A A + -

Bioetyka z libertariańskiej perspektywy

5 września 2014 Artykuły, Libertarianizm

„Chciałbym, żeby rzeczy działy się szybko (…). Nie mam ochoty ograniczać się do bycia adwokatem badań, które przyniosą korzyść ludziom już po tym, jak mnie nie będzie. Nie jestem aż tak szlachetny” – Christopher Reeve (1952-2004)

800px-Lyophilization_of_Pharmaceuticals_in_Vial

Bioetyka jest nauką, która skupia w sobie problematykę z zakresu biologii i medycyny i szuka dla nich oparcia i uzasadnienia w standardach etycznych i moralnych. Rozterki te pojawiają się wraz z rozwojem współczesnej nauki. Jak każdy problem, który dotyczy kwestii moralnych, tak i ten stanowi bardzo ważne wyzwanie dla idei wolnościowej, która w sposób klarowny i stanowczy musi ocenić pewne zależności. Na bioetykę składają się takie problemy jak aborcja, eutanazja czy klonowanie, kwestie, które odkąd się pojawiły, spowodowały ogromny podział moralny. W niniejszym tekście nie zajmiemy się żadnym z wyżej wymienionych, ponieważ wymagają one oddzielnych i być może nieco bardziej naukowych skrupulatnych rozpraw.

Skupimy się na problemie, który dostrzegł znakomity, światowej sławy genetyk Lee Silver. Rzecz tyczy się sztucznej prokreacji, procesu in vitro i ogólnie pojętej inżynierii genetycznej. W latach 90. Międzynarodowa Akademia Humanistów uznała wszelkie próby zablokowania rozwoju inżynierii genetycznej jako przejaw skrajnego luddyzmu, usprawiedliwianego skrupułami teologicznymi.[1]

Niezależnie od tej opinii przesadny entuzjazm środowisk naukowych w rozwoju tychże badań musi zostać skonfrontowany ze stanowiskiem samego społeczeństwa, ludzi, których sprawy te być może już w niedalekiej przyszłości będą dotyczyć bezpośrednio. Inżynieria genetyczna jest procesem ingerencji w materiał genetyczny organizmów w celu zmiany ich jakości i zredefiniowania wartości pewnych pożądanych cech. W skrócie jest to zabawa odcinkami DNA i selektywny (subiektywny) wybór tych odcinków, które w oczach genetyka wydają się najbardziej odpowiednie.

Argumenty świata nauki za tą metodą streszczają się do stwierdzenia, że metoda ta pozwala rozwijać badania, poszerzać wiedzę, a jej zastosowanie eliminuje niepożądane cechy i geny np. takie, które w przyszłości mogą wywołać nieuleczalne choroby bądź też doprowadzić do upośledzeń.

Z pozoru szczytna i szlachetna idea naukowego postępu przy głębszej analizie wydaje się jednak nie być tak prosta do rozwiązania jak się wydaje. Lee Silver w książce „Raj poprawiony” zwrócił uwagę na kilka istotnych problemów, jakie niesie ze sobą inżynieria genetyczna. Przede wszystkim patrząc perspektywicznie, selekcja zarodków może zmienić skład puli genowej w bardzo krótkim czasie, spowodować dyskryminację, wywrzeć długotrwały wpływ na społeczeństwo oraz przyczynić się do zastosowania względem społeczeństwa legislacyjnego przymusu. Rezultaty pierwszego z wspomnianych problemów trudne są do oszacowania. Jeżeli ludzkość nagle zacznie korzystać z metody selekcji zarodków i owa metoda zacznie być ogólnodostępna, to z pewnością nastąpi bardzo szybka zmiana puli genowej. Proces ten wydaje się mieć pozytywne skutki, ponieważ wyeliminuje allele odpowiedzialne za groźne genetyczne choroby jak np. anemia sierpowata czy mukowiscydoza. Eliminacja chorób jest czymś pożądanym, niemniej jednak Silver słusznie zauważa dziurę w tym rozumowaniu. Zastrzeżeniem i niechlubnym wyjątkiem mogą być choroby umysłowe, które jeśli udałoby się skutecznie wyeliminować pozbawiłoby to świat możliwości pojawienia się wielu geniuszy, takich jak np. Edgar Allan Poe, van Gogh czy John Nash. Jest udowodnione, że wybitne umysły znacznie częściej chorują psychicznie niż ludzie, którzy nie wybijają się ze średniej przeciętnej. Likwidacja alleli odpowiedzialnych za skłonność pewnych osobników do chorób psychicznych pozbawi społeczeństwo w perspektywie czasu bezpośrednich korzyści. Genetycy populacyjni do dzisiaj bronią tezy, że niektóre choroby, które obserwuje się w poszczególnych populacjach, przynosiły nosicielom jakieś trudne do oszacowania korzyści. Gdyby tych korzyści nie było, dobór naturalny wykasowałby je z populacji. Choć jak podają inni rozprzestrzenianie się zmutowanych genów w danej populacji może być wynikiem zwyczajnego dryfu genetycznego, a nie darwinowskiego doboru naturalnego. Argumenty o chorych psychicznie geniuszach są zazwyczaj odpierane w sposób trywialny, że skoro ów geniusz by się nie narodził, to nie byłoby czego żałować.

Zasadność tego argumentu jest wątpliwa, zwłaszcza że w procesie, jaki dominuje obecnie, czyli naturalnej prokreacji, owi ludzie przyszli na świat i dali mu wiele pożytecznych rzeczy, a więc nieuzasadnionym byłoby żałowanie, że tacy ludzie w ogóle się pojawili.

Idąc dalej, zarzut następny – selekcja zarodków, która doprowadzi do tego, że rodzice będą mogli wybierać pożądane cechy swoich pociech, że będą skutecznie eliminować zagrożenia chorobowe dla swoich dzieci, spowoduje drastyczne przesunięcie się stopnia dyskryminacji w kierunku znanym chyba tylko z okrucieństw hitlerowskiej eugeniki.

Rzeczywiście ryzyko zagrożenia, że selekcja zarodków spowoduje, że osoby dotknięte jakimś stopniem niepełnosprawności staną się obywatelami drugiej kategorii i zostaną zepchnięci na pewien margines nie jest dalekie od prawdy.[2] Z drugiej zaś strony szczepienia przeciwko chorobie Heinego-Medina, która w przeszłości powodowała pewien stopień niesprawności nie uznawano za przejaw dyskryminacji wobec osób już na nią chorujących.

Dylemat, jaki się pojawia, dotyczy społecznego dostępu do szczepień. Silver przywołuje argument filozofa Philipa Kitchera, który sugeruje, że w przypadku szczepień społecznych najbogatsi będą mogli za owe szczepienia zapłacić, podczas gdy biedni zostaną pozbawieni tego prawa i siłą rzeczy będą bardziej narażeni na kaprys losu. Silver ucieka więc w ślepy zaułek powołując się na tzw. eugenikę utopijną, która ukazywała społeczeństwo równe, pozbawione jednostek wybitnych i ponadprzeciętnych.

Wizję takiego społeczeństwa nakreślił już marksista George Bernard Shaw, wszyscy zdaniem Silvera mieliby bezpłatny dostęp do usług medycznych i nikt nie narzekałby na brak sprawiedliwości w tym aspekcie. Podobny świat ukazany został w noweli Leslie Hartleya pt.”Facial Justice” (twarzowa sprawiedliwość).

W rezultacie Silver słusznie konkluduje, że „sama selekcja nie stanie się powodem dyskryminacji, tak jak szczepionka przeciwko porażeniu dziecięcemu nie doprowadziła do dyskryminacji ofiar tej choroby”[3] i że „nie wolno obciążać przyszłych technik grzechami społeczeństwa, które do nich nie dorosło”.[4] Dyskryminację mogą wprowadzić jedynie represyjne regulacje.

Błędne jest założenie Silvera, że zapobiegać dyskryminacji może jedynie oświecony rząd i państwo, które za sprawą prawa stanowionego zablokuje pewne niepożądane społecznie procesy. Inny rzecznik inżynierii genetycznej, jeden z szefów Google, głośny propagator transhumanizmu Ray Kurzweil wyciąga zgoła odmienne wnioski.

Kurzweil pisze, że „regulacja [rządowa] spowoduje zwolnienie i zatrzyma przyśpieszenie technologii”[5], co w rezultacie zdewastuje i wypaczy ideę, jaka idzie wraz z ingerencją w materiał genetyczny, ponieważ da rządowi nieskrępowaną władzę nad decyzyjnością w tej materii. Kurzweil jest optymistą i chociaż sugeruje, że jakieś regulacje w kwestii modyfikacji powinny być, to jednak zauważa, że nawet „wobec nieobecności ogólnoświatowego państwa totalitarnego siły ekonomiczne i wszystkie inne leżące u podstaw postępu technicznego będą wraz z trwającym postępem nic, tylko rosły”.[6]

Kurzweil stanowczo uzasadnia, że rządowe ograniczenia, nawet jeśli są tymczasowe, powodują cierpienia milionów ludzi. Trzeba zgodzić się z tym apologetą transhumanizmu, że ludzkość zawsze była podzielona, jedni przyjmowali nowe idee i paradygmaty szybciej, a inni później, stąd też rzecznicy tacy jak Kurzweil pełni optymizmu patrzą na dobór komórek bez błędów w DNA, mało tego otwarcie bronią wolnego rynku w branży, jaka by się wówczas pojawiła.

Koszmarem, przed którym notorycznie ostrzegają konserwatyści, jest problem tzw. dzieci na zamówienie. Synteza biotechnologii rozrodczej z prognozowaniem genetycznym doprowadzi w końcowym etapie do handlu dziećmi, na które po prostu pojawią się zamówienia, zupełnie jak na każdy inny produkt. Na szczęście istnieje na razie, nie tyle prawna, co naturalna blokada takich mechanizmów, a surogacja jest na etapie eksperymentalnym. Paradoksalnie proces zapłodnienia poza organizmem kobiety może zdobyć większe poparcie ruchu pro-life niż się dzisiaj przypuszcza, ponieważ jak się zakłada, ów proces wyeliminuje kwestię przerywania zaawansowanej już ciąży. Zdaniem naukowców rozwój ektogenezy w rezultacie doprowadzi do eliminacji aborcji.

Blokadą i przeszkodą w tworzeniu dzieci na zamówienie są m.in. problemy doboru odpowiedniego zestawu genów. Jeżeli oboje rodziców są nosicielami dwóch kopii wadliwego genu, sama selekcja nie zda egzaminu. Choroby z tzw. komponentem dziedzicznym są niewątpliwie korzystnym zabezpieczeniem tradycyjnej prokreacji, oczywiście do czasu, aż nie odbierze się takim rodzicom prawa do rozrodu (takie rozwiązania zastosowano w tzw. ustawach norymberskich w hitlerowskiej III Rzeszy). Konsekwencje politycznych działań są tutaj kluczowe. W 2001 r. w Stanach Zjednoczonych Izba Reprezentantów zgodnie z wytycznymi Białego Domu zakazała klonowania ludzi i zobligowała się karać każdego, kto podejmie się próby transferu jądra komórki somatycznej.[7] Ustawa ta zainicjowana przez kongresmena Dave’a Weldona przewidywała karanie każdego naukowca, który przyłapany na tym procederze obciążany miał zostać kwotą 1 miliona dolarów. Polityczne decyzje sprawiły, że spora część naukowców porzuciła państwowe laboratoria i zaczęła działać na własną rękę. Owe polityczne decyzje czy to w stronę liberalizacji, czy totalnej penalizacji okazują się fatalne w skutkach.

To przemawia za tym, że sektor ten powinien w ostatecznym rozrachunku pozostać w rękach prywatnych ludzi, którzy wyznają odpowiednią, zgodną ze sobą aksjologię. Libertarianie nie mają oficjalnego stanowiska w kwestii selekcji zarodków czy embrionów, środowisko wolnościowe jest podzielone, ale większość, zwłaszcza tych mniej konserwatywnych, zgodzi się z poglądem, że decyzja zależy od własnego uznania.

Dyrektor Stem Cells in Society, Christopher Scott pełen jest optymizmu, że „badania będą trwały bez względu na polityczne zakazy, ponieważ chcą tego ludzie”.[8] Nie tylko chrześcijańskie nauki negują badania w tym zakresie. Znanym powszechnie przeciwnikiem badań nad zarodkami jest neurolog Leon Kass, który uważa, że nauka obrała zły kurs. Zdanie Kassa streszcza się jednak do zestawienia selekcji zarodków i eksperymentów nad embrionami z huxleowską wizją nowego wspaniałego świata. Podobny niepokój wyznawał nieżyjący już biolog Erwin Chargraff, który twierdził, że badania idą zbyt daleko – „czy mamy prawo w sposób nieodwracalny przeciwdziałać ewolucyjnej mądrości milionów lat tylko po to by zaspokoić ciekawość kilku naukowców?”.[9]

Wracając jednak do zastrzeżeń, które genetyk Lee Silver podaje w swojej książce, punktem kulminacyjnym, nad którym winni pochylić się wszyscy libertarianie i skupieni wokół nich wolnościowcy, to pytanie, czy selekcja zarodków doprowadzi do pojawienia się przymusu? Selekcja zarodków jeśli jest dobrowolna, to oczywiście nie ma żadnych konotacji z eugeniką, czy jednak tak będzie zawsze? Czy przyszły scenariusz z czasem nie doprowadzi do drastycznej zmiany?

Sama decyzja o tym, by rodzice mogli decydować, jakie geny spośród danej puli dać swojemu dziecku, w żaden sposób nie ogranicza tradycyjnej prokreacji. Niemniej jednak Silver rozważa, czy aby nie jest to pogląd nazbyt optymistyczny. Dostępność i powszechność metody selekcji musi z czasem wywołać społeczną akceptację, która wyznaczy nowe standardy, a które niepostrzeżenie przerodzą się w przymus. Jakie mogą być wymuszenia w tej kwestii? Silver podaje dwa – pośrednie i bezpośrednie. Pośrednie oznaczają społeczną aprobatę dla pewnych norm i cech, i te oczywiście staną się domeną wyłącznie ludzi zaangażowanych społecznie, jednostki zbuntowane nie będą poddawały się procesowi socjalizacji i nie będą akceptować powszechnie przyjętej doktryny, dzięki temu z czasem owa tendencja może się wyrównać i pozostać niezauważalna lub też może nie mieć bezpośredniego wpływu na życie ludzi. Druga – bezpośrednia, wydaje się być bardziej niebezpieczna, ponieważ może sprawić, że instytucje np. firmy ubezpieczeniowe, szpitale i lekarze będą kategoryzować i dostosowywać swoje usługi do określonych standardów narzuconych przez wspomnianą selekcję. W gospodarce wolnorynkowej dyskryminacja rozumiana na sposób lewicowy i nierówności są czymś naturalnym, ponieważ są rezultatem specjalizacji, zauważył to już Murray Rothbard, kiedy pisał, że „każda osoba będzie wykazywała tendencję do uzyskiwania dochodu pieniężnego równego wartości związanej z jej produktywnym wkładem w zaspokajanie życzeń i żądań konsumentów”.[10] Niemniej jednak istnieje różnica między nierównością, która krystalizuje się sama a która zostaje narzucona za sprawą przepisu, regulacji czy niczym nieuzasadnionej litery prawa.

Rzecz jasna w przeregulowanym państwie taki scenariusz będzie bardzo prawdopodobny a hierarchizacja zapoczątkuje pewną niekorzystną dla ”naturalnych” ludzi tendencję (zupełnie jak w apartheidzie, gdzie urzędowo przyznawano kategorię obywatela ze względu na kolor skóry).

Nie sposób też przewidzieć, jak sprawy te potoczyłyby się na wolnym rynku, być może ów proces również doprowadziłby do takich rozwiązań, choć jak można przypuszczać mógłby on ruszyć też w inną stronę i osiągnąć stan swego rodzaju równowagi, przez co nikt nie czułby się pokrzywdzony. Akceptacja różnorodności mogłaby dzięki procesowi rynkowemu przebiegać w spokojny sposób.

Rynek z pewnością zaspokoiłby każdą niszę i wypełnił luki, na jakie byłoby zapotrzebowanie np. na lekarzy dla ludzi urodzonych metodą naturalną.

Libertarianie muszą być jednak sceptyczni, jakakolwiek presja w tym przypadku stanowi ograniczenie praw ludzi do potomstwa i tego, jaką metodą rodzice chcieliby swoje pociechy powołać do życia. Dlaczego ten problem jest tak istotny? Otóż podstawową odpowiedzią jest nie tylko umiłowanie przez libertarian wolności i dobrowolności w swoim wyborze, przede wszystkim libertarianie zdają sobie sprawę, że każda próba ograniczenia technologicznego postępu skazana jest na porażkę i w dzisiejszych czasach nic już nie jest w stanie zablokować inżynierii genetycznej. Jeśli obawy nie leżą po stronie moralnej, to z pewnością należy się ich doszukiwać w kwestii regulacyjnej, od strony prawnej.

Idee muszą więc kreować ludzką świadomość względem nowych wyzwań, jakie stawia rozwój cywilizacyjny. Finansowanie przez ministerstwa tego typu badań byłoby w świetle libertariańskiej aksjologii niedopuszczalne. W przeciwieństwie do entuzjastów takich rozwiązań libertarianizm sugeruje, że badania winny być finansowane przez niezależne ośrodki, think-tanki lub prywatne podmioty.

To one powinny nadać im tempa i kierunku. Taki obrót sprawy mógłby zniwelować w społeczeństwie napięcia wynikające z różnych stanowisk etycznych, ale mógłby też przysporzyć nowych problemów – kto i w jaki sposób ustali stopień bezpieczeństwa owych badań i procesów? Inżynieria genetyczna rzeczywiście na razie nie odnotowuje jakichś spektakularnych sukcesów, znane są przypadki modyfikacji genetycznych, które doprowadziły do pojawienia się zwierząt z defektami, co w rezultacie podważa bezpieczeństwo samych zabiegów. Etyk Peter Singer ucieka do stwierdzenia, że „należy opracować modelowy bądź jednolity zespół przepisów prawnych”.[11]

Nie gwarantują one jednak niczego poza legislacyjnym przymusem. Inżynieria genetyczna musi być finansowana i realizowana przy aprobacie społecznej, przy wsparciu ludzi których działania takie dotyczą. Pomimo faktu, że występować będą nadużycia, bigoteryjny zakaz selekcji zarodków w przyszłości nie jest uzasadniony. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że libertarianie mają w tej kwestii najzdrowsze i najrozsądniejsze podejście i bynajmniej nie są w tym podejściu krótkowzroczni. Potencjalni rodzice nie mogą zostać pozbawieni swobody wyboru sposobu powoływania na świat swoich dzieci. Jeżeli proces selekcji zarodków za sprawą regulacji rządowych doprowadzi do ucisku, przymusu i dyskryminacji, to być może ostatnimi sprawiedliwymi pozostaną właśnie libertarianie, którzy nie pierwszy już raz staną po stronie pokrzywdzonych.

 

Autor: Karol Gajewy

Korekta: Paulina Woźniczka

Źródło: libertarianin.org

Źródło obrazka: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lyophilization_of_Pharmaceuticals_in_Vial.JPG

Przypisy:

[1] Zob. G. Kolata, Klon, Wyd. Prószyński i s-ka, Warszawa 2000, s. 242.

[2] efekt takich rozwiązań został zobrazowany w filmie science-fiction pt. Gattaca.

[3] L. Silver, Raj poprawiony, wyd. Prószyński i s-ka, Warszawa 1999 s. 220.

[4] Tamże, s. 220.

[5] R. Kurzweil, Nadchodzi osobliwość, wyd. Kurhaus Publishing, Warszawa 2013, s. 460.

[6] Tamże, s.460.

[7] Zob. Ch. Scott, Czas komórek macierzystych, wyd. CKA Gliwice 2008, s. 131-155.

[8] Tamże, s. 155.

[9] problem omawia Peter Singer w książce „Dzieci z probówki, etyka i praktyka sztucznej prokreacji” Warszawa 1988

[10] M. Rothbard, Egalitaryzm jako bunt przeciw naturze, wyd. Fijorr Publishing Warszawa 2009, s. 353.

[11] P. Singer, D. Wells, Dzieci z probówki, Warszawa 1988, s. 217.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress