A A + -

Komiksy na przekór

5 września 2013 Artykuły, Kultura

Jeśli kojarzycie komiksy tylko jako proste historyjki o facetach w gaciach założonych na kalesony, to niestety, ale jest to skojarzenie bardzo słabo świadczące o waszym oczytaniu. Otóż komiksy to przede wszystkim historyjki o facetach w gaciach założonych na kalesony, na które założone są podkolanówki! I pamiętajcie o tym, kiedy znów swoją uproszczoną wizją komiksów wygłupicie się w dyskusji towarzyskiej.

Prawdę jednak mówiąc, komiksy to bardzo szerokie tematycznie medium, sztuka łącząca grafikę i literaturę, dziedzina o wielu możliwościach narracyjnych. Na przestrzeni lat twórcy bardzo różnie korzystali z możliwości jakie dało im to medium. Jedni zajęli się kreowaniem prostych opowieści sensacyjnych, komediowych, horrorów – inni wykorzystali je do promowania i wygłaszania własnych przekazów. Komiks służył jako narzędzie propagandy, jako element kontestacji treści głównego nurtu mediów, czasem jako wyrafinowana dziedzina sztuki, ale głównie jako przyjemna rozrywka dla nastolatków i istota kultury popularnej. W tym wszystkim mieści się komiks jako jedna z form narracji i medium, podobnie jak film lub książka.

Lata osiemdziesiąte XX wieku przyniosły kilka komiksów, które z pozycji ludzi zajmujących się polityką, mogą wzbudzić zainteresowanie. Przede wszystkim należy wyjaśnić skąd taka data i nagły przypływ komiksów poruszających nieco bardziej poważne tematy. Należy sięgnąć do historii.

Otóż nie bez powodu komiksy kojarzone są jako dzieła o dużej dawce infantylizmu. Rozwój kina i komiksu szedł w zasadzie równolegle. Popularność obu mediów w pierwszej połowie XX wieku sprawiła, że opinia publiczna, zwłaszcza w USA, żywo reagowała na tematy poruszane w nowych sztukach masowych. W ramach kina powstał Kodeks Haysa, stanowiący rodzaj cenzury tematycznej. Komiksy niestety nie uniknęły tego trendu i w latach ’50 w USA, po burzliwej dyskusji publicznej, w której główną rolę odegrał psychiatra Frederic Wertham, o rzekomym negatywnym wpływie komiksów na młodych ludzi (chodziło zwłaszcza o takie kwestie jak np. poziom brutalności w horrorach czy poruszana przez psychologów kwestia – „podejrzanego” związku Batmana z Robinem) – wprowadzono autocenzurę. Wydawcy uznali, że przed spadkiem czytelnictwa i linczem opinii publicznej ustrzeże ich podobny jak w ramach kina – kodeks zasad i zakazów. Ostatecznie zabroniono przedstawiać władzę w złym świetle, korupcję wśród policjantów, nadmierną przemoc, czy wręcz poruszać temat narkotyków i patologii społecznych. W szybkim czasie doprowadziło to do miałkości tematycznej i schematów fabularnych. Trwało to wiele dekad.
W międzyczasie okres dzieci-kwiatów przyniósł kilka tytułów i artystów, którzy postanowili uderzyć w główny nurt medialno-polityczny, co cieszyło się popularnością w środowiskach lewicowych, zwłaszcza w okresie wojny wietnamskiej. Z tego okresu pochodzi np. „Fritz the Cat” Robert Crumba, antyteza disneyowskich lukrowych postaci. Komisy ówczesne wydawane poza głównym nurtem miały wpływ na całe pokolenie twórców, którzy chcieli w końcu oficjalnie wypowiadać się za pomocą tej formy ekspresji o aktualnych kwestiach społecznych czy politycznych.

Will Eisner – legendarny twórca komiksów, w ramach tricku marketingowego wypromował hasło „powieść graficzna” (graphic novel). Istotą tego zabiegu była zmiana mentalności opinii publicznej i wyeliminowanie negatywnych konotacji z jakimi wiąże się słowo komiks (a w zasadzie „comic book” – czyli „zabawna książeczka”). Komiksy autorskie, w wydaniach albumowych zaczęły pojawiać się w księgarniach, a nie już tylko w sklepach specjalistycznych, autorzy zaś zaczęli poruszać tematy nieco bardziej poważne, kierując swe dzieła do czytelnika dojrzałego.
Tu warto zaznaczyć, że komiksy w Europie, zwłaszcza we Francji i Belgii traktowane były zwykle na równi z innymi dziedzinami kultury i sztuki, zatem unikając cenzury, gatunek mógł rozwijać się w miarę naturalnie i swobodnie. W Polsce w owych czasach komiks był zwalczany jako przejaw zachodniego imperializmu – tolerowano co najwyżej, groteskę, humor („Tytus”’ „Kajko i Kokosz”) i PRL-owską propagandę w ramach serii „Kapitan Żbik”.

Lata ’80 to ostateczne rozliczenie się kodeksem komiksowym i cenzurą w amerykańskich komiksach. Prawdziwy wybuch komiksów poruszających tematy kontrowersyjne, odnoszące się bezpośrednio do polityki, problemów społecznych, historii, czy mrocznych zakamarków ludzkiej duszy.

vvWstrząs powodują zwłaszcza dwaj autorzy, których dzieła dziś znacie zapewne głównie z adaptacji.
Ci dwaj ludzie to scenarzysta Alan Moore oraz scenarzysta i rysownik – Frank Miller. Pierwszy dziś kojarzony przede wszystkim dzięki słynnej masce Guya Fawkesa, jaką nałożył wykreowanej przez siebie postaci w kultowym komiksie „V for Vendetta”. Drugi zaś zdobył powszechną sławę ekranizacjami „Sin City” i „300”. Pierwszy hołubiony przez lewackie ruchy typu „Okupuj Wall Street”, drugi przez te środowiska ganiony, za prawoskrętność w poglądach politycznych i zdecydowane stanowisko w sprawie ataku kultury muzułmańskiej, co odzwierciedlił w swoim ostatnim albumie „Holy Terror”. Obie postaci to wielkie osobowości świata komiksu, które zmieniły oblicze tego medium. O nich właśnie i ich dziełach dziś nieco opowiem.

Alan Moore to Brytyjczyk robiący karierę w USA, wygląda niczym jakiś pradawny czarnoksiężnik i poprzez swoje fascynacje okultyzmem, trochę za takiego uchodzi. Stworzył wiele dzieł, które zostały bezwzględnie zgwałcone przez Hollywood i kilka, które na szczęście uniknęło ekranizacji. Jest autorem, który odpowiedział w końcu na pytanie, co by było gdyby superman zamiast ratować świat, został światowym dyktatorem („Miracleman”). Wykreował V – kultową już postać zamaskowanego anarchisty, walczącego z systemem – w alternatywnej rzeczywistości – poprzez działania terrorystyczne. „V for Vendetta” to dzieło wyjątkowe, wielowątkowe, wielopoziomowe. Do legendy przeszła fraza „Idee są kuloodporne”. Niestety żałosna i debilna wręcz (choć strawna wizualnie) adaptacja filmowa spłyciła i zdeformowała całkowicie to komiksowe arcydzieło, przez co z bojownika o wolność, antysystemowca i anarchisty – tytułowy V jest dziś odbierany jako naczelny opozycjonista polityki republikanów i W. Busha. Sam jednak komiks to dla każdego wolnościowca lektura obowiązkowa. Tytuł śmiało można ustawić w jednym rzędzie z „1984” czy „Fahrenheitem 451”.

watchmen-imagePrzełomowym tymczasem komiksem okazać się miało inne dzieło, do którego Moore napisał scenariusz – to „Watchmen”. Komiks, który przedefiniował gatunek. Dzieło skończone. Historia o superbohaterach, których autor obrał niemal ze wszystkich atrybutów „komiksowości”. Dzieło jest dosyć skomplikowane narracyjnie i fabularnie, ale zapewniam, że warto je przeczytać i to przed obejrzeniem, całkiem w sumie udanej adaptacji filmowej. Świat komiksu jest naszą rzeczywistością w zwierciadle. Album, ukazując się w połowie lat ’80, całkowicie zerwał z wieloletnią komiksową cenzurą. Herosi są przedstawieni niemal jak banda dewiantów, ludzi z problemami, są całkowicie obdarci z waloru „umowności” towarzyszącej dotąd tradycyjnym komiksom o superherosach. Uwagę zwracają głównie dwie postacie – bezkompromisowy Rorschach i brutalny, ale widzący świat w realnych barwach, pracujący dla rządu Komediant. Tło fabularne to „duszna atmosfera lat ’80”, możliwy konflikt nuklearny USA – ZSRR, wojna w Afganistanie, alternatywna wizja historii spowodowana m.in. zabójstwem dziennikarzy opisujących aferę Watergate (przez co Nixon mógł kontynuować swoje rządy niemal w ramach dyktatury) oraz szereg innych drobniejszych elementów, budujących ten komiksowy wprawdzie świat, ale oparty na motywach zaczerpniętych z aktualnych, prawdziwych wydarzeń. Skomplikowana, nowatorska narracja, przełomowe pomysły, nawiązanie do aktualnych problemów sprawiły, że „Strażnicy” stali się wzorem dla całego pokolenia twórców – nie tylko twórców komiksów, lecz też pisarzy, scenarzystów filmowych, serialowych, czy reżyserów. O komiksie pisać można naprawdę wiele, ale bezsensem jest streszczanie go. Jestem przekonany, że nikt po jego lekturze nie będzie zawiedziony.

W tym samym czasie pojawia się „The Dark Knight Returns” Franka Millera – opowieść o starzejącym się Batmanie, który zmuszony jest powrócić na arenę Gotham, widząc postępującą degrengoladę mieszkańców i rujnowanie miasta. Ważniejsze jest jednak to co dzieje się w tle wydarzeń. Frank Miller szydzi z lewicowych przekonań, stojąc na stanowisku, wydawać by się mogło twardego konserwatysty. Ale to jak opisuje on postać Batmana, jego przeciwników, media, postaci z drugiego planu, czy samego Supermana, sytuuje go bardziej jako klasycznego liberała a miejscami wręcz anarcho-indywidualistę.

Miller obnaża miałkość lewicowych krzykaczy medialnych, kształtujących i urabiających opinię publiczną pod swoją ideologię. Psychiatra występujący w komiksie – broniący Jokera – to w pewnym sensie także odzwierciedlenie wspomnianego wcześniej Frederica Werthama, postaci, która w poniekąd zrujnowała medium komiksowe w Ameryce. Nawiasem mówiąc sam Wertham wycofał się później ze swoich poglądów odnośnie złego wpływu komiksów na młodzież, ale nikt już wówczas nie chciał go słuchać. Miller w swoim komiksie pokazuje konsekwencje głupoty takich ludzi, którzy uświadamiają sobie błąd kiedy doprowadzili wszystko do ruiny i gdy jest już za późno na naprawienie szkód.

Inną znakomitą sceną jest fragment, w którym Miller wykazał się zdolnościami prekognicji. Gotham jest komiksowym odbiciem Nowego Jorku i jako takie przeżywa na kartach komiksu, już w latach ’80, swoje własne uderzenie samolotu jedną z wież Gotham. Scenka godna odnotowania.

Prawdziwą wartość fabularną komiksu jednak stanowi konflikt Batmana z Supermanem. Obie postaci pokazane są w ramach tegoż nie tyle jako herosi o odmiennych poglądach, ale jako pewne archetypy postaw, jako idee, które w efekcie muszą się zetrzeć. Superman, który w tej opowieści stoi po stronie rządu jest w zasadzie emanacją państwa jako takiego. Nieograniczona siła, ślepa wiara w słuszność postępowania i eliminowanie przeciwników mogących naruszyć system – tego odzwierciedleniem jest Superman. Batman z kolei to człowiek zasad, ale w rozumieniu klasycznym, występuje tu nie jako mściciel, ale jako obrońca podstawowych praw, w tym zwłaszcza wolności. Traktuje Supermana jako część aparatu przemocy, przez co zmuszony jest do walki nie tyle z samym Supermanem, co z systemem jaki ten symbolizuje. Kryptonit pomagający w walce z Supermanem jest w zasadzie tym, czym jest prawo posiadania broni przez wolnych obywateli – jest częścią obrony jednostki przed agresją państwa i systemu opresji. To właściwie starcie dwóch wizji podejścia do państwa. Ta ciekawa, ale prosta w sumie historia konfliktu dwóch komiksowych postaci, niesie ze sobą dalece szerszy przekaz i ładunek pełen znaczeń, symboli i treści ukrytych za metaforą klasycznych bohaterów w trykotach i pelerynach. Więcej rozważań w temacie przynosi kolejna, choć nie tak wyrafinowana część opowieści („DKR2”), ale ją również warto przeczytać.

Frank Miller to człowiek, który stworzył kilka wyjątkowych, świetnych dzieł („Sin City”, „300”, „Ronin”, „Holy Terror”, „Martha Washington goes to war”). Widać pewne jego przywiązanie do zasad i wartości i nieunikanie aktualnych tematów polityczno-społecznych – eksponowanie katolicyzmu bohatera w „Daredevilu”, starcie cywilizacji i walka o zachowanie tożsamości kulturowej w „300” i „Holy Terror”, nieufność wobec rządu i państwa w obu częściach „The Dark Knight Returns”. Jest on z pewnością artystą idącym pod prąd współczesnym modom środowisk twórców komiksów i filmów – na popieranie demokratycznej lewicy.

Obaj opisani przeze mnie twórcy – Alan Moore i Frank Miller – to jednostki wybitne, twórcy wspaniałych dzieł, komiksów, które odbiły się echem w całym świecie kultury popularnej, prekursorzy nowoczesnej narracji komiksowej. Dość powiedzieć, że dopiero ostatnia dekada w kinie dogoniła ich dokonania komiksowe, stosując wypracowane przez nich elementy fabularne i eksploatując ich pomysły oraz dając początek kolejnym dziełom stworzonym na bazie ich dokonań. Ale wspomniane tu przeze mnie tytuły i wątki to jedynie wierzchołek góry lodowej, zarówno ich twórczości, jak też i całego gatunku.

Świat komiksu pełen jest nawiązań do świata idei i myśli politycznej, problemów związanych z tradycyjnymi zasadami i walką o wolność. Komiksy to sfera sztuki i kultury popularnej, w ramach której opowiedzieć można naprawdę bardzo wiele. Zachęcam więc wszystkich do czytania komiksów i niech dobrym początkiem będą te, które specjalnie dla Was powyżej opisałem.

Autor: Mariusz Zawadzki
mistrzzaglady.blogspot.com
issuu.com/morfium/docs/morfium

Chcesz, aby Twój tekst znalazł się na libertarianin.org? Wyślij go na mail seeker@libertarianin.org

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress