A A + -

Jakub Bożydar Wiśniewski odpowiada Jakubowi Wozinskiemu

19 stycznia 2016 Artykuły, Libertarianizm

Autor: Jakub Bożydar Wiśniewski

Odpowiedź na polemikę Jakuba Wozinskiego.

1. Kuba sugeruje w swojej polemice, że stworzyłem sobie chłopca do bicia twierdząc, że zwolennicy podważanych przeze mnie poglądów uważają państwo za normatywnie uprawnionego właściciela zagrabionych przez siebie zasobów. Otóż nigdy i nigdzie czegoś podobnego nie sugerowałem, podkreślając konsekwentnie, że zasoby wytworzone przez państwo na bazie zagrabionego prywatnym właścicielom kapitału finansowego są zasobami niczyimi – żaden podmiot nie spełnia w odniesieniu do tych zasobów wszystkich kryteriów pełnoprawnej relacji właścicielskiej, co nie zmienia faktu, że sposób ich powstania tworzy relację dłużną między ich kontrolerem a jego ofiarami. Nie tyle więc ja stworzyłem sobie chłopca do bicia, co Kuba nieuważnie przeczytał mój ostatni tekst, jak również – zakładając, że z nimi także się zapoznał – wszystkie poprzedzające go teksty odnoszące się do tego konkretnego tematu.

2. Kuba imputuje mi następnie, jakobym odmawiał ofiarom etatystycznej grabieży „prawa do odzyskania swojej własności tylko dlatego, że złodziej w przebiegły sposób wymieszał łup zabrany wielu osobom” i jakobym uznawał, że „państwo ma prawo wywłaszczać bez konsekwencji prawnych”. Jest to twierdzenie stojące w tak całkowitej sprzeczności zwłaszcza z akapitem piątym mojego pierwotnego tekstu, że muszę zacytować go tutaj w całości: „W momencie pociągnięcia wywłaszczyciela do odpowiedzialności karnej i zmuszenia go do uregulowania swoich długów, wytworzone przez niego zasoby z dużym prawdopodobieństwem przeszłyby na własność jego ofiar, jest to już jednak zupełnie osobna kwestia. Równie dobrze mogłoby się okazać, że dług wobec wywłaszczonych może zostać uregulowany jeszcze zanim nastąpi prywatyzacja wszystkich zasobów kontrolowanych dotychczas przez wywłaszczyciela (np. dlatego, że w międzyczasie ogromnie wzrosła rynkowa wartość niektórych z nich – niektóre okazały się np. polami roponośnymi, itp.), w wyniku czego pozostałe z tych zasobów będą mogły być pierwotnie zawłaszczone przez dowolną osobę bądź grupę osób, która je produktywnie zagospodaruje.” Innymi słowy, w swoim tekście staram się naświetlić kluczową dla poprawnie skonstruowanej teorii własności różnicę między relacją właścicielską a relacją wierzycielską, podkreślając, że wierzyciel, jakim staje się właściciel ukradzionego mu, a następnie „utopionego” kapitału finansowego, nie staje się automatycznie właścicielem zasobów, w których utopiony został ów kapitał, gdyż nie spełnia w relacji do nich stosownych kryteriów lockowskich. Świadomość tego rodzaju różnicy jest zresztą obecna nawet w najbardziej zdroworozsądkowych intuicjach na temat pojęcia własności: mijając dom lokalnego kacyka zdecydowana większość wywłaszczonych przez niego osób pomyśli „kacyk mieszka w domu wybudowanym za nasze pieniądze, które w sprawiedliwym świecie musiałby zwrócić nam z nawiązką”, natomiast tylko zwiedzeni najbardziej karkołomnymi teoriami własnościowymi pomyślą „kacyk mieszka w naszym domu”.

3. Kuba pisze: „Gdy złodziej kradnie nam taksówkę, dzięki której zarabia później tysiące złotych na przewozie klientów, jako ofiary jego kradzieży mamy prawo do wszystkich zysków z tej operacji, ponieważ nasza własność była warunkiem koniecznym do osiągnięcia zysków przez złodzieja.” Otóż jest to implikacja błędna. Z faktu bycia jednym (nie jedynym!) warunkiem koniecznym powstania X nie wynika, że dostarczyciel tego warunku ma pełne i wyłączne prawo do X. Jeśli złodziej ukradnie mi 10 złotych, a następnie zainwestuje je i wskutek swoich inwestycji uzyska milion złotych, nie oznacza to, że uzyskuję prawo do miliona złotych odszkodowań. Każda rozsądna teoria karno-odszkodowawcza – w tym każda rozsądna libertariańska teoria karno-odszkodowawcza – musi opierać się na zasadzie proporcjonalności. Walter Block opowiada się np. za teorią „dwa zęby za ząb plus koszty pojmania, procesu i przyszłego odstraszania”. Ile w świetle tej teorii wyniosłaby stosowna rekompensata odniesiona do poprzedniego przykładu jest już kwestią tymologiczną, a więc logicznie nieostrą, wymagającą sędziowskiej mądrości praktycznej. Może byłoby to 30 złotych, może 50, a może 100, ale z całą pewnością nie milion. Ponownie więc dochodzimy tu do wniosku, że właściciel ukradzionego kapitału, który został następnie zainwestowany w różne projekty, nie staje się automatycznie właścicielem wszelkich owoców owych projektów – relacja wierzycielska nie jest relacją właścicielską. Innymi słowy, z faktu, że „wszystko, co państwo kontroluje, stanowi efekt kradzieży”, nie wynika, że wszystko, co państwo kontroluje, stanowi czyjąś własność prywatną. Wiara w tego rodzaju proste wynikanie bierze się z pomieszania wspomnianych wyżej dwóch typów relacji rzeczowych.

4. Kuba imputuje mi pogląd, że „prawo do własności kontrolowanej obecnie przez państwo stanowi przykład prawa pozytywnego”. Tego rodzaju imputacja jest, ponownie, rezultatem nieuważnej lektury mojego tekstu. W swoim tekście nie napisałem, że domniemane prawo ogółu podatników do całości własności kontrolowanej obecnie przez państwo stanowi przykład prawa pozytywnego, tylko że, podobnie jak domniemane „prawa pozytywne”, tego rodzaju „prawo” prowadzi w sposób logicznie konieczny do nierozwiązywalnego konfliktu roszczeń, a więc – podobnie jak domniemane „prawa pozytywne” – nie spełnia ono warunków bycia autentycznym, logicznie spójnym prawem.

5. Kuba sugeruje, że nie istnieje nic takiego jak „prakseologiczna teoria własności”, gdyż własność jest pojęciem normatywnym, związanym z celami działania, podczas gdy prakseologia bada jedynie opisowo jego formalne aspekty. Tymczasem, jako że istnieją pewne prakseologicznie konieczne warunki wejścia w relację własnościową z dowolnymi obiektami, prakseologia stanowi istotny fundament wszelkich logicznie spójnych teorii własnościowych, zgodnych z kluczową zasadą etyczną „powinność implikuje możliwość”. Jako że tego rodzaju sugestie pojawiają się wyraźnie w dziełach Rothbarda (patrz np. rozdział „Antimarket Ethics: A Praxeological Critique” w „Power and Market”), dziwi mnie, że Kuba, ceniący przecież nad wyraz jego etykę społeczną, zdaje się podważać jej kluczowe elementy.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress