A A + -

Antykorwinowska histeria

22 maja 2014 Publicystyka

Najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z ciebie. Później z tobą walczą. Później wygrywasz – tak mówi słynna mądrość M. Gandhiego. Zgodnie z tym rozumowaniem, Janusz Korwin-Mikke przez ostatnie 20 lat znajdował się w pierwszym bądź drugim etapie owego procesu. Jednak to co widzimy przez ostatni tydzień zdecydowanie można nazwać walką – i to walką na wszystkich frontach. Korwin jest atakowany zarówno przez media, jak i wszystkie rządzące partie polityczne. Czy to oznacza, że już niedługo możemy spodziewać się… LINK? Cóż, patrząc na sondaże, kto wie?

janusz korwin mikke facebook zdje-400x0W tekście linki do materiałów źródłowych zaznaczone kolorem żółtym.

A całkiem poważnie – nie należę do korwinistów czy zwolenników pana Korwina – ale też nie jestem jego przeciwnikiem. Wobec większości korwinowskich, najbardziej kontrowersyjnych poglądów, zachowują zdrowy dystans – nie uważam, aby dobrą metodą było promowanie wolnego rynku w taki sposób, ale nie widzę też powodu, żeby wpadać w oburzenie za każdym razem, gdy Korwin powie coś politycznie niepoprawnego, czy to o kobietach, czy o Hitlerze, czy demokracji, czy wysadzaniu w powietrze Parlamentu Europejskiego, czy czymś tam jeszcze – jest mi to obojętne, jego sprawa, dziwactwo, od którego można się odcinać. Przywyczaiłem się jednak, że jeśli już mamy usłyszeć o Korwinie w telewizji, to będzie to z pewnością dotyczyło któregoś z powyższych tematów i zwykle jest to paplanina o niczym, w której pan Janusz jest ośmieszany (albo sam się ośmiesza, wszystko jedno). Podobnie jest i na kilka dni przed wyborami – trudno, żeby było inaczej, skoro wszystko wskazuje na to, że Nowa Prawica odniesie sukces, odbierając tym samym wygodne stołki starym wyjadaczom. Jednak intenstywność i medialny poziom tych ataków, nawet dla mnie, wydaje się niespodziewanie żenujący.

Ale najpierw, jak to się stało, że człowiek, który był ignorowany przez tyle lat, nagle jest na ustach wszystkich? Cóż, jednym z powodów są wspomniane sondaże i chęć obrzydzenia KNP wyborcom – wystaczy przypomnieć niesamowicie stronniczy materiał z TVN, którego zadaniem było wyciągnięcie wszystkich możliwych brudów bez powiedzenia choćby słowa o samej istocie programu KNP:

I różne inne,  lepsze lub gorsze, wliczając w to nawet próby wybicia się na nazwisku Korwina, jak w przypadku kieleckiej kandydatki Twojego Ruchu:

O cokolwiek jej chodziło, film ma całkiem sporo wyświetleń.

Jednak apogeum tych ataków zostało osiągnięte po występnie Korwina u Moniki Olejnik w programie „Kropka nad i”. Sam pamiętam, że niedługo po programie zostałem przywitany na jakimś internetowym forum krzykliwym nagłówkiem: „Korwin o gwałtach: Kobiety udają, że stawiają opór i to normalne” – niechętnie włączyłem program i obejrzałem pierwsze pięć minut – zgodnie z przewidywaniami, tytuł był lekko przesadzony, a Korwin nie powiedział niczego, co by mnie mogło zszokować, lub czego bym wcześniej nie słyszał (teraz się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z innymi) – kolejny wyskok starego polityka, nad którym nie warto się zbyt długo zastanawiać.

Wypowiedź ta jednak stała się przyczynkiem zapalnym całej burzy i serii ataków na Korwina ze wszystkich stron. Przez ostatnie kilka dni nazwisko Korwina padało w mainstreamowych mediach chyba częściej, niż przez ostatnie kilka lat. I tak, co następuje:

- Barbara Nowacka z Twojego Ruchu stwierdziła, że zwycięstwo Korwina będzie klęską polskiego systemu edukacji. I w ogóle kryzysem demokracji.

- Janusz Palikot stwierdził, że dałby Korwinowi w ryj (na tej debacie?).

palikotkorwin

- I solidarnie z nim, Jacek Kurski dałby Korwinowi w mordę.

- Głos zabrał nawet sam premier Donald Tusk, twierdząc, że wypowiedzi Korwina na temat kobiet to przestępstwo.

- Marek Migalski z partii Polska Razem pozwał Korwina do prokuratury za… negowanie zbrodni nazistowkich. Co ma piernik do wiatraka? Pan Migalski dopiero teraz przypomniał sobie jakąś wypowiedź Korwina sprzed kilka miesięcy, w której twierdzi on, że „nie ma dowodów, że Hitler wiedział o Hokokauście” (media często przekręcają to na „Hitler nie wiedział o Holokauście”, co wbrew pozorom jest sporą różnicą). Jakkolwiek sama teza Korwina jest dosyć dziwna, to zgłaszanie tego do prokuratury jest jakąś kpiną, a fakt, że Migalski robi to tuż przed wyborami, co ma na celu nic innego, tylko nagłośnienie tej wypowiedzi, jest posunięciem poniżej pasa – używanie polskich sądów do tego, aby załatwiać swoje gierki polityczne i zabierać poparcie rywalowi.

- No i wreszcie wisienka na torcie – kobiety-kandydatki ze WSZYSTKICH rządzących partii, pod przewodnictwem Huebner i Nowickiej,  zjednoczyły się, aby zaprotestować przeciwko Korwinowi. Apelują do wszystkich wyborców w Polsce, aby nie głosować na Korwina – dziwny apel, bo wydaje mi się oczywiste, że kandydat każdej partii nie chce, aby głosowano na partię przeciwną. Ale mniejsza o to – fakt, że Janusz Korwin-Mikke zjednoczył przeciwko sobie wszystkie partie rządzące, PiS, PO, SLD i Twój Ruch, jest czymś do tej pory niespotykanym. Powiedziałbym nawet, że jest to godny podziwu wyczyn, gdyby nie fakt, że było to tak banalnie proste. Do tego kobiety zapowiedziały proces przeciwko Januszowi Korwin-Mikkemu w trybie wyborczym za „obraźliwe wypowiedzi w stosunku do kobiet” (przerażają mnie cenzorskie zapędy polskich polityków). Huebner stwierdziła, że należy stworzyć coś w rodzaju „kordonu sanitarnego”, aby tego typu poglądy nie wychodziły z Polski.

Palikot_Janusz_(Palikot_Janusz)_on_Twitter_-_2014-05-22_12.27.22

Zaapelowała o stworzenie „czegoś na kształt banicji medialnej” dla tego typu polityków jak Korwin-Mikke. – Trzeba stworzyć „kordon sanitarny”, by tego typu przesłania z Polski nie wychodziły – argumentowała Huebner.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-wybory-do-pe-2014/aktualnosci/news-apel-do-wyborcow-o-wreczenie-czerwonej-kartki-korwin-mikkemu,nId,1429661?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

- Nawet Fronda się przyłączyła do antykorwinowskiej krucjaty :)

Co prawda nie oglądam telewizji, ale z tego co czytam, o Korwinie można usłyszeć niemal w każdej stacji – i główne omawiane tematy to jego stosunek do kobiet, Hitlera i ewentualnie rządu Ukrainy. Przykładów ataków można znaleźć wiele więcej – tylko czy to nie jest lekka przesada? Siła złego na jednego. Nie chcę tutaj jakoś gloryfikować Korwina, ale poniekąd oni już to robią – przypomina mi się pewne porzekadło: Miarą twojej wielkości jest wielkość twoich wrogów. A jak podsumowała Superstacja, wrogami Korwina są niemal wszyscy:

A tu świeże (22 maja) odpowiedzi Janusza Korwin-Mikkego na większość zarzutów:

Ale o co dokładnie poszło? Właściwie o typowo korwinowską bzdurę. Korwin u Olejnik powiedział dokładnie, w rozmowie z Pawłem Kowalem (Polska Razem):

Janusz Korwin-Mikke: Gdyby Pan się znał trochę na kobietach, to Pan by wiedział, że zawsze się troszeczkę gwałci.

Monika Olejnik: Czy Pan uważa, że kobiety chcą być gwałcone? Dobrze zrozumiałam?

JKM: Co to znaczy gwałcone? Kobiety zawsze udają, że pewien opór stawiają i to jest normalne.

MO: A co to jest według Pana gwałt?

JKM: Powiedziałem wyraźnie, pokonywanie pewnego [mruknięcie lub słowo dla mnie niezrozumiałe…]. Trzeba wiedzieć, kiedy można, a kiedy nie można. I nie będziemy rozmawiali o takich subtelnościach w programie politycznym, na litość boską.

Ok, może i brzmi dziwnie. Ale czy można z tego, tak uczciwie, wywnioskować, że Korwin twierdził, jakoby „Kobiety lubiły być gwałcone” (słowa m.in. Moniki Olejnik z rozmowy z Wiplerem)? Albo czy jest to usprawiedliwienie dla prawdziwego gwałtu (rozumianego poważnie, a nie tak jak Szwecji, gdzie za gwałt się ściga przez pękniętą prezerwatywę)? Nie wydaje mi się, aby przy rzetelnych intencjach można było tak odczytać tę wypowiedź. Raczej jest to stwierdzenie faktu, że kobiety lubią być niedostępne i lubią, kiedy mężczyźni przełamują tę niedostępność – tylko powiedziane korwinowym językiem. Nie jest to raczej powód do tak wielkiej paniki i oburzenia, jakie wykazały np. Fakty (LINK  – i tu dano się wypowiedzieć przedstawicielom różnych frankcji, żeby potępili JKM, po czym to samo zrobili dziennikarze, pokazując Nową Prawicą po prostu jako zagrożenie, z którym trzeba walczyć). Ale mniejsza o to, ile w tym sensu. Najgorze jest to, że media poświęciły całe godziny czasu antenowego i szereg publikacji na komentowanie tego jednego głupiego zdania (i może jeszcze kilku innych, równie głupich), a politycy zrobili sobie z tego oręż wyborczy, odwracając uwagę Korwinem od swoich własnych niekompetencji. Jakby o głosowaniu nie miały decydować poglądy na gospodarkę czy przyszłość Europy, ale życie seksualne. A ile ciekawych informacji możnaby przekazać zamiast tego. Czemu np. nie zaprosić jakiś niszowych kandydatów, którzy mają coś mądrego i nowego do powiedzenia, jak Jacek Sierpiński, Adam Kotucha, czy Tomasz Słowiński, i z nimi na spokojnie porozmawiać o rzeczach, które są naprawdę ważne dla ludzi? Czy to by nie wniosło więcej do debaty?

Oczywiście faktem jest, że zostało to wypowiedziane w  sposób, który opinia publiczna może rozumieć różnie, zwłaszcza jeśli zdanie wyrwie się z kontekstu. Tak samo niezrozumiałe może być wcześniejsze, jak dla mnie nawet zabawne powiedzenie Korwina: Dla gentelmena większą hańbą jest pić wino z gwinta, niż zgwałcić kelnerkę. Faktem jest też, że poważny polityk nie powinien mówić tego typu rzeczy – ludzie nie czytają ze zrozumieniem, są przewrażliwieni na tym punkcie, oburzają się o byle bzdurę i w żaden sposób nie wzbogaca to debaty publicznej – jest to psucie sobie wizerunku. Korwin za takie coś powinien dostać solidną burę – przede wszystkim od swoich specjalistów od pijaru (jeśli tacy istnieją) i od swoich zwolenników – ludzi mających na uwadze dobro wolnorynkowych poglądów. Ale czy trzeba przez to stawiać całą Polskę na nogi? Dlaczego ten temat jest w ogóle elementem kampanii wyborczej? Czy to poseł Wipler, czy kandydaci Nowej Prawicy, za każdym razem są pytani nie o swoje poglądy, nie o swój program, ale przede wszystkich o głupie wypowiedzi prezesa. Dobrym przykładem jest kwestia inteligencji kobiet – Korwin kiedyś stwierdził, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn i każdy kanapowiec musi teraz tłumaczyć, czy to prawda, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn – jednak jakie to, do diabła, ma znaczenie w kampanii wyborczej? Dlaczego politycy w ogóle zajmują się tą kwestią? Korwin może i miał rację, może nie, ale średnia inteligencja kobiet i mężczyzn nie ma kompletnie żadnego znaczenia w działalności europarlamentarzystów. Podobnie jak to, czy Hitler wiedział o Holokauście. Te tematy mogą być ciekawe dla psychologów lub historyków, ale nie tym mają się zajmować ludzie rządzący państwem. Debata wyborcza, w moim odczuciu, powinna służyć temu, aby w rzetelny sposób zaznajomić widza z programami wszystkich kandydatów, aby wyborca mógł podjąć jak najlepszy wybór, w zgodzie ze swoimi poglądami. Taka debata może wyglądać w ten sposób:

- Co Pan myśli o pomyśle odebrania kobietom praw wyborczych? (kto w ogóle poważnie bierze pod uwagę taką możliwość?).

- Jestem za.

- Dlaczego?

- Bo to, to i siamto.

- Ok, przechodzimy dalej.

I tyle wystaczy – widz sam zdecyduje, ile w tym sensu. Oczywiście należy dać się wypowiedzieć w temacie wszystkim kandydatom, którzy maja coś do powiedzenia i potrafią skontrować argumenty rywala. Ale rozmawiamy też o innych (poważniejszych) rzeczach, a nie w koło macieju męczyć to samo.

Podobała mi się pod tym względem debata z udziałem Jacka Sierpińskiego (i Korwina). Merytorycznie, konkretnie i na temat:

Za to programy typu Olejnik, gdzie musimy oglądać, jak duzi chłopcy, tak z prawicy jak i z lewicy, przekrzykują się w bezmyślnych pyskówkach, to jest zwykły polityczny rynsztok, który kompletnie nic nie wnosi do wiedzy odbiorców. Niemerytoryczne, często ad personam, ataki polityków na swoich rywali, uniemożliwiają skoncentrowanie się na naprawdę poważnych problemach. Wolą dyskutować o jakiś głupich wypowiedziach Korwina, wzbudzając negatywnie emocje u wyborców i  zwiększając i tak już wysoki poziom jadu i nienawiści wśród Polaków.

z12433649Q,Janusz-Korwin-MikkeZastanawiam się tylko, czy ten frontalny i zmasowany atak na KNP nie będzie przyczyną wielkiego sukcesu tej partii. Pomyślcie w ten sposób – o partii, która do tej pory była olewana, nagle usłyszała cała Polsca – co prawda w negatywnym świetle, ale usłyszała. A teraz wystarczy, że chociaż część wyborców, którzy może nawet nie mieli zamiaru iść do urn, pomyśli w następujących sposób: „Dobra, nie lubię wszystkich polityków. Telewizji też nie lubię, bo kłamią. Nie wiem, kto to ten Korwin, ale skoro wszystkich tak bardzo wkurwia, to z czystej złośliwości na niego zasłosuję. Niech sobie wejdzie do tego Parlamentu i niech się tam żrą, bo jedni drugich warci”. A ktoś inny może w nim zobaczyć męczennika i pomyśleć: „Kurcze, skoro wszyscy go tak nienawidzą, to może facet rzeczywiście ma coś ciekawego do powiedzenia?”. Korwinowi można wiele zarzucić, ale z pewnością nie jest to brak konsekwencji i wytrwałości. Kto wie, może teraz okaże się to kluczem do sukcesu? Po tylu latach niepowodzeń, najwyższy czas.

Autor: Wojciech Mazurkiewicz

libertarianin.org

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress