A A + -

Bezpaństwowe equilibria

18 lipca 2014 Artykuły, Libertarianizm

Postawmy sobie kilka fundamentalnych pytań, na które powinien odpowiedzieć sobie każdy szanujący się libertarianin. Czy istnienie państwa jest nieuniknione? Czy państwo jest logiczną koniecznością, wynikającą z zaawansowania struktur społecznych i postępu cywilizacyjnego? A jeśli nie jest, to czy społeczności bezpaństwowe są w stanie wytworzyć mechanizmy obronne zapobiegające odrodzeniu się struktur państwowych? Jeśli tak, to czy wykazywałyby się one równowagą, która skutecznie niwelowałaby procesy odradzania państwa? Do dnia dzisiejszego nawet najbardziej radykalni libertarianie nie potrafią przeskoczyć tego zagadnienia w dyskusji i bardzo często się poddają, przyznając rację swoim adwersarzom. Klasycznym przykładem takiej właśnie porażki jest Robert Nozick, który u schyłku kariery zawodowej diametralnie porzucił koncepcje libertarianizmu i powędrował na quasi-religijne meandry. Podstawową cechą spójnej ideowo koncepcji jest ugruntowana teoria poparta praktyką (na tyle na ile jest to możliwe). Aby odrzucić koncepcję państwa nie można pozostać przy samej tylko jego krytyce, za krytyką winna iść wizja alternatywna. Niniejszy tekst nie pretenduje do tego, aby sugerować jakieś rozwiązania, jest raczej wyrazem dobrej woli i podtrzymania wątpiących na duchu.

Libertarianizm i jego najdalej posunięte odłamy – anarchokapitalizm czy chociażby agoryzm – muszą się z tą problematyką zmierzyć. Utopiści tacy jak Fourier, Robert Owen czy Josiah Warren co rusz doznawali porażek na swojej drodze do realizacji bezpaństwowych zrębów społeczeństwa [1].

Powszechnie za konstruktora bezpaństwowej koncepcji ładu rynkowego uznaje się Murray’a Rothbarda, który jako pierwszy rozwinął koncepcję libertariańską niemalże do granic wytrzymałości, korzystając przy tym z dorobku anarchistów minionych epok. Oczywiście Rothbard metodologicznie drastycznie odbiegał od wspomnianego już Nozicka.

Krańcowe rozwiązanie jakie proponuje anarchokapitalizm jest proste – wszystkie sektory publiczne zostaną ostatecznie sprywatyzowane, a proces ten posunie się do tego stopnia, że państwo utraci zdolności koordynowania czegokolwiek i stanie się zbędne. Tym samym ulegnie ono prędzej czy później rozkładowi, a społeczeństwo i relacje w nim zachodzące poddane zostaną procesowi urynkowienia. Cała nasza planeta stanie się bezgranicznym, niepodzielonym i globalnym wolnym rynkiem. Nastąpi prywatyzacja prawa, a spory będą rozstrzygane za pomocą prywatnego arbitrażu. Dzisiaj nawet najbardziej znani i cenieni ekonomiści sympatyzujący z libertarianizmem, w publicznych wystąpieniach nie są przekonani co do tego rodzaju wizji – nawet jeśli po cichu się z nimi zgadzają. Tom G. Palmer uważa tego rodzaju dywagacje za nadmiernie entuzjastyczną obronę rynku. W swoich rozważaniach pisze – „trzeba pamiętać, że prywatna własność i wymiana rynkowa nie są w stanie same przez się rozwiązać wszystkich problemów. Na przykład czy to globalne ocieplenie, czy redukcja warstwy ozonowej mogą być zagrożeniem dla życia na całej planecie, a gdyby były to zagrożenia rzeczywiste, niebezpieczeństwu mogłyby zaradzić tylko skoordynowane działania wielu państw” [2].

Podobnemu złudzeniu ulega inny sympatyk libertarianizmu – dyrektor Skeptic Society Michael Shermer. Uważa on, że aby wolny rynek był w istocie wolny, niezbędne jest państwo, które rządzi się jasno określonymi regułami prawa [3].
W historii dziejów różne środowiska skupione pod sztandarem wolności proponowały szereg często wykluczających się rozwiązań.

tabela
źródło: ozarkia.net

Oczywiście nie należy lekceważyć obaw wobec propozycji jakie oferuje rynkowy anarchizm. Sam budowniczy tego nurtu – Rothbard – pełen był sceptycyzmu. Pisał m.in. o braku gwarancji na to, że społeczeństwa oparte na mechanizmach rynkowych się sprawdzą. Niewykluczone, że bezpaństwowa równowaga zostałaby zachwiana przez stopniowo dominującą grupę zbirów, która doprowadziłaby do odrodzenia się struktur państwowych.
Jakie są więc przesłanki za anarchokapitalizmem i jakie argumenty mogą go wybronić? Podstawowym założeniem jest bezsporny fakt, że gospodarka funkcjonuje najefektywniej wtedy kiedy jest wolna i oddolnie zarządzana. Libertarianie tego pokroju uważają, że wolny rynek po prostu najuczciwiej stawia sprawę. W chwili obecnej trudno doszukiwać się poparcia tej tezy w przykładach historycznych, jedne będą bardziej przekonujące, a drugie mniej [4].
Z historycznego punktu widzenia można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że najlepszym systemem społeczno-gospodarczym jaki dotąd udało się wdrożyć, jest wolnorynkowy kapitalizm oparty na fiskalnym konserwatyzmie [5]. Dlaczego więc nie iść dalej?
Społeczeństwa bezpaństwowe musiałyby wytworzyć niezbędne mechanizmy – te same, które dzisiaj w swych rękach dzierży, przynajmniej z pozoru, państwo. Mowa o powszechnie obowiązującym obiektywnym prawie, o ochronie własności prywatnej i aparacie przymusu, który gwarantuje utrzymanie struktur funkcjonowania społeczeństwa w należytej kondycji. Niezbędne jest zatem użycie przemocy we właściwej sprawie. Rothbard o tym wiedział pisząc, że „państwo rości sobie prawo do monopolu na stosowanie siły na danym obszarze terytorialnym” [6], a wolne społeczności będą musiały wykształcić podobne substytuty. O ile jednak aparat przymusu w postaci zmonopolizowanego ucisku ze strony państwa może być krzywdzący, o tyle urynkowiony system ochronny mógłby być o wiele bardziej efektywny i mógłby trafiać do zróżnicowanych pod względem wyznawanych wartości grup społecznych. Argumentem za prywatyzacją ochrony jest według anarchokapitalistów pytanie, że skoro rząd broni nas przed agresją, to kto nas obroni przed obrońcami z rządu? Jest to zarzut, który podnieśli Tannehillowie w swojej głośnej książce „Rynek i wolność”. Dlaczego powszechnie panuje przekonanie, że do utrzymania porządku i prawa niezbędna jest jedna zinstytucjonalizowana, dominująca agencja ochrony (jaką jest państwo)? Dlaczego nie można postawić na konkurencję w tym zakresie? Odpowiedź sceptyków jest prozaiczna – ponieważ doszłoby do wojny pomiędzy tymi prywatnymi agencjami ochrony. W zasadzie jest to trudny do odparcia zarzut, ponieważ w istocie nie da się takiej możliwości wykluczyć, nie sposób jej też zweryfikować czy potwierdzić obserwacyjnie. Predrag Rajsic słusznie zauważa, że użycie przemocy na wolnym rynku jest kosztowne, argumentując że „tak jak każda inna działalność gospodarcza, zabieranie innym wymaga użycia ograniczonych zasobów. Mogą być one uzyskane poprzez odkrycie, produkcję, wymianę, darowiznę lub siłowe odebranie innym. Ci, którzy chcą zabierać innym, najpierw muszą zdobyć zasoby, których mogliby użyć w późniejszym procesie zabierania. To oznacza, że początkowe zasoby niezbędne do zabierania innym powinny być uzyskane dzięki metodzie innej niż zabieranie, tj. poprzez odkrycie, produkcję, wymianę lub darowiznę” [7].
Rajsic zauważa również, że istotnym elementem całej układanki jest „prawo przewagi komparatywnej lub prawo asocjacji [które] zmusza ludzi do specjalizacji w działaniach, podczas gdy większość produktów i usług uzyskują od innych wyspecjalizowanych jednostek. W ten sposób każdy może cieszyć się większą liczbą dóbr i usług niż w przypadku samowystarczalności. Dlatego też w bezpaństwowym społeczeństwie — jak w każdym innym — różni ludzie specjalizowaliby się w różnych czynnościach. Tylko część specjalizowałaby się w zabieraniu innym” [8]. Oczywiście wizja bezpaństwowego społeczeństwa musi zmierzyć się nie tylko z tymi problemami. Na początku niniejszego tekstu wskazałem, że istnieje nieodparta pokusa odrodzenia się zinstytucjonalizowanej państwowości oraz pojawienie się monopolu w pewnych gałęziach życia społecznego. Jeśli sieć tworzona przez konsumentów czy też klientów jakiegoś produktu zostanie zdominowana przez dużego gracza, tym trudniej będzie oczekiwać pojawienia się konkurencji. Konkurent będzie musiał zastosować szereg trudnych dla niego posunięć, aby np. zaoferować usługę/towar po niższej, atrakcyjniejszej cenie, gwarantując przy tym podobną lub też zbliżoną jakość. Proces ten Michael Shermer nazywa zafiksowaniem rynku na szlaku wyznaczanym przez tych, którzy znaleźli się na nim dużo wcześniej [9]. To jest oczywiście stan przejściowy, ponieważ wolny rynek nie pozwala na bezkarną nieefektywność. Innymi słowy monopolista, który próbuje nie dopuścić do wejścia na rynek innych pomniejszych graczy, musi ponieść koszty nie tylko prawnej eliminacji za pomocą uczciwej bądź nieuczciwej rozgrywki, ale przede wszystkim będzie musiał zaniżyć ceny, aby wykosić potencjalnych konkurentów. Jednak tuż po uporaniu się z konkurencją odrobić będzie musiał straty właśnie za pomocą podniesienia cen i to do tego stopnia, że konkurenci siłą rzeczy znów staną do walki, a proces rynkowy zacznie się na nowo. Jeżeli społeczeństwo pozbawione państwa miałoby utrzymać się w równowadze, niezbędne jest przetestowanie i przeanalizowanie tzw. równowagi Nasha [10].
Równowaga Nasha oznacza przypadek kiedy kilku graczy osiąga taki stan gospodarczych zależności, że nieopłacalna staje się zmiana strategii którejkolwiek ze stron. W skrócie – jeśli nikt nie może zyskać bądź stracić przy zmianie strategii, wówczas można mówić o równowadze. W odniesieniu do gospodarki równowaga Nasha oznacza, że w każdym sektorze jakakolwiek zmiana biznesowej polityki jest niepożądana. Tyle w kwestii gospodarki. Czy można to odnieść również do rządu i prawa? W rezultacie dyskusje nad koniecznością istnienia rządu wynikają – jak słusznie zauważył Rothbard – z kontekstu, że państwa istnieją od wielu wieków, a społeczeństwa nasiąknęły już do tego stopnia tą oczywistością, że nikt nie widzi zgoła odmiennych koncepcji od powszechnie przyjętych. Siłą państwa jest przyzwyczajenie [11]. Co bardziej potulni libertarianie z obawy przed posądzeniem o anarchizm zwrócili się w stronę minarchizmu, teoretyzowali na temat władzy ograniczonej i ulegli w rezultacie złudzeniu, że państwo jest konieczne do tego, aby tworzyć prawo. Jednak nędza tego nurtu została już dawno w sposób oczywisty ukazana. Jeśli anarchokapitalizm chce coś zaoferować w kwestii produkcji prawa, musi nie tylko przełamać państwowy monopol, ale też wykazać, że prywatne egzekwowanie prawa będzie w społeczeństwie działać. Nieżyjący już polski teoretyk anarchistyczny Rafał Górski na zobrazowanie efektywności takich rozwiązań wskazał przykład z Nowej Zelandii, doskonale zauważając przy tym, że „sednem rewolucji w sądownictwie Nowej Zelandii jest przeniesienie uprawnień władczych z państwa na Grupowe Konferencje Rodzinne – GKR” [12]. Udział w procesie biorą sprawca, rodzina, przyjaciele i postronni ludzie. Osoba pokrzywdzona może uczestniczyć wedle własnego uznania – jest to punkt zwrotny w egzekwowaniu sprawiedliwości, ponieważ w miarę jak rozrastało się państwo, tak sukcesywnie poszkodowany tracił w nim udział. Od schyłku epoki średniowiecza nastąpiła powolna i stopniowa degeneracja systemu sprawiedliwości, odpowiedzialność przestępców zaczęła być odpowiedzialnością wobec całego społeczeństwa, a nie wobec samej tylko ofiary. Państwo pozostawiło ofierze jedynie satysfakcję z wysłuchania werdyktu i wyroku, który ogłaszają państwowi sędziowie. Górski uważa, że rewolucja sądownictwa w Nowej Zelandii osiągnęła sukces, bowiem wprowadzono sprawiedliwość naprawczą. Zaowocowało to osiąganiem porozumień w dziewięciu na dziesięć przypadków. Dodatkową przesłanką za tego rodzaju zmianą są koszty ponoszone przy organizacji całego procesu. Tego rodzaju sądownictwo zdaniem Górskiego niewiele kosztuje. Istotnym wnioskiem jest też to, że sprawiedliwość naprawcza poddaje weryfikacji dylemat czy sprawcę i przestępców należy zamykać, czy też mają oni przez określony czas robić coś na rzecz ofiary. Interes pokrzywdzonego będzie motywowany pluralizmem prawnym. Takie mechanizmy rozwiązywania konfliktów mogą zdaniem anarchistów spowodować pojawienie się określonego typu społeczeństwa, do którego dążą wszyscy przeciwnicy państwowego monopolu. Bo jak konkluduje Górski – „był czas kiedy państwo nie miało monopolu na stanowienie prawa a ludzie nie byli jakoś z tego powodu nieszczęśliwi” [13].
Specjalizacja ludzi w systemie bezpaństwowym byłaby burzliwa i z pewnością nie obyłoby się bez incydentalnych przypadków jawnego naruszenia własności prywatnej oraz wolności osobistej. Niemniej jednak proces ten, nawet jeśli zostałby gwałtownie puszczony w ruch, to mógłby się ustabilizować. Ale czy mamy taką pewność? Robert Nozick pisał dość pesymistycznie, że „natura świadczonych usług sprawia iż różne agencje zamiast konkurować o klienta wchodzą w konflikt z użyciem siły” [14]. Wnioskiem Nozicka jest, że ze stanu anarchii pojawiłaby się lub wyłoniła jakaś dominująca agencja ochrony, która w rezultacie musiałaby doprowadzić do odrodzenia się struktur jeśli nie państwowych, to przynajmniej quasi-państwowych. Taki rezultat wchodzi w grę, jednak nie ulegając zbytnio złudzeniu warto zaznaczyć, że nie sposób przewidzieć konsekwencji rozwiązań rynkowych, a wyrokowanie w tej kwestii jest w zasadzie nieuprawnione. Rothbard w swojej krytyce Nozicka stanowczo zaznaczał, że taki wniosek jest „przykładem bezpodstawnej apriorycznej próby wyrokowania o tym, co uczyniłby wolny rynek” [15].
Nie ma żadnych przesłanek za tym, że prawo i jego egzekwowanie nie rozwijałoby się w społeczeństwie anarchistycznym ani też system rynkowy nie wytworzyłby instytucji prawnych. Zachwianie równowagi bezpaństwowej musiałoby więc być bardzo bolesne, ponieważ dominujący podmiot np. wspomniana przez Nozicka agencja, musiałaby rozbroić pozostałe i doprowadzić do monopolu. A jak tego mogłaby dokonać, jeśli nie za pomocą nieuprawnionej już w tym momencie przemocy. Tego rodzaju proces Nozick uznał za przejście agencji dominującej do państwa ultraminimalnego. I wreszcie rothbardiański ostateczny cios w koncepcję Nozicka: nie ma żadnych podstaw do tego, aby sądzić, iż państwo minimalne naprawi straty i szkody każdemu człowiekowi. Bo jak zauważał Rothbard – ludzkie skale wartości nie są identyczne. Musiałoby więc na nowo dochodzić do łamania praw jednostek, a tego zaakceptować nie można.

Jak może utrzymać się równowaga bezpaństwowa i w jaki sposób mogłaby ona zapobiegać przestępcom? Wschodząca gwiazda anarchizmu rynkowego Stefan Molyneux odpowiada na to pytanie z wrodzoną sobie przewrotnością – „Anarchistów rynkowych pyta się na przykład często, jak społeczeństwo bezpaństwowe mogłoby poradzić sobie z brutalnymi przestępcami. Mamy na to, oczywiście, szereg znakomitych odpowiedzi, ale prawdopodobnie najbardziej podstawowa brzmi: większość złych czynów na tym świecie popełniają nie »prywatni« przestępcy, ale rządy. Albo, ujmując to inaczej: największe zagrożenie dla ludzkiego życia to nie »prywatny« występek, ale publiczna cnota” [16].
Ta oczywistość jest często pomijana w debatach nad państwowym postrzeganiem sprawiedliwości. Przejście od stanu państwowości do leseferyzmu i obserwowanie kompletnej erozji państwa będzie być może miało chwilowe przykre konsekwencje, bo wiązać się będzie z mnóstwem zmian, do jakich ludzie musieliby przywyknąć. Chaos, jaki zapanowałby na starcie, z pewnością nie wzbudza optymizmu, niemniej proces ten byłby – jak sugerują teoretycy leseferystycznej wolności – krótkotrwały. Sytuacja osiągnęłaby equilibrium w momencie totalnego uwolnienia z państwowych okowów gospodarki i relacji społecznych. Z całą pewnością ład bezpaństwowy czy też uporządkowana anarchia, jaka by się wówczas wyłoniła, byłaby niezwykle delikatna. Jej stabilność mogłaby być notorycznie poddawana próbie. Profesor geografii Jared Diamond zauważa, że losy ludzkich społeczeństw nieodzownie były związane z historią pojawiania się i upadania różnego rodzaju państw [17].
Od hord poprzez plemiona i wodzostwa, aż do zinstytucjonalizowanych struktur państwowych. Nie jest wykluczone, że ludzkość zmierza do epoki, w której insygnia władzy spoczywać będą na rękach jednego tylko rządu o globalnym zasięgu i że proces do którego dążą radykalni libertarianie jest nierealny, ponieważ nie sprzyja mu duch czasu. Signum temporis wskazuje na proces centralizacji władzy i jej konsolidacji przez organizacje ponadnarodowe.
Ten sam problem dostrzega politolog Tomasz Teluk, który sugeruje, że „filozofia libertarianizmu znajduje się w fazie stagnacji” [18].
Jeżeli ruch wolnościowy jest rzeczywiście w defensywie, to jakie może mieć szanse? Być może słabości ruchu należy upatrywać w braku synkretycznej spójności ideologicznej.
Przede wszystkim każdy libertarianin jest miłośnikiem sprawiedliwości, która wyraża się w zasadzie nieagresji, a społeczeństwo oparte jest na dobrowolnych decyzjach wolnych ludzi. Jako przedstawiciele najbardziej radykalnej wizji wolności musimy za wszelką cenę bronić koncepcji, że rynek jest dostatecznym gwarantem stabilności, efektywności i sprawiedliwości, a struktury państwowe nie są potrzebne do ich podtrzymywania i realizacji. Bo przecież do naszych wniosków zaprowadziło nas umiłowanie wolności i przy tej wolności będziemy trwać.

[1] Szerzej perypetie anarchoindywidualistów i utopistów spod znaku Fouriera omawia Stefan Sękowski w książce „W walce z Wujem Samem”.
[2] Red. L. Balcerowicz, Odkrywając wolność, [W:] Tom G. Palmer, Dwadzieścia mitów na temat rynków, s. 927.
[3] Zob. M. Shermer, Rynkowy umysł, wyd. CIS Warszawa 2009, s. 87.
[4] Tego rodzaju zabieg, odwoływania się do przypadków historycznych proponował David Friedman w swojej publikacji „Mechanizmy wolności”.
[5] Zob. M. Shermer, Rynkowy umysł, wyd CIS Warszawa 2009, s. 87.
[6] M. Rothbard, Etyka wolności, wyd. Fijorr Warszawa 2010, s. 302.
[7] P. Rajsic, Bezpaństwowa równowaga, [W:] mises.pl http://mises.pl/blog/2013/05/23/bezpanstwowarownowaga/ (dostęp 06.07.2014)
[8] Tamże.
[9] Zob. M. Shermer, Rynkowy umysł, wyd. CIS Warszawa 2009 s. 95
[10] John Nash, matematyk i logik, laureat Nagrody Nobla, szerszą sławę zapewniła mu ekranizacja jego życia „Piękny umysł”.
[11] Zob. M. Rothbard, Etyka wolności, Wyd Fijorr Warszawa 2010, s. 284.
[12] R. Górski, Bez państwa, wyd. Ha!art Kraków 2007 s. 184-187.
[13] Tamże, s. 188.
[14] R. Nozick, Anarchia, państwo, utopia, wyd. Aletheia.
[15] M. Rothbard, Etyka wolności, wyd. Fijorr Warszawa 2010, s. 359.
[16] S. Molyneux, Anarchizm rynkowy – Czy wyście powariowali czy po prostu ześwirowali? [W:] liberalis.pl
http://liberalis.pl/2008/04/09/stefan-molyneux-„anarchizm-rynkowy-–-czy-wyscie-powariowali-czy-po-prostuzeswirowali”/ (dostęp 06.07.2014).
[17] Zob. J. Diamond, Strzelby, zarazki, maszyny, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.
[18] T. Teluk, Libertarianizm Krytyka, wyd. Instytut Globalizacji Gliwice 2009, s. 210.

Autor: Karol Gajewy
Korekta: Damian Karaszewski, Paulina Woźniczka

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress