A A + -

Amisze – religia zamiast państwa

24 maja 2014 Artykuły, Libertarianizm

„Amisze są obecni w świecie, ale nie uczestniczą w nim. Jedną nogą stoją we współczesnej Ameryce, a drugą w swojej własnej kulturze”. Ten opis autorstwa Erika Wesnera – amerykańskiego pasjonata kultury amiszów polskiego pochodzenia [1] – trafnie opisuje odłam anabaptystów często niezrozumiałych przez otoczenie, na temat których powstało wiele mitów i którzy wzbudzają szerokie zainteresowanie na całym świecie. Choć oni sami życzyliby sobie, aby o nich zapomniano i zostawiono w spokoju.

800px-Amish_-_On_the_way_to_school_by_Gadjoboy

Dzieci amiszów w drodze do szkoły.

Pobierz i czytaj tekst w formacie pdf.

Amisze są ludźmi pewnych paradoksów. Mimo skrajnego pacyfizmu wielokrotnie wchodzili w konflikty z władzą, a swoich religijnych zasad byli w stanie bronić z pasją, której może im pozazdrościć większość współczesnych kościołów chrześcijańskich. Z tych powodów wzbudzają skrajne emocje wśród osób postronnych – możemy spotkać się zarówno z fanatycznym uwielbieniem i niespełnionym, romantycznym marzeniem prowadzenia życia na ich sposób, jak i ze ślepą nienawiścią, sprowadzającą tych ludzi do religijnej ciemnoty, sekciarstwa i społecznych pasożytów. Obie postawy prawdopodobnie wynikają z braku zrozumienia. Zwykle kojarzymy amiszów z technofobią, choć rzadko zdajemy sobie sprawę, jaka jest jej przyczyna. Faktem jest za to, że ich sposób życia znacząco różni się od stylu większości współczesnych ludzi – udało im się w pewien sposób przemycić do dzisiejszych czasów wiek XVI, w którym to zaczęła się ich historia. Cytując pewnego amisza-mennonitę, Bene Lappa: „Rzecz nie w tym, jak amisze są inni, ale jak reszta ludzi się zmieniła. 100 lat temu wszystko to byłoby normą (…) Życie rodzinne było czymś normalnym. To nie amisze są inni, tylko świat się zmienił i amisze zaczęli wyglądać niezwykle” [2].

Społeczność amiszy rzeczywiście jest niezwykła i to nie tylko jako ciekawostka dla religioznawców. Postaram się wykazać, że społeczność ta jest na swój sposób libertariańska, choć sami zainteresowani zapewne by się z tym nie zgodzili. Warto jednak przyjrzeć się tym ludziom i zanalizować ich sposób organizacji społeczno-prawnej, w której nie ma miejsca na praktycznie żadną ingerencję państwa, ani nie istnieje scentralizowana władza, a o prawo i porządek dba oddolnie sama wspólnota i utrzymująca ją razem religia.

Kim są amisze?

Amerykanie są chyba najbardziej religijnym narodem na świecie. W tym „kraju wolnych ludzi” mamy prawdziwy tygiel różnych wyznań i religii, od fundamentalnego chrześcijaństwa, po szalone sekciarstwo w stylu scjentologii. Ameryka jest też jedynym krajem wysoko rozwiniętym, w którym liczba ludzi będących wyznawcami jakiejś religii cały czas rośnie, a nie maleje. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale zapewne przyczyna leży w historii tego państwa, które przez wiele lat stanowiło przystań dla ludzi szukających wolności, również religijnej. Nic dziwnego, że w tych warunkach swego rodzaju religijnego wolnego rynku możemy spotkać się z kultami, które dla nas, żyjących w kraju zdominowanym przez jedną religię katolicką, mogą wydać się egzotyczne. Takim wyznaniem na pewno są amisze.

Ale kim oni są tak naprawdę? Przede wszystkim, parafrazując Hoppego, możemy mówić o Ameryce tysiąca amiszowych kongregacji [3][4]. Mówiąc o amiszach należy wyszczególnić, który konkretny odłam mamy na myśli, a następnie którą konkretnie wspólnotę, gdyż społeczność ta jest niesamowicie zdecentralizowana. Historia amiszów w Ameryce sięga XVIII wieku, kiedy pierwsze grupy imigrantów osiedliły się w Pennsylwanii, uciekając z Europy przed prześladowaniami. Założycielem sekty amiszów był Jakub Amman, który w 1693 roku doprowadził do secesji swoich zwolenników ze wspólnoty szwajcarskich mennonitów żyjących na emigracji w Alzacji [5]. W Europie amisze są dziś praktycznie niespotykani, za to w USA i w Kanadzie ich liczba wynosi ponad ćwierć miliona [6][7][8]. Niektórzy żyją też w Meksyku. Samo słowo amisz może odnosić się do kilku różnych grup wyznaniowych , ale skupmy się na najstarszej i najliczniejszej (i chyba najbardziej reprezentatywnej) grupie tzw. Amiszów Starego Zakonu (Old Order Amish). Oprócz nich możemy mówić jeszcze o czterech innych głównych grupach (New Order Amish, Andy Weaver Amish, Beachy Amish, Swartzentruber Amish [9]) oraz kilku pomniejszych. Wśród Amiszów Starego Zakonu możemy wyróżnić wiele niezależnych wspólnot, które różnią się od siebie podejściem do poszczególnych reguł, poziomem radykalizmu, czy mniejszym lub większym liberalizmem. Najważniejsze zasady pozostają jednak dla wszystkich tych grup takie same.

Życie amisza skupione jest wokół jego wspólnoty, inaczej kongregacji, albo okręgu kościelnego. Amisze celowo dążą do podziałów i niewielkich rozmiarów takich okręgów, tak aby były one prawdziwymi wspólnotami w których każdy zna każdego i nie tworzyły się z nich zbiurokratyzowane parafie. Przeciętny okręg składa się z 25-35 rodzin, czasem dochodzi do 60. Kiedy kongregacja za bardzo się rozrośnie, dzieli się na dwie mniejsze. Obecnie w Ameryce istnieje 1700 takich okręgów skupionych w 400 osadach. Każdy z nich jest niezależny – nie istnieje żadne ciało państwowe ani papież, który by nimi zarządzał. Nie ma żadnego niepodważalnego autorytetu, dlatego kongregacje mogą znacząco się od siebie różnić.

Na czele każdej takiej kongregacji stoi biskup, dwóch albo trzech duchownych i diakon. Wybierani są oni na drodze nominowania przez współwyznawców, a następnie losowania (nominować mogą w równym stopniu kobiety i mężczyźni, ale nominowani mogą być tylko mężczyźni). Posługa duszpasterska jest dożywotnia, ale nominowany może jej odmówić. Kapłani nie pobierają za nią wynagrodzenia, więc jest to dodatkowy obowiązek, który często muszą pogodzić z pracą zarobkową.

Ostateczne zdanie zawsze należy do biskupa – to on, dla przykładu decyduje, czy amisze w danej kongregacji mogą używać takiej, a nie innej technologii, albo czy mogą ubierać się w taki, a nie inny sposób, bądź zachowywać tak, a nie inaczej. Nie oznacza to jednak władzy autorytatywnej – biskup wytycza jedynie ogólny kurs, którym ma podążać kongregacja. W obliczu każdego problemu bądź sporu poddaje go pod dyskusję wszystkich członków i wspólnie ustalają oni najlepsze rozwiązanie, które duszpasterz tylko zatwierdza, poświadczając swoim duchownym autorytetem. Problem jest w sytuacji, kiedy biskup ma inne zdanie niż większość członków – może wtedy dochodzić do długotrwałych napięć, a w przypadku braku kompromisu – nawet do podziału.

Na tej podstawie ustala się tzw. Ordnung, czyli niepisany kodeks, specyficzny dla każdej kongregacji. Jest to dla amiszów najważniejsze prawo, które recenzuje się na Spotkaniach Rady dwa razy do roku i wtedy też może być zmieniane. Ordnung wyznacza jasno zdefiniowane granice i odpowiada, jak sama nazwa wskazuje [10], za zachowanie porządku – właściwie amiszom nie są potrzebne żadne inne przepisy. Również prawo państwowe nie ma nich większego znaczenia, choć zwykle go przestrzegają.

W przypadku, gdy jakiś amisz nie stosuje się do Ordnungu, dochodzi do Maidung, czyli wykluczenia. Osoba wykluczona jest przez wszystkich odstawiana na bok – objawia się to poprzez niedopuszczanie jej do wspólnych posiłków, nieprowadzenie z nią interesów, niedopuszczanie jej do spraw ważnych dla kongregacji, etc. Biskup musi wtedy zdecydować, czy wydalić ją ze wspólnoty poprzez nałożeni Bann, czyli ekskomuniki. Zwykle dzieje się tak dopiero po kilkukrotnych ostrzeżeniach. Przyczyny mogą być różne – używanie niedozwolonych technologii, zdrada małżeńska, narkotyki, głoszenie herezji, czy cokolwiek innego, co zostało zawarte w Orndung. Bann nie jest jednak docelowo karą dla odstępcy, ale ma mu pomóc zrozumieć, że robi źle. Jeśli ekskomunikowany przyzna się do błędu i poprosi o wybaczenie, zostanie przyjęty z powrotem.

Amisze z reguły nie budują świątyń, ani żadnych innych budynków spotkań. Spotykają się, dyskutują i odprawiają nabożeństwa u siebie w domach, a czasem nawet w warsztatach, piwnicach, szkołach, czy gdziekolwiek indziej, gdzie jest na to miejsce. Jedna rodzina zapewnia w swoim domu „kościół” dla lokalnej wspólnoty przez około rok. Wiąże się to z zapisem w Nowym Testamencie, konkretnie Dziejami Apostolskimi 17:24„Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką”.

O co chodzi z tą technologią?

Amisze są najbardziej rozpoznawalni przez swoją technofobię i zacofany styl życia [11]. Widzimy ich jak jeżdżą bryczkami, a domy oświetlają lampami naftowymi. Często nadkładają sobie pracy, choć mogliby zrobić coś prościej, gdyby zdecydowali się skorzystać z dobrodziejstw nowoczesności. Męczą się z tradycyjną orką, zamiast użyć traktora, albo wymyślają cudaczne wynalazki jak pralki na benzynę czy lodówki na gaz, żeby tylko nie korzystać z elektryczności. To co wolno używać, a czego nie, jest ściśle regulowane przez Ordnung. Kwestie technologii były (i są) zresztą najczęstszą przyczyną rozłamów – rozwinięty świat co chwila oferuje amiszom jakieś nowinki techniczne, a oni muszą rozważyć, czy je przyjąć, czy nie. Dlatego w zależności od tego, na jakich amiszów się trafi, można spotkać się z różnym sprzętem. Prawie wszyscy odrzucają jednak pojazdy mechaniczne i elektryczność.

Dla pobocznego obserwatora wydaje się to wyjątkowym dziwactwem, ale to dziwactwo ma swój głęboki sens. Nie jest prawdą, jakoby niechęć do technologii była jakimś zabobonnym wymysłem religijnym – każde zachowanie amiszów, nawet bardzo dziwne, ma swoje racjonalne uzasadnienie. Przede wszystkim nie jest tak, że amisze odrzucają technologię dla zasady – nie, bo nie – są w stanie przyjąć nowoczesne rozwiązania technologiczne, jeśli nie widzą w nich zagrożenia. Nie jest też tak, że boją się technologii samej w sobie – tam naprawdę ich zakazy dotyczą tylko posiadania czegoś, ale nie używania. Dla przykładu, amisz nie może posiadać swojego samochodu, ale może jeździć taksówką lub łapać okazję. W większości przypadków nie może posiadać telefonu domowego, ani tym bardziej komputera z dostępem do internetu, ale może używać tych rzeczy na stanowisku pracy. Poza tym nie działa tu rozumowanie typu – mówiąc językiem fanatyków religijnych – „nie wolno używać czegoś dlatego, bo jest dziełem szatana”. Taki zakaz elektryczności, dla przykładu, dotyczy tylko czerpania prądu z sieci publicznej, ale nie zakazuje używania baterii, akumulatorów lub niewielkich generatorów – większość amiszów korzysta z latarek albo świateł do swoich powozów (oczywiście są pod tym względem mniej i bardziej radykalne odłamy – np. Swartzentruber Amish są zwykle bardziej restrykcyjni od innych). Kwestia transportu jest zresztą często przyczyną konfliktów z policją, gdyż nie wszyscy amisze chcą dostosowywać swoje pojazdy konne do przepisów ruchu drogowego.

Amisze nie boją się więc technologii, ale tego, do czego może być ona użyta. Dla przykładu, nie mieliby problemu z prądem elektrycznym, gdyby nie łatwy i szybki dostęp do niego. Obecność gniazdek elektrycznych kusiłaby, żeby coś do nich podpiąć. Zezwolenie na nie oznaczałoby, że niedługo potem w domach amiszów pojawiłyby się np. telewizory, które nie są dla nich niczym innym, tylko narzędziem do pokazywania zepsutego, grzesznego świata. Czyli wraz z elektrycznością do domów amiszów wkroczyłaby przemoc, pornografia, kiczowata muzyka, głupkowate reality-show i inne złe rzeczy pokazywane na ekranie – wszystko to, czym pogardzają i przed czym chcą się uchronić.

Do tego niektóre technologie mogłyby zagrozić spójności rodziny. Amisze nie chcą doprowadzić do tego, aby ich dzieci były wychowywane przez smartfony, a mąż wróciwszy z pracy, zamiast poświęcać czas żonie siedział z piwem przed telewizorem. Większość amiszów nie zgadza się na obecność telefonów domowych, gdyż jest to ingerencja w prywatność rodziny – telefon może zadzwonić w każdej chwili, przerywając intymną rozmowę albo wspólny posiłek. Amisze dzwonią za to korzystając z zewnętrznych budek telefonicznych albo podczas załatwiania interesów w firmie. Ciekawostką jest, że powstały nawet specjalne systemy operacyjne dla amiszów, dostosowane tak, aby użytkownik mógł używać komputera tylko do pracy, nigdy do rozrywki.

Inaczej mówiąc, brak przepisów ograniczających technologię mógłby spowodować przejęcie przez amiszów konsumpcyjnego modelu życia reszty społeczeństwa – rozproszyli się w nim i ostatecznie przestali istnieć. Utraciliby swoją niezależność i wyjątkowość – to jest przedmiotem ich troski.

Wolny wybór, czyli jak zostać amiszem

Amisze przyjmują chrzest dopiero w wieku dorosłym, zwykle 18-22 lat, choć niektórzy zwlekają nawet do 30 – wtedy też stają się pełnoprawnymi członkami wspólnoty – otrzymują przywileje (głosowanie, udział w obradach), ale też obowiązki. W momencie chrztu amisza zaczyna obowiązywać Ordnung i nie ma już od tego odwrotu (oprócz – rzesz jasna – wydalenia ze wspólnoty). Sam chrzest musi być jednak w pełni świadomą, dojrzałą, dobrowolną i niezależną decyzją. Nikt, nawet rodzice, nie mogą na to wpływać. Każdy amisz może odmówić i rozpocząć życie na własny rachunek w odseparowaniu od reszty. Według różnych badań odsetek decydujących się odejść w momencie osiągnięcia wieku dorosłego, wynosi jakieś 10-20%. Po prostu idą w świat i żyją tak jak cała reszta społeczeństwa – niektórzy utrzymują więzi z rodziną, inni zrywają całkowicie wszelkie kontakty. Jednak ci, którzy przyjmują chrzest, zwykle pozostają wierni do końca życia.

Ktoś może powiedzieć – no dobrze, ale skoro oni wychowywali tego człowieka przez 20 lat w sekciarskich warunkach, w izolacji od społeczeństwa, bez technologii i dostępu do informacji, to zrobili mu po prostu pranie mózgu – jakaż może być wtedy jego decyzja, skoro nie poznał świata? Otóż nic bardziej mylnego. Nastoletni amisze przeżywają tzw. okres rumspringa [12][13] – czas w którym praktycznie nie obowiązują ich żadnej zasady i cieszą się swobodą, której może im pozazdrościć spora część rówieśników. Nieochrzczeni amisze nie muszą przestrzegać Ordnung, np. zakazu używania technologii – często robią prawo jazdy i jeżdżą własnymi samochodami, instalują w powozach radia i zestawy audio, słuchają agresywnej muzyki, etc. Rodzice są im nauczycielami i przewodnikami, ale nie stawiają jakichś szczególnych zakazów wierząc w odpowiedzialność swoich wychowanków. Rumspring to czas, kiedy amisze chodzą na dyskoteki, koncerty, podrywają dziewczyny, a czasem nawet uprawiają seks przedmałżeński – inaczej mówiąc, smakują życia. Niektórzy wręcz łamią prawo, pijąc alkohol, paląc tytoń (używki te nie są zabronione wśród amiszy, ale zalecają oni wstrzemięźliwość, za to młodym zdarza się po prostu upijać), a nawet zażywając narkotyki – znany jest przypadek młodocianego gangu amiszy, którzy zostali aresztowani za handel narkotykami [14]. Oczywiście w różnych przypadkach okres rumpspringa przebiega mniej lub bardziej burzliwie – wielu ogranicza się tylko do „grzeczniejszych” zabaw. Niemniej jednak, media mają w zwyczaju poświęcać każdego skandalowi z udziałem młodych amiszów szczególną uwagę, jako czemuś nietypowemu, choć niewiele się różnią w swych zachowaniach od przeciętnych nastolatków.

Czemu ma służyć taka swoboda? Właśnie temu, aby decyzja dorosłego amisza była w pełni świadoma. Musi on poznać jak wygląda „normalne” życie i czego się wyrzeka. Smakuje świata, aby wiedzieć, z czym ma do czynienia i rozumieć, na czym polega jego wiara. Jest też drugi, choć mniej oficjalny cel rumspringa – zwykle jest to okres poszukiwania przyszłego współmałżonka. Z pewnością luźny czas młodzieńczego życia jest bardziej sprzyjający dobieraniu się w pary niż sztywny świat dorosłych.

Rodzina jako podstawa społeczeństwa

Feministki i wyznawcy gender nie będą zadowoleni. Społeczność amiszów jest tradycyjnie patriarchalna. Mężczyźni pełnią role kapłańskie i do nich należy przewodzenie wspólnocie. Na mężczyźnie spoczywa cały ciężar zarabiania pieniędzy i utrzymania rodziny. On jest głową rodziny i do niego należą ostateczne decyzje – kobieta jest mu podległa. Znalezienie mężczyzny-amisza w kuchni jest praktycznie niemożliwe. Przykłada on za to dużą wagę do wychowania dzieci – rodzina jest dla niego najważniejsza, dlatego raczej rzadko zdarzają się sytuacje, że ojca długo nie ma w domu. Spędza on większość czasu ciężko pracując na roli (często z dorastającym synem), w warsztacie lub też prowadząc jakiś biznes. Kobiety zajmują się przygotowaniem posiłków (które zwykle są spożywane wspólnie przez całą rodzinę), wychowaniem i rodzeniem dzieci (rodziny amiszy są wielodzietne – przeciętna amiszka zachodzi w ciążę kilka lub kilkanaście razy w życiu – antykoncepcja, a tym bardziej aborcja są zabronione) oraz pracami domowymi. Mogą też podejmować mniej wymagające prace zarobkowe (najczęściej jako nauczycielki lub krawcowe).

To że kobiety są „podległe” swoim mężom nie znaczy bynajmniej, że są uważane za ich własność, istoty niższe, bądź pozbawione praw, jak ma to miejsce w świecie islamskim czy innych, mniej cywilizowanych społecznościach. Amisze za każdym razem podkreślają przyrodzoną i daną przez Boga równość kobiet i mężczyzn. Uważają jednak, że każdej płci została przypisana przez Stwórcę odmienna rola. Powiedziałbym raczej, że wcielają w życie zawołanie św. Pawła Apostoła: „Żony niechaj będą poddane mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony (…) Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół” (Ef 5, 22-15). W gruncie rzeczy, nie licząc najwyższych stanowisk religijnych, kobiety cieszą się takimi samymi swobodami, prawami i przywilejami jak mężczyźni, a w niektórych kwestiach ich głos ma nawet większe znaczenie. Mogą głosować w wyborach biskupów oraz wyrażać swoje zdanie w dyskusjach dotyczących ważnych kwestii. Wolne wybory kobiet, zwłaszcza te dotyczące chrztu oraz zamążpójścia, są szanowane w takim samym stopniu, jak wybory mężczyzn. Co prawda zdarzają się amiszki żyjące samotnie i utrzymujące się samodzielnie, jednak są to bardzo rzadkie przypadki. Podział na role jest dobrowolnie akceptowany przez obie płcie, gdyż tak zostali oni wychowani. Jak pisze Wesner: „Typowe kobiety należące do Starego Zakonu nie interesują się prawami kobiet, feminizmem, czy też modą. Utrzymanie czystego i dobrze wyglądającego domu, dobre wychowanie dzieci i gotowanie czystych potraw są dla nich wyznacznikiem sukcesu. Są cenione i poważane w społeczeństwie jako strażniczki ogniska domowego, a dla swoich mężów stanowią wsparcie zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Pewien przedsiębiorca amisz nazwał swoją żonę kręgosłupem swojego życia i pracy”.

Należy też zauważyć, że wśród amiszów praktycznie nie istnieje problem przemocy wobec kobiet, a jeśli zdarzy się taki przypadek, to jest on często rozwiązywany wewnątrz wspólnoty. Chociaż jakiekolwiek formy przemocy są wśród nich niezwykle rzadkie, co wynika m.in. z pacyfizmu i przestrzegania zasady nastawiania drugiego policzka, ale o tym później.

Amisze co prawda często mieszkają w sąsiedztwie nie-amiszów i utrzymują z nimi przyjazne kontakty, jednak małżeństwa mieszane są wykluczone. Obaj małżonkowie muszą być członkami kościoła. Często są ze sobą dość blisko spokrewnieni.

Jeśli chodzi o homoseksualizm, to jest on zdecydowanie nietolerowany. Jedyną dopuszczalną formą małżeństwa jest monogamiczny, nierozerwalny związek kobiety i mężczyzn (amisze nie uznają rozwodów – powtórnie wyjść za mąż/ożenić się można tylko po śmierci współmałżonka), a sam akt homoseksualny jest uważany za ciężki grzech. Niewykluczone, że sporą część młodych amiszów, którzy decydują się opuścić społeczność, stanowią właśnie homoseksualiści.

Zachowanie trwałej i tradycyjnej rodziny jest niezwykle ważne, gdyż rodzina stanowi pierwszą, a czasem jedyną formę zabezpieczenia socjalnego – amisze nie płacą ubezpieczeń społecznych, ani nie korzystają z żadnej pomocy państwa. Amisz, który znajdzie się w kłopotach, w pierwszej kolejności musi liczyć na innych członków rodziny, a potem na pozostałych współwyznawców swojej kongregacji. Pomoc tę jednak dostanie zawsze, gdyż pomagania sobie nawzajem, czy to finansowe, czy jakiekolwiek inne, jest świętym obowiązkiem wszystkich członków. Również osoby starsze i chore otrzymują odpowiednią opiekę, a odpowiedzialność za nie często bierze cała społeczność. Praktycznie niemożliwe jest, aby jakiś amisz musiał głodować, żyć na ulicy, czy umierać w samotności.

Przedsiębiorczość i wolny rynek

Choć tradycyjnie amisze zajmują się rolnictwem, to jednak w ostatnich czasach coraz więcej z nich przerzuciło się na inne gałęzie gospodarki, głównie w wyniku rosnących cen ziemi. Prowadzą warsztaty, zajmują się rzemieślnictwem, handlują końmi, robią meble, wykonują drobne usługi. Szczególnie popularne stało się prowadzenie małych przedsiębiorstw, co pozwala im na zachowanie niezależności – w posiadaniu amiszów jest ponad 9000 dobrze prosperujących firm. Według niektórych obserwatorów ekonomicznych, przedsiębiorstwa prowadzenie przez amiszów najrzadziej ze wszystkich ponoszą straty lub ogłaszają upadłość [15]. Z pewnością duże znaczenie ma ascetyczny tryb życia właścicieli, co ułatwia im oszczędzanie i odpowiednie lokowanie pieniędzy. Faktem jest, że kapitał posiadany przez niektórych amiszów może robić wrażenie. Wstrzemięźliwość nie jest jednak jedyną przyczyną sukcesu.

Choć amisze stawiają społeczność ponad jednostkę, nie żyją w komunach. Szanują własność prywatną i prywatne środki produkcji. Duch przedsiębiorczości i niezależność ekonomiczna jest ważnym elementem ich egzystencji, gdyż przywiązują duże, typowe dla protestantów znaczenie do pracy. Dobra i uczciwa praca stanowi wręcz sens ich życia. Większość amiszów kocha swoją pracę, gdyż wierzą oni, że w ten sposób wypełniają wolę Bożą. „Bóg ich zesłał na ziemię, aby pracować”, twierdzą. Jeśli jest taka potrzeba, amisze potrafią pracować przez wiele dni od rana do nocy i nie sprawia im to przykrości. Takie podejście jest im wpajane od najmłodszych lat.

Wielu z nich jest cenionych za swoją uczciwość oraz dbałość o jakość. Amisz nie odstawi fuszerki, ani nie będzie próbował oszukać klienta na gorszych materiałach. Mimo braku wykształcenia wielu z nich zdobywa na własną rękę wiedzę o mechanizmach rynkowych, a praktycznych umiejętności uczą się od swoich dziadków i ojców. Amisze mogą też zawsze liczyć na pomoc wspólnoty, nie mają więc problemów, aby otrzymać pożyczkę lub wsparcie w chwilach kryzysu. Jeśli któryś z nich myśli o rozpoczęciu własnego biznesu i potrzebuje np. wybudować garaż, to wszyscy amiszowi sąsiedzi chętni mu pomogą. Później mogą oczekiwać tego samego w zamian.

W ostatnich latach wielu amiszów zarabia dobre pieniądze na turystyce, choć co bardziej radykalni są temu przeciwni. Mimo to, turyści chętnie odwiedzają amiszów, a ci starają się to wykorzystać, pokazując im swoje domy, wożąc bryczkami i częstując własną kuchnią.

Niektórzy turyści, którzy spędzą wśród nich więcej czasu, zakochują się w amiszach do tego stopnia, że pragną do nich dołączyć (często przyczyną jest rzeczywiste zakochanie się w amiszu lub amiszce). Sami amisze, w przeciwieństwie do większości religii, nigdy do tego nikogo nie namawiają, jednak nie odmawiają takim prośbom i mogą ochrzcić każdego. Nie jest to jednak łatwe, gdyż większość ludzi wychowanych w „normalnej” kulturze nie jest w stanie przystosować się do amiszowego stylu życia. Niektórzy twierdzą, że amiszem trzeba się urodzić. Rzeczywiście, większość neofitów opuszcza wspólnotę po kilku latach. Jak twierdzi pewien amisz biskup: „Konie, powozy i lampy naftowe szybko zbrzydną bez solidnych podstaw wiary”.

Niezależność, pacyfizm i konflikty z państwem

Amisze stawiają religię ponad prawo państwowe. Wyznają tzw. teologię dwóch królestw: niebieskiego oraz ziemskiego. Oznacza to, że podążają przede wszystkim za edyktami królestwa niebieskiego (pochodzącymi od Boga), ale równocześnie, w wyrazie chrześcijańskiej pokory, respektują i szanują ziemskie rządy. Problem pojawia się wtedy, gdy te dwa królestwa staną ze sobą w wyraźnej sprzeczności. Jak tłumaczył pewien amisz: „nauczeni jesteśmy, by pilnować własnego nosa i być posłusznym wobec państwa, ale kiedy przyjdzie co do czego, a rząd wtrąca się do naszego sposobu życia, możemy być uparci niczym muł”. Oczywiście rząd amerykański, jak to mają w zwyczaju wszystkie rządy, wtrąca się bardzo często, jednak amisze z reguły potrafią wyjść na swoje. Najbardziej kontrowersyjne spory wywołały kwestie poboru wojskowego, wychowania dzieci oraz praw zwierząt.

Amisze są zdecydowanymi pacyfistami. Wszelkie spory rozwiązują w swojej wspólnocie i praktycznie nie korzystają z państwowych sądów ani policji. Jeśli amisz zostanie zaatakowany, okradziony lub oszukany, to wysoce prawdopodobne, że nigdzie tego nie zgłosi. W 2006 w całej Ameryce głośno było o tragedii w Lancaster – uzbrojony sprawca wtargnął do szkoły amiszów, wziął zakładników i zabił pięć uczennic, po czym sam odebrał sobie życie. Jednak większe zainteresowanie od samej strzelaniny spowodowało to, co wydarzyło się później – amisze, w tym rodziny zabitych, głośno deklarowani swoje wybaczenie dla zabójcy, modlili się za niego, a nawet odwiedzali jego żonę, oferując pocieszenie i wsparcie finansowe [16][17]. Robili to, gdyż było to w zgodzie z ich wiarą, cytując przy tym słowa Jezusa: „jeśli nie przebaczysz, sam nie otrzymasz przebaczenia” (Mt 6, 14-15).

Skoro zemsta lub wszelka akcja odwetowa jest dla amiszów czymś zupełnie obcym to trudno się dziwić, że zawsze odmawiali poboru wojskowego. Wojna jest dla nich symbolem grzesznego świata i czymś absolutnie sprzecznym z nauką Chrystusa. Każdy obowiązkowy pobór oznaczał dla amiszów konflikt z władzą. W czasie wojny secesyjnej opłacali najemników, aby walczyli za nich. Podczas I wojny światowej część z nich została wcielona do armii, jednak okazywali się fatalnymi żołnierzami, którzy często odmawiali na froncie walki i trafiali do obozów jenieckich. Podczas II wojny światowej, wojny koreańskiej oraz wojny w Wietnamie, amisze wykonywali różne prace zastępcze lub pomocowe dla armii (najczęściej w szpitalach). Niektórzy za odmowę służby trafiali do więzienia. Ich opór prowadził do licznych rozpraw sądowych, gdzie musieli bronić swoich pacyfistycznych poglądów. Ostatecznie jednak rząd amerykański decydował się szanować ich odrębność zarówno w tej, jak i kilku innych kwestiach.

To wszystko nie oznacza jednak, że amisze są przeciwnikami posiadania broni – bynajmniej! Większość z nich ma broń i potrafi się nią posługiwać. Zwykle używają jej do polowań, które są jednym z najpowszechniejszych hobby, a także do ochrony farm przed szkodnikami.

Po wielu latach rozpraw sądowych amisze wymogli na rządzie amerykańskim zarówno prawo do samodzielnego edukowania swoich dzieci, jak i obniżenie minimalnego wieku, w którym dziecko może rozpocząć pracę zarobkową, do progu 14 lat. Jest to furtka w ustawie dotycząca praktycznie tylko ich. Wzbudza to wielkie kontrowersje, szczególnie wśród tzw. środowisk postępowych.

Amisze kończą swoją edukacją w wieku 14 lat, po 8 klasach. Niektórzy uczęszczają do szkół publicznych, jednak większość uczy się w szkołach prywatnych, prowadzonych przez innych amiszów (którzy również posiadają tylko podstawowe wykształcenie). Przyczyny tego są dwie – po pierwsze, dla amiszów ważniejsza jest praca niż edukacja. Chcą, aby ich dzieci nauczyły się tylko rzeczy przydatnych, które ułatwią im później życie w amiszowej kongregacji. Synowie powinni uczyć się pracy w polu, majsterkowania w warsztacie, zarządzania finansami, a córki gotowania, szycia, wychowania dzieci i pielęgnowania ogrodu. Inaczej mówiąc, muszą mieć fach w ręku. Pewien amisz-przedsiębiorca stwierdził: „Współczesne dzieciaki nie wiedzą co ze sobą począć – oglądają telewizję lub pakują się w kłopoty – nie uczą się, co oznacza prawdziwa praca”. Oczywiście otrzymują też solidne wychowanie religijne – dobrze znają Biblię oraz język pensylwański (stary dialekt wywodzący się z języka niemieckiego) służący do odprawiania obrzędów.

Drugą przyczyną niechęci do państwowej edukacji jest obawa, że niektóre, sprzeczne z wiarą ideologie nowoczesnego świata mogłyby przeniknąć do ich spokojnej społeczności i w niej namieszać. Amiszom nie jest do niczego potrzebna np. edukacja seksualna czy znajomość innych systemów etycznych – sami wiedzą lepiej co jest lepsze dla ich dzieci i są w stanie dokonać ich odpowiedniej socjalizacji. Odrzucają też niektóre teorie naukowe, których nie mogą pogodzić z literalnym interpretowaniem Biblii.

W wieku 14 lat młodzi wkraczają w opisany wcześniej okres rumspringa, co nie oznacza jednak braku obowiązków. Większość z nich podejmuje jakąś pracę, często u swojego ojca, ucząc się przy tym zawodu. Dzieci mieszkają z rodzicami tradycyjnie do 21 roku życia – do tego czasu to rodzice dysponują zarobionymi przez nich pieniędzmi. Wielu z nich odkłada je na konto oszczędnościowe, które jest im udostępniane np. na ślubie, aby łatwiej było wkroczyć w dorosłe życie i się usamodzielnić.

Amisze miewają też na pieńku z obrońcami praw zwierząt, zwłaszcza miłośnikami psów. Hodowla psów jest dla amiszów opłacalnym biznesem, jednak wielu zarzuca im nieludzkie traktowanie tych zwierząt. Faktem jest jednak, że Amerykanie maja trochę bzika na punkcie psów, a ja sam nie bardzo rozumiem, dlaczego mamy je traktować jakoś szczególnie, w sposób odmienny niż inne zwierzęta. Poza tym większość zarzutów o złe traktowanie jest zwyczajnie przesadzonych i to z prostej przyczyny – amisze są dobrymi przedsiębiorcami, a zwierzęta z hodowli są produktem na sprzedaż, który musi się dobrze prezentować. Gdyby psy były źle traktowane, niedożywione lub chorowały, to byłoby na nie mniej nabywców i biznes nie byłby opłacalny.

Sama polityka jest za to tematem tabu – amisze się w nią nie angażują i nie wyrażają poparcia dla żadnej partii ani prezydenta (choć do czasów wojny w Iraku zdarzały się pewne sympatie do Partii Republikańskiej [18]), ale nie są też ignorantami – wielu z nich ma konkretne poglądy i potrafią wyrazić swoje zdanie w danej kwestii. Ubieganie się o stanowisko polityczne jest wśród amiszów zabronione i kończy się ekskomuniką. Wolno im za to głosować w wyborach, choć nie korzysta z tej możliwości więcej jak co dziesiąty amisz – a i tak chętniej głosują w wyborach lokalnych niż krajowych. Zwykle akceptują aktualnych przywódców politycznych i starają się im być posłuszni, o ile jest to możliwe. Prezydenta USA i polityków traktują trochę jako ciężar, który muszą w pokorze znosić, zgodnie z wolą Bożą.

Podsumowanie

Czasem można się spotkać z relacjami byłych amiszów opowiadających o tym, jakie ciężkie i opresyjne było życie w konserwatywnej społeczności [20]. Niektórzy komentatorzy sugerują, że religia ta się rozpada i nie ma przyszłości w coraz to bardziej nowoczesnym świecie. Informacje te są nieprawdziwe bądź zmanipulowane. Wspólnota amiszów ma się w rzeczywistości bardzo dobrze, wbrew wszystkiemu zachowują oni wierność swoim zasadom, a do tego ich liczeność gwałtownie rośnie. Jest to spowodowane wysokim przyrostem naturalnym oraz tym, że większość młodych mimo wszystko decyduje się pozostać amiszami. Co ciekawe, w ostatnich czasach można zaobserwować rosnące zainteresowanie amiszami u ludzi z zewnątrz – zarówno turystów jak i tych, którzy wychowani w „normalnym” świecie pragną dołączyć do konserwatywnej społeczności, choć zwykle bez powodzenia. Możliwe, że to spowodowane poszukiwaniem prawdziwej duchowości w świecie pełnym pseudowartości, który zapomniał o Bogu. Amisze oferują alternatywę dla wszystkiego, z czym się spotykamy na co dzień i czym nieraz obłudnie gardzimy.

Amisze są tolerancyjni wobec wszystkich religii. Nie realizują zasady apostolstwa – nikomu się nie narzucają, nie pukają do drzwi, nie roznoszą ulotek, nie próbują zbawiać świata. Pozostawiają ludziom wolny wybór, czegokolwiek ci ludzie by nie robili. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się wejść między nich, musi odrzucić cały swój świat i bezwzględnie podporządkować ich zasadom. Jest to dla nich jedyny sposób na przetrwanie.

Niektórzy czują zawiść do amiszy, zarzucając im, że dzięki religii są nieco uprzywilejowani przez rząd. Dla niektórych postępowych zwolenników świeckiego państwa nie do pomyślenia jest, aby jakieś „religijne zabobony” stały ponad prawem państwowym. Cóż, rzeczywiście, są uprzywilejowani… i bardzo dobrze! Za to cenię Amerykę. Owszem, amisze nie wypełniają swoich obywatelskich obowiązków, nie płacą wielu podatków i naginają przepisy do swoich zasad, ale z drugiej strony, niczego też nie żądają od innych. Nie biorą zasiłków, nie studiują na publicznych uczelniach, nie zajmują miejsc w urzędach, nie ubiegają się o stołki w Kongresie – jakim prawem mielibyśmy więc czegoś od nich wymagać? Jakim prawem mielibyśmy im narzucać nasz sposób bycia? I wreszcie, czy to nie jest raczej godne podziwu, że potrafią postawić na swoim i przeciwstawić się państwowemu zniewoleniu? Może inni powinni raczej pójść w ich ślady, a nie żądać dostosowania się do bezmyślnych mechanizmów demokracji? Jeśli o mnie chodzi, życzę amiszom jak najlepiej i nie miałbym nic przeciwko, aby na świecie rozkwitły jeszcze tysiące takich „zacofanych” społeczności.

„Przeto wyjdźcie spośród nich i odłączcie się od nich, mówi Pan, i nie tykajcie tego, co nieczyste, a Ja was przyjmę” (Drugi list do Koryntian, 6:17).

Autor: Wojciech Mazurkiewicz

Korekta: Damian Karaszewski

Źródło: libertarianin.org

Źródło obrazka: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Amish_-_On_the_way_to_school_by_Gadjoboy.jpg

Bibliografia:

Erik Wesner „Kim są Amisze? Spotkanie z kulturą i społecznością Amiszów Starego Zakonu Ameryki Północnej” WERBINUM Wydawnictwo Księży Werbistów  Warszawa 2012

Blog Amish America – Eric Wesner

„Farma amiszów

Wszystkie cytaty z Biblii za przekładem Biblii Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2008, Wydanie piąte.

Przypisy:

[1] Erik Wesner prowadzi bloga http://amishamerica.com/ oraz jest autorem książki „Kim są amisze. Spotkanie z kulturą i społecznością Amiszów Starego Zakonu Ameryki Północnej”. Większość cytatów w tej publikacji pochodzi z tej książki, chyba że zaznaczono inaczej. Książka ta jest też głównym źródłem informacji zawartych w tekście.

[2] „Farma amiszów”.

[3] Hans-Hermann Hoppe zwykł mówić o Europie tysiąca Liechtensteinów – http://klosinski.na.liberte.pl/europa-tysiaca-liechtensteinow/

[4] http://www2.etown.edu/amishstudies/Largest_Settlements_2008.asp

[5] http://pl.wikipedia.org/wiki/Amisze

[6] http://www.valpo.edu/geomet/pics/geo200/religion/amish.gif

[7] Dane za Erik Wesner „Kim są Amisze?” WERBINUM Wydawnictwo Księży Werbistów  Warszawa 2012

[8] http://wonkette.com/421388/the-amish-are-your-new-mexicans

[9] http://homoamericanus.wordpress.com/2013/05/03/amisze-czyli-wyjatkowa-spolecznosc-ameryki-polnocnej/

[10] „Ordnung” oznacza po niemiecku „porządek”. Amisze, oprócz po angielsku, mówią też w staroniemieckim dialekcie, języku pensylwańskim, i to on jest używany w kwestiach prawnych i religijnych. Odprawiają w nim np. nabożeństwa.

[11] Jest to jeden z najczęściej poruszanych motywów w kulturze masowej. Techofobia amiszów stała się m.in. inspiracją słynnej parodii „Weird” Al Yankovic – Amish Paradise.

[12] http://amishamerica.com/what-is-rumspringa/

[13] http://en.wikipedia.org/wiki/Rumspringa

[14] http://www.cbsnews.com/news/2-amish-arrested-for-drug-deal/

[15] http://archive.today/jT2N

[16] http://web.archive.org/web/20061026222828/http://www.cnn.com/2006/US/10/10/amish.shooting.ap/index.html

[17] http://www.pbs.org/wnet/religionandethics/?p=4298

[18] Tu amisze witający prezydenta Busha: http://www.brasilescola.com/upload/conteudo/images/para-durkheim-consciencia-coletiva-conjunto-crencas-sentimentos-comuns-aos-membros-uma-sociedade-1313756024.jpg W czasie swojej kampanii prezydenckiej Bush przywiązywał wagę do poparcia amiszów i niektórzy nawet spekulują, że to dzięki ich głosom udało mu się wygrać reelekcję (bardzo niewielką przewagą nad Al Gorem).

[19] Telewizja TLC poświęciła temu cała serię: https://www.youtube.com/watch?v=7mGSe9Qur9c

 Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress