A A + -

Gromada: Grecja – świat w soczewce

Autor: Grzegorz Gromada
Korekta: Agnieszka Płonka
Źródło grafiki: gospodarka.dziennik.pl

Kryzys w Grecji jest szeroko opisywany w środkach masowego przekazu, wypowiada się na ten temat szereg znamienitych ekspertów ze świata ekonomii, polityki i socjologii. W ich analizach brakuje mi jednak szczerości i wskazania prawdziwych zjawisk, jakie doprowadziły ten kraj do bankructwa. Bankructwa, którego konsekwencje, pomimo zapewnień specjalistów, mogą okazać się dla świata nieprzewidywalnie groźne.

Zgodnie z oficjalnym przekazem, Grecy to leniwy naród, kombinatorzy, ludzie żyjący ponad stan, bez wyobraźni i poczucia przyzwoitości. W polityce, również polskiej, popularność zdobywają hasła typu: „ nie udawaj Greka”, „grecka tragedia”, „wasze działania doprowadzą do powstanie u nas drugiej Grecji” itp. Władza zawsze stara się przekazać poddanym jasną, nieskomplikowaną receptę na rzeczywistość. Oto mamy przysłowiowego Greka, człowieka zdyskredytowanego i jedynego winnego naszych kłopotów, możemy mu dowolnie naubliżać i w ten sposób usprawiedliwimy całą sytuację. Podobną technikę stosowali wcześniej faszyści wobec Żydów, czy komuniści wobec „panów” i kułaków. Nasze rozumienie świata, pomimo ewidentnego postępu technicznego, niewiele się zmieniło. Tymczasem wymienione wyżej pejoratywne cechy charakteru są wspólne dla wszystkich ludzi na całym globie. Praca jest utrapieniem, od którego ludzkość próbuje się wszelkimi sposobami uwolnić. Gdyby nie potrzeba zapewnienia sobie i najbliższym podstawowych warunków egzystencji, wszyscy pędzilibyśmy życie jak w raju, spędzając czas na zabawie i przyjemnościach. Grecy mają niewątpliwie szczęście, że żyją w tak pięknym i przyjaznym ludziom kraju. Klimat, krajobraz, morze, wyspy, roślinność, wszystko to sprawia, że porównanie z Edenem jest jak najbardziej uzasadnione. Niestety w ocenie całości umyka jeszcze jeden fakt. Przed wstąpieniem do Unii Europejskiej, Grecja była krajem biednym, a Grecy nie posiadali kapitału. I właśnie te fakty powinny być punktem wyjścia do jakiejkolwiek oceny wydarzeń, zwłaszcza przez polskich ekspertów, gdyż nasz kraj pod tym właśnie względem bardzo przypomina ówczesną Grecję.

Zanim przejdę do dalszej analizy, muszę rozprawić się z jeszcze jednym absurdalnym zarzutem wobec Greków. W bardzo wielu wypowiedziach pada stwierdzenie, że Grecy za bardzo się zadłużyli. Autorzy tych słów nie wyjaśniają, kogo mają na myśli – państwo czy poszczególnych obywateli. Różnica jest bardzo istotna, gdyż wskazuje źródło problemu. Otóż zadłużenie Greków jako ludzi nie ma nic wspólnego z bankructwem państwa. Nawet gdyby, jak tego chce większość ekspertów, Grecy żyli ponad stan, posiłkując się kredytami konsumpcyjnymi, to w razie ich niewypłacalności, problemy miałyby greckie banki, a nie rządy Niemiec czy Francji. Zadłużenie Greków nie ma związku z kryzysem, jego źródeł należy szukać gdzie indziej.

Jak już wspomniałem, kiedy Grecja weszła w skład Unii Europejskiej, była krajem biednym, o niskiej kapitalizacji. Została objęta programami pomocowymi, podobnie jak to się dzieje aktualnie w Polsce, choć na większą skalę. Większość społeczeństwa widzi w takiej polityce same korzyści. Budujemy autostrady, remontujemy dworce i linie kolejowe, regulujemy rzeki, dotujemy rolnictwo. Kolejne rządy przeprowadzają inwestycje na olbrzymią skalę, a wszystkie one są dotowane przez Unię. Zatrudnienie rośnie, uwielbiane przez ekspertów wskaźniki makroekonomiczne również rosną, ale rośnie też coś jeszcze – dług państwa. Pomoc europejska dla krajów wstępujących znacznie przewyższa ich możliwości płatnicze. Grecja, podobnie jak Hiszpania, Włochy, czy Polska nie miała kapitałów własnych na pokrycie całkowitych kosztów prowadzonych inwestycji i była zmuszone je pożyczać. Im więcej inwestowano, tym więcej pożyczano. Jest to jedna z podstawowych przyczyn wybuchu kryzysu w Grecji, ale nie jedyna.

Na fatalny obraz statystycznego Greka wpływają również doniesienia o jego socjalnych przywilejach. Cała Europa, w tym Polacy, oburzają się na wypłacane dodatki za mycie rąk, niespóźnianie się do pracy, trzynastki i czternastki. Nigdy nie byłem świadkiem tak wszechogarniającej europejskiej obłudy jak teraz. Udzielanie poszczególnym grupom społecznym przywilejów jest immanentną cechą dwudziestowiecznych rządów postkapitalistycznych na całym świecie. Społeczeństwa nie rozumieją już takich pojęć jak wolność, własność i odpowiedzialność. Ludzkość zawróciła z drogi rozwoju wolnorynkowego na rzecz silnych rządów, własności państwowej i ograniczonej wolności osobistej. Żyjemy w modelu, w którym interwencja państwa i redystrybucja dochodów jest chlebem powszednim. My, Polacy, powinniśmy to szczególnie rozumieć. Ostatnie wydarzenia na Śląsku, protesty górników, wykazały jasno, jak funkcjonują współczesne państwa. Silniejsze grupy żyją dzięki słabszym, szantażują rządy i grożą destabilizacją państwa. Natomiast oburzonych absurdalnymi dodatkami do greckich pensji odsyłam do polskiej firmy KGHM. Jest to spółka akcyjna, w której większościowy pakiet akcji posiada państwo. Połączenie demokracji i własności państwowej jest zabójcze dla społeczeństw. Grecy w swojej nieracjonalności zachowywali się zupełnie racjonalnie. Nie możemy się dziwić, że chcieli zarabiać więcej i pracować mniej – kto tak by nie chciał? Dzięki powszechnemu prawu wyborczemu mogli wyłonić rządy, które nie bacząc na skutki, spełniały postulaty społeczne. Przez trzydzieści lat kraj był kwitnący. Nikt nie zająknął się o możliwych problemach w przyszłości. Politycy mniej lub bardziej populistyczni, czy socjalistyczni, przy wsparciu ekspertów ekonomicznych zapewniali społeczeństwo, że przyszłość jest bezpieczna. Wszak kraj rozwijał się prężnie, wskaźniki rosły, ludzie bogacili się, tylko dług wewnętrzny narastał. Znowu ten problematyczny dług. Jak to się dzieje, że we współczesnym świecie, w chwili największego triumfu gospodarczego musi pojawić się ten przykry aspekt?

Grecja nie jest pariasem Europy. Jest takim samym krajem jak wszystkie inne. Grecy, podobnie jak inne biedniejsze narody, pragną żyć jak Niemcy czy Szwajcarzy. Przez wiele lat prowadzili politykę gospodarczą i społeczną według obowiązującego i akceptowanego na całym świecie modelu. Kredyt jest wspaniałym instrumentem finansowym, ale też niezwykle niebezpiecznym. Należy używać go bardzo roztropnie. Tymczasem, żeby sprostać dotacjom i społecznym żądaniom, państwa sięgają po niego coraz bardziej niefrasobliwie. Dzięki takim myślicielom i naukowcom jak Ludwig von Mises, Friedrich A. von Hayek, czy Jesus Huerta de Soto, wiemy, czym są cykle koniunkturalne, co je wywołuje i jakie niosą ze sobą skutki. Dopóki jesteśmy na fali wznoszącej, dopóty stać nas na spłatę zadłużenia. Nieuchronność kryzysów oraz występowanie czarnych łabędzi powinno nas przestrzec, że może nadejść moment, kiedy nasza zdolność kredytowa zostanie wystawiona na próbę. A wówczas skutki odczują nie tylko narody zadłużone. Jednym ze sposobów pożyczania pieniędzy przez państwo jest emitowanie papierów dłużnych, obligacji i bonów skarbowych. Instrumenty te uważane są za najbezpieczniejsze na świecie. Stanowią 90% portfeli funduszy emerytalnych. W przypadku bankructwa emitenta najbardziej poszkodowani będą przyszli emeryci. Dotyczy to osób żyjących w danym kraju, jak również obcokrajowców, których fundusze emerytalne zakupiły greckie obligacje, np. Niemców. Grecja, podobnie jak inne kraje europejskie, upaństwowiła renty i emerytury. Z chwilą ogłoszenia bankructwa los tych ludzi będzie tragiczny. Ale to nie jedyne oblicze bankructwa, które dotknie przeciętnego Greka.

Współcześnie obowiązujące regulacje prawne w zakresie bankowości są jednymi z najgorszych w dziejach ludzkości. Z uwagi na problematykę artykułu skupię się tylko na jednym aspekcie, który ma bezpośredni związek z kryzysem finansowym w Grecji. Narody na całym świecie usankcjonowały istnienie bankowej rezerwy cząstkowej. Dla niewtajemniczonych spieszę z wyjaśnieniem, czym jest to cudo. Otóż banki mają obowiązek przechowywać powierzone im przez nas pieniądze. Lobby bankowe zadbało, żeby posiadanie rachunków bankowych było niemal obowiązkiem; w większości państw pensje, renty i emerytury muszą być przelewane na rachunki bankowe. Obywatele nie mogą odebrać swoich pieniędzy w formie tradycyjnej, fizycznej. W ten sposób na saldach banku pojawiają się olbrzymie kwoty. Bankowa rezerwa cząstkowa upoważnia banki, w zgodzie z literą prawa, do dysponowania naszymi pieniędzmi do określonej w ustawach wysokości. Wielkość rezerwy cząstkowej waha się pomiędzy 3,5% a 1,5%. Innymi słowy, jeżeli na własny rachunek np. Grek wpłaci 1000 euro, to bank ma obowiązek utrzymywać jedynie 15 euro. Pozostałe 985 może być przez bank spożytkowane na udzielanie kredytów, co wiąże się z kreacją pieniądza fiducjarnego. Dlatego władze w Grecji wydały decyzję o czasowym zamknięciu banków i ograniczeniu wypłat z bankomatów do 60 euro dziennie. Wszystko to ma przeciwdziałać zjawisku runu na banki, czyli masowej likwidacji depozytów. Banki nie dysponują pieniędzmi własnych klientów, które zgodnie z prawem znajdują się w obrocie gospodarczym. W normalnych warunkach interweniowałby bank centralny. Niestety, Grecja nie posiada własnego banku centralnego, gdyż wprowadziła euro. Bankiem ostatniej instancji dla Greków jest Europejski Bank Centralny, który jest kierowany przez wierzycieli Grecji. W ten sposób Grecja znalazła się w finansowym klinczu. Jeżeli rząd grecki nie dojdzie do porozumienia z europejskimi wierzycielami, najwyższą cenę zapłacą właśnie statystyczni Grecy – to oni stracą bezpowrotnie swoje oszczędności.

Chciałbym, żeby Czytelnik zastanowił się nad podobieństwami pomiędzy Grecją i Polską. Prowadzimy bardzo podobną politykę finansową, gospodarczą i społeczną. Funkcjonujemy według tego samego unijnego prawa. Mamy podobne aspiracje, potrzeby, różni nas tylko czas uczestnictwa w procesach, które doprowadziły Grecję do bankructwa.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress