A A + -

110 lat westernu okiem wolnościowca

3 marca 2014 Artykuły, Kultura

Zdecydowana większość ludzi swoją wiedzę o świecie czerpie z tego, co zobaczy na ekranie swojego telewizora. A tam, oprócz zakłamanych programów informacyjnych, spotykamy całą masę różnego rodzaju filmów, opowiadających o konkretnych wydarzeniach i epokach historycznych. Jedną z takich epok jest epoka Dzikiego Zachodu, która podobnie jak inne wydarzenia historycznie obrosła w całą masę legend i mitów. W tym artykule pragnąłbym jednak zaprezentować najbardziej niepoprawne polityczne westerny, które przedstawiają rzeczywistość Dzikiego Zachodu odmiennie od tego, co zostaje nam oficjalnie podawane do wierzenia.

Pierwszy western (Napad na ekspres) swoją premierę miał 1 grudnia 1903 roku, a więc sam gatunek ma już 110 lat! Taka rocznica to doskonała okazją aby dokładniej przyjrzeć się filmowym opowieściom o Dzikim Zachodzie. Należy zaznaczy, że gdyby twórcy filmowi przywiązywali większą wagę do faktów historycznych, to western byłby z pewnością najbardziej wolnościowym gatunkiem filmowym. Dziki Zachód to było bowiem miejsce, gdzie praktycznie nie sięgała państwowa jurysdykcja, a pomimo tego (lub też dzięki temu) odsetek zabójstw na daną ilość mieszkańców był zdecydowanie niższy niż na „cywilizowanym” wschodzie (był również zdecydowanie niższy niż w dzisiejszych czasach). W filmie jednak, jak to w przemyśle rozrywkowym bywa, musi się coś dziać, dlatego też filmowy Dziki Zachód był dużo bardziej krwawy i brutalny niż ten rzeczywisty.

Trzeba powiedzieć, że sam western nie jest gatunkiem jednorodnym, bowiem w nim samym możemy wyróżnić co najmniej trzy podgatunki, a mianowicie: western klasyczny, anty-western oraz western europejski (spaghetti western). Jednak niektóre dzieła powstałe w latach sześćdziesiątych nie dają zaliczyć się do żadnego z wymienionych przeze mnie podgatunków westernu, dlatego też dla ich poprawnego sklasyfikowania stosuje się nazwę western przejściowy (przejściowy – pomiędzy westernem klasycznym a anty-westernem).

Pomimo że pierwszy western – jak już wspomniałem wyżej – został nakręcony już w roku 1903, to prawdziwą epokę tego gatunku, jako filmu klasy A, rozpoczął dopiero John Ford, który w 1939 roku nakręcił słynny Dyliżans. Od tego czasu western królował nieprzerwanie na ekranach przez ponad trzy dekady, z tym że od lat sześćdziesiątych przechodził prawdziwą metamorfozę, która w połowie lat siedemdziesiątych doprowadziła do jego obumarcia. W latach sześćdziesiątych western klasyczny był stopniowo wypierany przez dwa inne podgatunki, czyli spaghetti western i anty-western. Do dzisiejszych czasów przetrwał właściwie tylko ten ostatni (jeżeli ktoś w dzisiejszych czasach zdecyduje się kręcić jakiś film o dzikim zachodzie to czynni to w konwencji anty-westernu).

Westerny wolnościowe

Zdecydowanie najbardziej pro-wolnościowym podgatunkiem westernu był western klasyczny, chronologicznie pierwszy z trzech wyróżnionych przeze mnie podgatunków (przeważał od 1939 aż do około 1965 roku). Pomimo dużej niechęci jakim darzą go dzisiaj lewicowi krytycy, to właśnie western klasyczny najrzetelniej przedstawiał rzeczywistość Dzikiego Zachodu.

Mimo że dopatrywanie się aspektów wolnościowych w twórczości Forda byłoby zdecydowanym nadużyciem, to należy mu oddać, że to jego filmy najwierniej przedstawiały epokę dzikiego zachodu. Wystarczy sobie chociażby porównać historię Wyatta Earpa w wersji Johna Forda z 1946 („Miasto bezprawia”) z tą, którą nakręcił George P. Cosmatos w 1993 roku („Tombstone”). Film Forda przedstawiał dziki zachód jako spokojne miejsce, w którym czas płynie powoli, a ludzie nie mordują się na okrągło, natomiast w wersji historii słynnego szeryfa, nakręconej przez Cosmatosa, mamy nieustanną jatkę (choć i tak trzeba przyznać, że „Tombstone” jest bardzo łagodnym anty-westernem). Wśród podobnych westernów Forda należy wskazać takie jak: „Człowiek, który zabił Liberty Valance’a” (1962) oraz „Poszukiwaczy” (1956).

O ile Ford nakręcił kilkanaście naprawdę świetnych opowieści o Dzikim Zachodzie, to Howard Hawks stworzył ich tylko pięć. Jednak przy dwóch z nich możemy już śmiało powiedzieć, że są to filmy zdecydowanie pro-wolnościowe. Hawks w swoich westernach wykorzystywał właściwie tylko dwa schemat – pierwszym z nich był motyw drogi przez dzikie tereny Ameryki, natomiast drugim historia szeryfa, który wraz z pomocnikami walczy z przestępcami.

Zgodnie z pierwszym schematem został nakręcony najprawdopodobniej najbardziej wolnościowy western w dziejach kina ,,Rzeka czerwona”. Kręcony w 1946 roku film opowiada historię pioniera Thomasa Dunsona (brawurowy John Wayne), który przybywa na Dziki Zachód wraz z ukochaną kobietą w celu osiedlenia się. Niestety, jego narzeczoną mordują Indianie – pomimo tego jednak Tom zaczyna budowę olbrzymiego rancza na dzikich równinach zachodu. Pomagają mu w tym przyjaciel (Walter Brennan) oraz przybrany syn (Montgomery Clift). Tom Dunson spełnia swoje marzenie i staje się jednym z największych ranczerów na Dzikim Zachodzie. Jednakże cena bydła w zachodniej części Stanów spada tak bardzo, że Dunson staje na skraju bankructwa. W tym momencie Tom podejmuje się niezwykle niebezpiecznej pionierskiej przeprawy dziesięciu tysięcy sztuk bydła nieznanym szlakiem z Texsasu do Missouri, gdzie jak sądzi, otrzyma za swoje krowy wysoką cenę. Zrealizowany z epickim rozmachem film Howarda Hawksa to historia opowiadająca o niezwykłej odwadze ludzi mieszkających na Dzikim Zachodzie – jest on prawdziwym hołdem oddanym dumie Amerykanów – pionierom.

Równie ciekawy jest inny western Hawksa ,,Bezkresne niebo”, który przedstawia ekspedycje handlarzy skór na dziewicze tereny zamieszkałe przez Indian. Ten nakręcony w 1952 roku film pokazuje, jak mieszkańcy Dzikiego Zachodu potrafili wymieniać się owocami swojej pracy, budując w ten sposób opartą na wolnej przedsiębiorczości potęgę Ameryki.

Przy omawianiu westernów pro-wolnościowych nie może również zabraknąć filmów Anthonego Manna oraz Delmera Davesa takich jak: „Daleki kraj”(1954), „Zakole rzeki”(1952) czy „Rancho w dolinie” (1956). Pierwszy z nich opowiada historię dwóch właścicieli bydła, którzy postanawiają wyruszyć w podróż do dalekiej Kanady, aby tam rozpocząć eksploatacje złota. ,,Daleki kraj” to jeden z najpiękniejszych klasycznych westernów, a dodatkowym atutem filmu jest najlepsza westernowa kreacja legendy kina Jamesa Stewarta. Drugi western Mana ,,Zakole rzeki” przedstawia losy grupy osadników, którzy zamierzają zbudować miasto na dzikiej ziemi zachodu. Z kolei film Davesa przedstawia losy biednego cowboya Jubala (Glen Ford), który dzięki własnej ciężkiej pracy zostaje rządcą wielkiego rancza oraz zdobywa miłość ukochanej kobiety.

Obraz wojny secesyjnej w westernach

Wśród innych filmów reprezentujących western klasyczny należy zwrócić również baczną uwagę na te, które przedstawiają problem wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. W dzisiejszych czasach, w których jak powszechnie wiadomo, historię piszą zwycięzcy z Północy, nie ma filmów pokazujących w dobrym świetle mieszkańców Południa. Nie inaczej sprawa ma się z westernami, które w 99 % były kręcone z punktu widzenia Jankesów. Trzeba jednak podkreślić, że istnieje kilka filmów, które naruszają amerykańską poprawność polityczną odnośnie przedstawienia mieszkańców Południa oraz wojsk Konfederacji. Wśród najciekawszych westernów podejmujących kwestie wojny secesyjnej należy przede wszystkim wymienić dwa filmy całkowicie zapomnianego dziś amerykańskiego reżysera późnej klasyki Andrew V. McLaglena (syna aktora Victora McLaglena) – „ Shenandoah”(1965) oraz ,,Niezwyciężonych”. Ten pierwszy opowiada historie rodziny amerykańskich farmerów z południa, których spokojne i szczęśliwe życie przerywa wybuch wojny secesyjnej. Ciekawa jest scena, w której ojciec rodziny (grany przez Jamesa Stewarta) tłumaczy państwowym urzędnikom, iż nie mogą oni żądać, aby jego synowie wzięli udział w wojnie, ponieważ żaden wolny człowiek nie może wbrew swojej woli zostać wcielony do wojska (słowna perswazja nie przekonuje jednak urzędników, więc liczna rodzina przegania ich siłą ze swojej własności). Film ten przełamuje fałszywy mit południowca jako ciemiężyciela czarnych niewolników. Shenoodoah to również opowieść o więzach rodzinnych, które są znacznie silniejsze od jakiegokolwiek fałszywego patriotyzmu wobec władz państwa.

Z kolei nakręceni w 1969 roku „Niezwyciężeni” pokazują ucieczkę zwolenników Konfederacji do Meksyku, po przegranej wojnie secesyjnej. Obraz ten doskonale ukazuje tragedie ludzi, którzy marzyli o uniezależnieniu się od władz z północy. Western McLaglena to również jedyny znany mi film, który nie tylko, że czyni z żołnierzy i zwolenników Konfederacji głównych bohaterów, to na dodatek pozwala widzowi sympatyzować z mieszkańcami południowych stanów. Interesujący jest również wątek współpracy z niedawnymi wrogami z północy, którzy porzuciwszy jankeskie mundury gnają dzikie konie, mając zamiar sprzedać je w Meksyku.

Problem wojny secesyjnej, przedstawia również świetny western Sama Pekinpaha „Major Dundee”. Film ten opowiada historię jankeskiego oddziału, który rusza w pogoń za Indianami dokonującymi pogromów na białych cywilach. Dowódca oddziału, major Dundee (w tej roli doskonały Charlton Heston), decyduje się włączyć do pogoni Konfederatów pozostających u niego w niewoli. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Dundee nie może narażać garnizonu poprzez zabranie zbyt dużej liczby żołnierzy, dlatego też w pogoni uczestniczy tylko garstka jego własnych ludzi. Podstawę pościgu stanowią natomiast Konfederaci, pozostający pod dowództwem kapitana Tyreena (życiowa rola świetnego irlandzkiego aktora Richarda Harrisa). Dundee obiecuje jeńcom wolność w zamian za podporządkowanie się jego rozkazom. Kapitan Tyreen przyrzeka natomiast lojalność swoich żołnierzy. Ten nakręcony w 1965 roku western ukazuje honorową postawę południowców, którzy dla ważnej sprawy decydują się słuchać rozkazów znienawidzonego jankesa Dundee’iego.

Sposób przedstawiania Indian w westernach

Lewicowi krytycy filmowi mają dwa podstawowe zarzuty do westernów klasycznych. Pierwszym z nich jest rzekome zbytnie upiększanie świata Dzikiego Zachodu i tworzenie tzw. mitu zachodu jako krainy szczęśliwych ludzi. Ten zarzut jest jednak całkowicie nietrafiony, ponieważ klasyczne westerny raczej pokazywały zachód gorszym i brutalniejszym niż był w rzeczywistości (choć jak wspomniałem wyżej i tak robiły to najrzetelniej). Zarzut ten jak podejrzewam jest powodowany tym, iż lewicowiec nie jest sobie w stanie sobie wyobrazić bezpaństwowego ładu, który byłby przeciwieństwem hobbesowskiej walki wszystkich ze wszystkimi.

Zostawmy jednak pierwszy zarzut, a zajmijmy się drugim, czyli rzekomym krzywdzącym przedstawianiem Indian w klasycznym westernie. Stawianie tego typu zarzutu jest tylko i wyłącznie potwierdzeniem faktu, iż niektórzy ludzie nie potrafią samodzielnie myśleć. Należy bowiem podkreślić, że obraz Indian w klasycznym westernie nie był wcale jakoś specjalnie negatywny. Nawet oskarżany o rasizm względem czerwonoskórych John Ford nakreślił przynajmniej dwa westerny, w których przedstawił Indian w bardzo pozytywnym świetle – „Fort Apache” (1948) oraz „Jesień Czejenów” (1964). A western Delmera Davesa „Złamana strzała” z 1950 roku był już prawdziwym hymnem pochwalnym na cześć Indian. Wśród innych klasycznych westernów przedstawiających Indian w sposób jednoznacznie pozytywny należy wymienić chociażby takie filmy jak: „Bezkresne niebo” czy „Indiański wojownik”(1955). Trzeba również wyraźnie podkreślić, że w zdecydowanej większości westernów klasycznych, Indianie zostali przedstawieni jako bezimienne zagrożenie dla białych osadników. Nie można mieć jednak o taki sposób przedstawiania Indian najmniejszych pretensji do twórców filmowych, ponieważ był on zgodny z rzeczywistością Dzikiego Zachodu. Indianom zdarzało się dokonywać masowych pogromów białych osadników, byli oni przy tym bardzo brutalni, nie oszczędzali bowiem nawet dzieci i kobiet. Gdyby twórcy zdecydowali się przemilczeć te fakty, to należałoby uznać to za zwyczajne przekłamywanie historii.

Musimy pamiętać, że oprócz westernu klasycznego, który w sposób najbardziej prawdziwy przedstawiał rzeczywistość Dzikiego Zachodu, istniały jeszcze spaghetti westerny i anty-westerny. Nie poświęcam im jednak miejsca w tym tekście, ponieważ były one raczej zgodne z lewicową wizją Dzikiego Zachodu jako miejsca walki wszystkich ze wszystkimi. Filmy takie jak „Mściciel”(1973) Eastwooda, ,,Dzika banda”(1969) Pekinpaha, „Przełomy Missouri”(1976) Penna czy „Niebieski żołnierz”(1970) Nelsona, wybitnie przyczyniły się do zakłamania historii Dzikiego Zachodu.

Autor: Damian Kubiak
Źródło: libertarianin.org

KADRY Z FILMÓW:

„Rzeka czerwona”

rze

rze2

rze3

rze4

„Major Dundee”:

major

„Fort Apache”

fort

fort2

 

comments powered by Disqus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress