suma naszych poszczególnych działań, decyzji, oświadczeń, naszych kompromisów ze świadomością. To jest miejsce, gdzie każdy z nas ponosi odpowiedzialność za przyszłość i Boga.

Alex Kosachov, rosyjski poeta, emigrant.

LOVE

LETTER

TO

AMERICA

BY TOMAS D. SCHUMAN

ALMANAC PANORAMA

Los Angeles 1984

Drodzy Amerykanie,

Nazywam się Tomas David Schuman. Jestem kimś, kogo możecie nazwać „dezerterem” z ZSRR i mam wiadomość dla Was: Bardzo Was kocham. Kocham Was wszystkich – liberałów i konserwatystów, „upadłych kapitalistów” i „uciskane masy”, czarnych, białych, brązowych i żółtych, rednecków i intelektualistów. Dla mnie jesteście ludźmi, którzy stworzyli unikalny naród, kraj i społeczeństwo w całej historii ludzkości – bynajmniej, wcale nie doskonały, ale nie oszukujmy się – najbardziej wolny, zamożny i właściwy w dzisiejszym świecie.

Nie jestem osamotniony w tej miłości. Ludzie na całej Ziemi, czy to chwalą Amerykę, czy gorzko ją krytykują, patrzą na nią jak na jedyną nadzieję dla przetrwania ludzkości, ostatni bastion wolności. Niektórzy mogą nie myśleć w tych idealistycznych kategoriach, ale z pewnością cieszą się owocami tej cywilizacji, często zapominając o wdzięczności dla niej. Miliony ludzi z tzw „obozu socjalistycznego” lub „Trzeciego świata” dosłownie zawdzięczają życie Ameryce.

Jako dziecko czasów wojny, przetrwałem dzięki takim wytworom „dekadenckiego kapitalizmu” (jak mówią sowieci) jak mięso „Spam” (konserwa turystyczna z mięsem mielonym – przyp. tłum.), skondensowane mleko i jajka w proszku, które zostały sprowadzone do mojego kraju z USA w ramach programu pomocowego, po II wojnie światowej. W Związku Radzieckim, potajemnie, ale z dumą, nazywaliśmy siebie „pokoleniem Spam”. Zbyt prozaiczne? Kto troszczy się o mielonkę w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych, nie licząc „upośledzonych” adresatów opieki społecznej? Cóż, dla mnie te produkty nie oznaczają tylko nostalgicznego wspomnienia mojego niespokojnego dzieciństwa, ale są raczej symbolem miłości od przyjaciela, kiedy ja byłem w potrzebie. Żadna ilość komunistycznej propagandy przeciwko Ameryce nigdy nie była w stanie mnie przekonać, że Stany Zjednoczone chcą nas „skolonizować i wykorzystać”. Powiem Wam – wielu ludzi marzyło o tym, aby być „wyzyskiwanym” w amerykański sposób. Dlaczego, mimo tysięcy różnych powodów narażenia życia, mimo niewyobrażalnych problemów, zostawiali swoje rodziny, swoją ojczyznę i sposób życia, aby udać się do Ameryki? Słyszeliście kiedyś o nielegalnych imigrantach, którzy z narażeniem życia przekraczaliby granicę w środku nocy, aby dostać się do socjalistycznego ZSRR? Albo o ludziach, którzy przepływali ocean i tonęli tysiącami tylko po to, aby dotrzeć do wybrzeży komunistycznych Chin? Albo uciekinierach, jak ja, którzy zostawiali względną zamożność i ryzykowali kulę w plecy, aby przyłączyć się do „postępowego raju robotników” w Rosji? Nie, my wszyscy przybyliśmy tu do Ameryki, aby być „wyzyskiwani przez kapitalistów” i cieszyć się „uciskiem” razem z Wami. Ponieważ wierzymy i wiemy to, że Ameryka jest lepszym miejscem.

Nie piszę tego jednak, aby Wam sprawić przyjemność słowami, które chcecie usłyszeć.

Reszta mojego listu będzie dla Was mniej przyjemna, nawet mniej niż komunistyczna propaganda, i bardziej obraźliwa niż przemówienia „przywódców” z Kremla. Ale jako prawdziwy przyjaciel Ameryki, chcę pomóc.

Moi drodzy przyjaciele, uważam, że macie wielki problem. Możecie w to nie wierzyć, ale jesteście w stanie wojny. I możecie przegrać tę wojną bardzo szybko, wraz z całym swoim bogactwem i swobodami, chyba że zaczniecie się bronić. Mam nadzieję, że zauważyliście w swoich kolorowych telewizorach, że w rzeczywistości na wojna trwa na całej tej planecie. Przybiera wiele twarzy, ale to zawsze jest to samo – wojna. Jedni nazwą to „wyzwoleniem narodowym”, inni dadzą jakiś tytuł typu „walka klas” czy „polityczny terroryzm”. Inni nazwą to „antykolonializmem” lub „walką o rządy większości”. Inni nawet podadzą takie fantazyjne nazwy jak „wojna sił patriotycznych” lub „ruch pokojowy”. Ja to nazywam światową komunistyczną agresją.

Wiem o czym mówię, ponieważ byłem po stronie agresora, zanim zdecydowałem się być po Waszej stronie. Ja nie wierzę – ja wiem, że ta wojna nie toczy się o „wyzwolenie, dekolonizację, czy uczynienie ludzi równymi”, jak głosi sowiecka doktryna. Możecie zauważyć, jeśli zadacie sobie trud, że jedyną „równością” i „wyzwoleniem”, jakie przynosi ta wojna, jest równość śmierci i „wyzwolenie” od wolności. Spójrzcie na Rosję, Polskę, Węgry, Afganistan – powiecie, że ludzie z tych krajów świętowali i cieszyli się, kiedy Sowieci przynieśli im równość i wyzwolenie? Oczywiście, że nie. Musimy przyjąć jasne i uczciwe stanowisko co do tego, co sowieckie „wyzwolenie” oznacza w rzeczywistości.

Ta wojna, światowej komunistycznej agresji, to nie jest wojna przeciwko jakimś mitologicznym „kapitalistom”, jak głosi komunistyczna propaganda. Nie, moi drodzy przyjaciele – ta wojna jest prowadzona przeciwko wam – osobiście.

>Światowe wojny komunistycznej agresji nie toczą się o wolność i równość. Mamy tysiące jednoznacznych przykładów straszliwego cierpienia ludzkiego, tortur i masowych mordów, które wydarzyły się po sowieckim „wyzwoleniu”. Ostatni etap komunistycznej agresji – konfrontacja militarna – ma bardzo niewiele wspólnego z rywalizacją o zyski terytorialne lub geopolityczne, w celu uwolnienia i oswobodzenia. Światowa komunistyczna agresja to wojna totalna przeciwko ludzkości i przeciwko ludzkiej cywilizacji. W terminach komunistycznej propagandy jest to „ostateczna walka o zwycięstwo komunizmu”.

Siła napędowa tej wojny ma bardzo niewiele wspólnego z naturalnymi dążeniami ludzi do lepszego życia i większej wolności. Jeśli w ogóle, dążenia te są wykorzystywane i używane przez manipulatorów i prekursorów wojny. Prawdziwą siłą napędową tej agresji jest IDEOLOGIA – coś, czego nie możecie zjeść, ubrać, ani przechować na czarną godzinę. Integralną częścią wojny ideologicznej jest PRZEWRÓT IDEOLOGICZNY – proces zmieniania postrzegania rzeczywistości w umysłach milionów ludzi na całym świecie. Towarzysz Andropow, były szef KGB, nazwał tę wojną „ostateczną walką o UMYSŁY i serca ludzi”.

Powód, dla którego jestem tak bardzo skupiony na komunistycznej agresji jest taki, że w rzeczywistości byłem częścią i niechętnym instrumentem sowieckiej taktyki przewrotu. Zostałem przeszkolony i wykorzystany przez KGB dla ich globalnej ideologicznej kampanii przewrotu; mam wiedzę z pierwszej ręki o ludziach, którzy prowadzą tę wojnę i metodach, których używają. Znam bardzo dobrze komunistów, których zachodnie media nazywają „bojownikami o wolność” i „buntownikami”. Znam ich sposób myślenia i ich metody, ich ostateczne cele, które są bardzo dalekie od swobody, równości i wolności, której werbalnie udzielają poparcia. Ponieważ widziałem tragiczne konsekwencje tej ideologicznej wojny, chciałbym zaoferować kilka sugestii, jak my, w Stanach Zjednoczonych, możemy się obronić przed śmiertelnym atakiem i jak możemy przetrwać tę „ostateczną walkę o umysły i serca”.

„Jakie to ma znaczenia dla Tomasa Schumana?”, możecie zapytać. Cóż, zapytam sam siebie – co dostałem, odmawiając stronie wygrywającej (Sowietom)… i przyłączając się do przegranych? (Mam nadzieję, że nie muszę wam mówić, że jest przynajmniej kilkanaście krajów, które uległy komunistom od czasu mojej ucieczki). W rzeczywistości, drodzy przyjaciele, materialnie nie zyskałem niczego na tej ucieczce. To co otrzymałem, to zobowiązanie wobec Stanów Zjednoczonych, jako ostatniej prawdziwej granicy wolności. To jest to, drodzy Amerykanie, wasz kraj (a teraz mój) będzie ostatnim „wyzwolonym” krajem przez marksistów, socjalistów i innych znających receptę na ten kraj. Jeśli „wyzwoleńcy” odniosą sukces w tworzeniu swojego Nowego Porządku w Ameryce, są szanse, że ja i wy spotkamy się przed plutonem egzekucyjnym – lub, co gorsza, w „reedukacyjnym” obozie pracy przymusowej w Demokratycznej Republice Ludowej Alaski.

Macie zbyt wiele konkretnych przykładów, co komunistyczne „wyzwolenie” oznaczało dla innych krajów, aby wierzyć, że jestem w błędzie, kiedy ostrzegam Was, że jesteście na krawędzi katastrofy. Od kogoś, kto mieszkał, pracował i widział na własne oczy realia codziennego życia w komunistycznym/socjalistycznym państwie – musicie się obudzić i zacząć bronić swoich praw oraz wolności już teraz. Nie ważne, jak wiele problemów USA mogą mieć, uwierzcie mi, kiedy mówią, że są one niczym wobec kłopotów, jakich doświadczycie, jeśli Amerykanie dalej będzie się zgadzać i sympatyzować z komunistycznymi/socjalistycznymi doktrynami.

Podjąłem wybór, aby być z Wami, gdyż kocham ten naród. Zaryzykowałem swoje życie, podobnie jak wielu innych, aby opowiedzieć o swojej historii i doświadczeniach w państwie komunistycznym. Nie macie nic do stracenia słuchając mnie i samemu decydując, czy jestem „zimnowojennym paranoikiem”, jak nazywają mnie Wasze media, czy też moje przesłanie ma sens. Wybór należy do Was.

Historia mojego życia

Urodziłem się w Moskwie w 1939 roku pod nazwiskiem Yuri Bezmenov. Mój ojciec był oficerem Sztabu Generalnego Sowieckiej Armii. Jako inspektor sił lądowych w „bratnich krajach”, takich jak Mongolia, Kuba i wschodnie Niemcy. Gdyby żył dzisiaj, najprawdopodobniej zajmowałby się sprawdzaniem stanu sowieckich wojsk w Angoli, Etiopii, Jemenie, Syrii, Wietnamie, Kambodży, Nikaragui i stale rosnącej liczbie „wyzwolonych” krajów świata.

scan0004_2Wychowałem się w cieniu towarzysza Stalina, wśród echa II wojny światowej. Jako lojalny i patriotyczny młody komunista, kochałem swój kraj, na dobre i na złe. Jednak, w przeciwieństwie do niektórych zachodnich intelektualistów i liberałów, nie potrzebowałem połowy stulecia, aby uświadomić sobie, że „liderzy” mojego kraju to narzuceni dyktatorzy – masowi mordercy; a także, że ideologia marksizmu-leninizmu jest fałszywym systemem, który nie ma żadnych zalet, ani korzyści płynących z „robotniczego raju”, który obiecuje. To było dla mnie proste – porównać sowieckie deklaracje propagandowe, serwowane wszystkim rosyjskim obywatelom, wychwalające „dokonania socjalizmu”, z otaczającą mnie rzeczywistością. Wcześnie rano wydzielaliśmy chleb, ponieważ mieliśmy tak mało jedzenia; regularnie aresztowano „wrogów ludu” i otaczał nas wszechobecny strach przed KGB.

Z powodu wojny spędziłem dzieciństwo w azjatyckiej części ZSRR, rozwijając swoje wczesne zainteresowanie orientalnym stylem życia. W wieku 17 lat ukończyłem szkołę podstawową i wstąpiłem do Instytutu Języków Wschodnich na Państwowym Uniwersytecie w Moskwie. Instytut był faktycznie pod bezpośrednią kontrolą KGB i Centralnego Komitetu Komunistycznego – elitarne gniazdo dla przyszłych sowieckich dyplomatów, zagranicznych korespondentów i szpiegów. W Instytucie, podczas nauki kilku języków obcych i działania środków masowego przekazu, miałem również obowiązek przejść szkolenie wojskowe. Podczas szkolenia, studenci uczyli się grać w „strategiczne gry wojenne”, używając map innych krajów. Obrona cywilna oraz szkolenie antynuklearne również były podstawowymi elementami naszej edukacji. Ponadto, mieliśmy „klasy przesłuchań”, które zostały zaprojektowane, aby nauczyć nas, jak przesłuchiwać jeńców. W szczególności instruowano nas przesłuchiwać więźniów pod kątem ich reakcji na sowiecki atak nuklearny, wycelowany w ich kraj – to było dla mnie dziwne doświadczenie. Po ukończeniu studiów zostałem wysłany do Indii jako tłumacz dla Sowieckiej Grupy Pomocy Gospodarczej, która budowała rafinerie w dwóch stanach Indii. Tam, podczas mojego pierwszego przydziału zagranicznego, uświadomiłem sobie, jak wielka istnieje różnica pomiędzy celami „bezinteresownej współpracy braterskiej” głoszonymi przez mój kraj, a rzeczywistym, bezwzględnym wyzyskiem Indii przez sowieckich neokolonizatorów. Jako przykład tego wyzysku, Sowieci, kupując indyjskie wyroby, płacili Hindusom tylko w rublach.

Niestety, ruble nie są wymienialną walutą na rynku międzynarodowym, co oznaczało, że indyjski kupiec nie był w stanie niczego kupić na rynku międzynarodowym za te pieniądze. Z drugiej strony, Sowieci mogli brać indyjskie wyroby i sprzedawać je ze znacznym zyskiem na rynku „twardej waluty”, takiej jak dolary czy funty, które są łatwo zbywalne. Więc w rzeczywistości, hinduski producent otrzymywał jedynie ułamek rzeczywistej wartości swojego produktu, podczas gdy Sowiecki odnosili korzyści za swoją dwulicowość.

Czy Hindusi są głupcami, ignorantami, którzy pozwalają Sowietom oszukiwać się w ten sposób. Nie jest tak, w większości – są niewinnymi ofiarami jednej z najbardziej zaawansowanych gier, jaką jest Przewrót Ideologiczny. Zostali psychologicznie zmanipulowani poprzez media, polityków, etc., aby wierzyć, że Sowieci są ich przyjaciółmi, chroniącymi ich przed „zachodnimi imperialistami”. Ta sama ideologiczna gra jest odtwarzana na całym świecie – nawet w Ameryce wpływy KGB w naszych mediach, polityce i w prawie każdym aspekcie naszego życia przyniosły rosnące przekonanie ze strony wielu Amerykanów, że to „Ameryka jest zła” – znów muszę przypomnieć dane, że jeszcze nigdy nie było żadnej ucieczki ze Stanów Zjednoczonych (niestety, w ostatnim latach się to zmieniło, a konieczność ucieczki Snowdena z USA do Rosji można traktować jako swego rodzaju tragiczny żart historii, co tylko pokazuje, jak bardzo na przestrzeni lat ten kraj został zniszczony przez procesy podobne do tych, o których pisał Schuman – przyp. tłum.). Sowieci stworzyli absolutnie absurdalne globalne kłamstwo, w które ludzie uwierzyli. Dlaczego? Ponieważ działa taktyka przewrotu ideologicznego.

Nawet świadkowie tej bezlitosnej taktyki, używanej przez mój kraj, ciągle naiwnie wierzą, że wszystko okaże się lepsze „na końcu”. Mimo wszystko, byłem produktem post-stalinowskiego czasu „odwilży” i liberalizacji rozpoczętej przez Chruszczowa. Wierzyłem w „socjalizm z ludzką twarzą”. Ta wiara została nieodwracalnie rozbita zaledwie pięć lat później, kiedy byłem świadkiem brutalnej sowieckiej interwencji wojskowej w „bratniej” Czechosłowacji w 1968.

Po ukończeniu mojego pierwszego zadania w Indiach, w 1965, zostałem wezwany do Moskwy i od razu dołączyłem do Agencji Prasowej Novosti (po rosyjsku novosti odznacza aktualności/newsy) – największej i najbardziej wpływowej propagandowej, szpiegowskiej i ideologicznej części KGB. Zostałem zatrudniony przez Novosti jako praktykant w niejawnym departamencie „Publikacji Politycznych” (GRPP) pod kierownictwem towarzysza Normana Borodina. Po przepracowaniu pewnego czasu odkryłem, że około 75% pracowników Novosti to byli oficerowie KGB, a pozostałe 25% to „kooperanci” lub niezależni pisarze, funkcjonariusze P.R., albo informatorzy jak ja. Inną interesującą rzeczą, którą odkryłem, to fakt, że nie było żadnych „newsów” w Novosti. Moim głównym zadaniem, poza pisaniem, edytowanie i tłumaczeniem materiałów propagandowych podawanych zagranicznym mediom, było towarzyszeniem gościom z delegacji – dziennikarzom, redaktorom, wydawcom, pisarzom, politykom i biznesmenom z innych krajów, którzy przyjeżdżali do ZSRR na wycieczkę, albo brali udział w konferencjach międzynarodowych, odbywających się w Związku Radzieckim. W rzeczywistości, jako niezależny dziennikarz, absolutnie niczego nie pisałem, ani w ogóle nie podawałem żadnych informacji. Po kilku miesiącach zostałem formalnie zwerbowany przez KGB jako informator, zachowując jednocześnie swoje stanowisko dziennikarza Novosti. Moja praca dla KGB łączyła dziennikarskie obowiązki zbierania informacji wywiadowczych i szerzenia dezinformacji w innych krajach, na rzecz sowieckiej propagandy i dywersji. Było kwestią czasu, nim KGB zauważyła, że moje osobiste przyjaźnie z gośćmi Agencji Prasowej Novosti można było również wykorzystać do ich własnych działań.

scan0005Dlaczego pozwoliłem się zwerbować? Nie ma tak naprawdę prostej odpowiedzi. Jeden z powodów był taki, że sowiecki dziennikarz nie mógł po prostu powiedzieć „nie” KGB. Jeśli chciał pozostać przy życiu, na wolności, kontynuować karierę i jeździć za granicę, musiał współpracować z KGB, albo cierpiał konsekwencje.

Po drugie, oprócz zysków pieniężnych i materialnych, radziecki dziennikarz zatrudniony przez KGB miał szansę stać się kimś ważnym w swoim kraju, a w 1965 Związek Radziecki ciągle był moim krajem. Wielu z moich znajomych, zarówno cyników, jak i prawdziwych patriotów, przyłączyło się do KGB, naiwnie wierząc, że mogą dostać się na wyższe stopnie władzy, zachowując przy tym w tajemnicy wyznawane zasady moralne i ukrywając swoją rzeczywistą niechęć do systemu. W tym czasie większość z nich zdało sobie sprawę, że władza deprawuje, a wierność sowieckim komunistom deprawuje absolutnie – było już za późno. Większość z moich byłych kolegów było wtedy mocno zakorzenionych w „klasie uprzywilejowanych” i ich humanistyczne ideały zostały pogrzebane na rzecz takich małych wygód jak prywatny samochód (rzadka rzecz w ZSRR), darmowe mieszkanie, domek na wsi (dacza), darmowe wyjazdy za granicę i możliwość poznawania obcokrajowców – żadna z tych rzeczy nie była dostępna ani możliwa dla przeciętnego rosyjskiego robotnika.

Dlatego mimo mojego wczesnego rozczarowania systemem sowieckiego komunizmu, przyłączyłem się do KGB, mając nadzieję, że w jakiś sposób „przechytrzę ich”, grając w tę grę, dopóki nie będę wyraźnie wiedział, jak postępować. Nastąpił mój szybki awans. Zostałem asygnowany do Indii – wtedy jako oficer prasowy ZSRR i agent „P.R.” dla KGB. Był to efekt mojego wykształcenia na temat Indii i znajomości języków – hindi i urdu. Zostałem głęboko zaangażowany w hinduskie operacje KGB. Moi przełożeni zlecili mi, abym powoli, ale skutecznie, budował sowiecką strefę wpływów w Indiach.

Oprócz łapówkarstwa i korupcji indyjskich urzędników, szantażu i ingerencji w wewnętrzne sprawy Indii, Sowieci poszli o krok dalej w swojej „braterskiej pomocy”. W 1969 przez tajną dyrektywę Komitetu Centralnego KPZR (Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego), wszystkie ambasady ZSRR na całym świecie, włączając w to Indie, otworzyły nowy tajny wydział, niewinnie nazwany „Grupą Rozpoznania i Kontrpropagandy”. Zostałem zastępcą dyrektora tego departamentu, pracując z oficerem KGB, towarzyszem Valerim Neyevem.

Nie potrzebowałem wiele czasu aby odkryć, że nasza grupa nie zajmowała się żadnym „rozpoznaniem” ani „kontrwywiadem” – za zamkniętymi drzwiami zbieraliśmy informacje wywiadowcze z różnych źródeł, włącznie z hinduskimi donosicielami i agentami, dotyczących praktycznie każdego ważnego i znaczącego politycznie obywatela Indii – członków parlamentu, służb wojskowych i cywilnych, ludzi mediów, biznesmenów, profesorów wyższych uczelni, radykalnych lub wywrotowych studentów i pisarzy – innymi słowy, interesował nas każdy, kto miał wpływ na kształtowanie opinii publicznej i polityki narodu. Ci, którzy byli „przyjaźni” i gotowi zaprosić sowiecką ekspansywną politykę do siebie, byli promowani na wyższe stanowiska władzy, obdarowywani bogactwem i prestiżem, w wyniku różnych działań KGB-Novosti. Duże grupy tzw. „postępowych i trzeźwo myślących” Hindusów było regularnie i hojnie obdarowywanych bezcłowym alkoholem z zasobów ambasady radzieckiej. Sympatyków ZSRR zapraszano do Rosji na darmowe wycieczki i liczne konferencje międzynarodowe, gdzie otrzymywali pokaźne sumy pieniędzy w formie „nagród literackich” oraz „dowodów przyjaźni i pokoju”. Ale byli też ciągle pouczani o „walce klas” przeciwko „amerykańskiemu imperializmowi”. Ci, którzy nie chcieli być „elastyczni”, ani nie zgadzali się dobrowolnie wziąć udziału w tej okrutnej farsie, byli niszczeni przez żądne sensacji media.

Podam przykład, jak KGB wykorzystuje zebrane informacje. Pewnego dnia, 1968 roku, zajmowałem się rutynowym skanowaniem zaległych wydań serwisu informacyjnego USA i niejawnych dokumentów, hojnie dostarczanych nam przez hinduskich i amerykańskich „przyjaciół”. W jednej z takich wysyłek przeczytałem, że miasto Południowego Wietnamu Hue zostało przejęte przez komunistów z Hanoi. Kiedy zostało odbite przez armię USA i siły sojusznicze – zaledwie dwa dni później – CIA odkryła z przerażeniem, że kilka tysięcy Wietnamczyków – nauczycieli, księży, buddystów, biznesmenów i wykształconych obywateli – każdy, kto był proamerykański – zostało wyprowadzonych w ciągu zaledwie jednej nocy poza granice miasta i dokonano na nich masową egzekucję. Niektórych rozstrzelano. Innych, z rękoma związanymi drutem elektrycznym, znaleziono z rozwalonymi łopatami i żelaznymi prętami czaszkami. „Jak to możliwe, że oni odnaleźli tych wszystkich ludzi w ciągu zaledwie kilku godzin, w tak dużym mieście?” – zastanawiali się Amerykanie. Pomyślałem, że znam odpowiedź.

Długo przed inwazją powstała rozbudowana sieć komunistycznych konfidentów pracującym pod przywództwem sowieckiej ambasady w Hanoi – to znaczy pod przywództwem KGB. Komuniści zebrali każdą najmniejszą informację – adresy, nawyki, afiliacje polityczne, wyrażane poglądy, a także niewyrażane poglądy, ujawniane przez informatorów z nieformalnych i prywatnych rozmów; imiona i adresy krewnych, przyjaciół, a nawet kochanków i kochanek przyszłych ofiar „wyzwolenia”. Po przeczytaniu tych rewelacji załamałem się, psychiczne, gdyż zdałem sobie sprawę, że departament dla którego pracowałem, w New Delhi, zajmował się dokładnie tym samym, co zrobiono w Hue. Zdałem sobie sprawę, że jestem częścią haniebnej zbrodni przeciwko krajowi naszych gospodarzy. Dodając pikanterii, odkryłem, że niektóre z dokumentów zawierały dane o osobistych cechach; intymne informacje, takie jak „preferencje seksualne”, np. homoseksualizm najważniejszych hinduskich figur – nawet radykałów i komunistów otwarcie sympatyzujących z polityką ZSRR. Czy byli oni na listach do egzekucji na wypadek, gdyby w Indiach wybuchła rewolucja przeciwko ZSRR?

Moja frustracja została spotęgowana przez przełożonego KGB, który pouczył mnie ojcowskim tonem: „Nie przejmuj się tymi dziwkami, hinduskimi komunistami. Nie trać na nich czasu. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż rozczarowana osoba, które naprawdę wierzyła w komunizm. Staną się oni naszymi najbardziej zajadłymi wrogami i kontrrewolucjonistami, gorszymi od szanowanych, konserwatywnych, ugruntowanych kapitalistów, sprzyjających Ameryce”. Więc jak widać, sowieci/KGB nie mieli absolutnie żadnego szacunku do większości swoich nowych „nawróconych”.

Jedno zdarzenie, które w szczególności wpłynęło na moje rosnące przerażenie taktyką KGB koncentrowało się na moich najbliższych hinduskich przyjaciołach, dziennikarzach, którzy reprezentowali jedną z najbardziej wpływowych gazet w Indiach. Kiedy odkryłem, że moi przyjaciele zostali oznaczeni przez KGB jako potencjalne ofiary zamachów, poczułem ogromną chęć natychmiastowej ucieczki z ambasady ZSRR i podzielenia się z nimi tą informacją, a także odrzuceniu wszystkich związków KGB – co oznaczało zdradę. Jednak z wielkim trudem powstrzymałem ten impuls. Hinduski rząd, pod silną presją sowieckiej ambasady, przyjął prawo, które twierdziło, że żaden dezerter z żadnego kraju nie ma prawo do politycznego azylu w żadnej ambasadzie na terytorium Republiki Indii. Ten majstersztyk politycznej hipokryzji został stworzony przez pana Indirę Gandhiego po tym, jak córka Stalina, Svetlana, uciekła na zachód podczas swojego pobytu w Indiach. Dlatego też zdawałem sobie w pełni sprawę, że moja ucieczka może nie być prosta i w efekcie wymaga dokładnego planu. Być złapanym przez KGB podczas dezercji oznaczałoby, że zostałbym siłą sprowadzony do Rosji i uwięziony – w najlepszym razie. Zatem zwlekałem, nim nie obmyśliłem dokładnego planu.

Jednak moja cierpliwość została wystawiona na próbę. Gwoździem do trumny była historia, którą usłyszałem od moich kolegów z KGB. Dowiedziałem się, że Związek Radziecki sprowadzał wyszkolonych przez Sowietów wywrotowców do wschodniego Pakistanu, aby sprowokować tam rewolucję. Mój kolega poinformował mnie o paczkach oznaczonych jako „materiały drukowane – Uniwersytet Dacca”, które były przechowywane w piwnicy konsulatu ZSRR w Kalkucie. Natknął się na nie przypadkowo i odkrył, że nie zawierały żadnych tekstów uniwersyteckich, ale broń Kałasznikow AK-47 oraz amunicję, przewidzianą na rewolucję komunistyczną w Pakistanie.

scan0016Ten incydent miał miejsce w grudniu 1969. Dwa miesiące później zniknąłem z ambasady ZSRR w New Delhi. W celu uniknięcia wykrycia przez hinduską policję i KGB, przebrałem się za amerykańskiego hipisa. Ta metoda rzeczywiście gwarantowała sukces – żaden detektyw KGB o zdrowych zmysłach nie pomyślałby, żeby szukać zaginionego sowieckiego dyplomaty wśród tłumu długowłosych, brodatych, bosych i palących haszysz Amerykanów, którzy przyjechali do Indii w poszukiwaniu „oświecenia”. I w ten sposób uciekłem na Zachód. Wylądowałem szczęśliwie w Kanadzie w lipcu 1970. Tam studiowałem historię i nauki polityczne, uczyłem języka rosyjskiego i rosyjskiej literatury, pracowałem dla Canadian Broadcasting Corporation jako spiker/producent w Międzynarodowym Radiu Kanadyjskim (odpowiednik Głosu Ameryki). Następnie zostałem zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w Canadian Broadcasting Corporation z powodu skargi złożonej przez ambasadora ZSRR w Kanadzie, który stwierdził, że byłem „anty-sowiecki”. Zdając sobie sprawę, że nie mam wsparcia ze strony kanadyjskiego rządu, przyjechałem do Ameryki.

Obecnie jestem niezależnym pisarzem i politycznym analitykiem, próbującym – choć nie zawsze z sukcesami, obudzić ludzi Zachodu, aby zdali sobie sprawę, jak wygląda życie w sowieckim systemie, i że PRZEWRÓT IDEOLOGICZNY jest czymś, w czym biorą udział codziennie. Mam nadzieję, że ta broszurka, którą teraz piszę, wyjaśni wszystkim, którzy ją przeczytają, jaka prawda stoi za fałszywymi mediami, ideologiami i informacjami ze Związku Radzieckiego, które przedstawiają komunistyczne państwo jako „raj ludu pracującego”.

Uwierzcie mi, kiedy mówię o tym, co sam przeżyłem – to nie był raj.

Koniec części 1. Ciąg dalszy nastąpi…

Autor: Tomas Schuman vel Yuri Bezmenov

Tłumaczenie: Wojciech Mazurkiewicz (tłumaczenie nieoficjalne)

Zródło: Useless Dissident – z podziękowaniami za udostępnienie materiałów i wspaniałą pracę.

Źródło polskie: libertarianin.org

 

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress